Fenomen Kuby Wojewódzkiego

Kubę Wojewódzkiego albo się kocha, albo nienawidzi. Ja kocham. I to nie tylko dlatego, że ma naprawdę fajne imię! O Kubie Wojewódzkim, jeśli piszą, to przeważnie piszą źle. Czas to zmienić!
Jak zapewne wiecie, jestem wielkim fanem Kuby Wojewódzkiego, który stanowi dla mnie swoistą medialną antytezę Szymona Majewskiego (i choćby tylko dlatego warto gu lubić). Konfrontowanie tych dwóch osobistości jest jak porównywanie FC Barcelony do… no, powiedzmy Odry Wodzisław. Przy czym Wojewódzki zdecydowanie rzadziej wywraca się o powietrze z pretensjami patrząc w kierunku sędziego.
Kuba zaczynał jako dziennikarz muzyczny w Telewizji Polskiej. Jak na zdolnego dziennikarza przystało, potrafił dopasować się do środowiska: był poważny, smutny i wyglądał tak… cóż, wyglądał tak jakby musiał utrzymać się z abonamentu telewidzów. Tak szczerze – ile znacie osób płacących abonament RTV?
Kuba Wojewódzki w jednym ze swoich pierwszych programów robił prawdziwy szoł (jak na lata dziewięćdziesiąte oczywiście przystało): odbierał telefony w telewizji i rozdawał prestiżowe nagrody w postaci plakatów takich tuz jak Aaron Carter czy Kelly Family. Wyglądało to mniej więcej tak.
Punktem zwrotnym w telewizyjnej karierze Wojewódzkiego był program Idol. Program rzeczywiście wykreował Polsce nowego Idola (i kilka mniej lub bardziej wystraszonych dziewczynek śpiewających o jajecznicy + wybijającą się na plus Monikę Brodkę + Szymona Wydrę, którego kariera legła w gruzach, bo nie chciał śpiewać o klopsikach ze szpinakiem).
Formuła Idola była idealna: po raz pierwszy Wojewódzki zamiast czytać gotowe teksty z promptera na temat plakatów jakiejś bandy cyganów bez szkoły podróżujących po USA mógł pokazać co siedzi w jego głowie. A siedziały riposty zabawne, inteligentne, ale przede wszystkim celne. Spora część osób próbowała sprowadzić w tamtym okresie Wojewódzkiego do rangi błazna, skłonny jestem jednak zaryzykować tezę, że intelektualnie nie radzili sobie z głoszonymi przez niego tezami.
Wszystko bowiem co mówił w tamtym okresie Kuba Wojewódzki okazało się prawdą. Umiejętnie analizował rodzimy showbiznes oceniając szanse młodych pretendentów na zrobienie kariery, deklasując przy tym takich muzycznych “ekspertów” jak Jacek Cygan, Elżbieta Zapendowska czy wreszcie Robert Leszczyński, który jest żywym (jeszcze) i najlepszym przykładem dlaczego powinniśmy trzymać się od narkotyków z daleka.

To zdjęcie jest tutaj żeby Arek nie marudził, że się brzydko na facebooka wrzuca
Dziś trudno sobie wyobrazić talent-show, w którym Wojewódzki nie zasiada w jury. On robi tam prawdziwe przedstawienie, a przy tym odkrywa przed Polakami nieszczerości w postaci smutnych dziewczynek śpiewających żałobne piosenki. Jeśli z jakiegoś programu odchodzi, ten upada powolną śmiercią godząc się z drastycznym spadkiem zainteresowania ze strony widowni.
Osobowość Wojewódzkiego, jakkolwiek kontrowersyjna by nie była, szybko została doceniona przez największe telewizje. Od 2002 roku prowadzi swój autorski talk-show, który zrewolucjonizował formę tego typu programów w Polsce. Swoich gości zdarzało mu się obrażać, besztać i wyśmiewać, najczęściej jednak w dyplomatyczny sposób ukazuje ich prymitywizm. Jest to tym bardziej wesołe, że sami goście często wychodzą z programu z poczuciem dobrze spełnionej misji i tylko Wojewódzki puszcza porozumiewawcze mrugnięcie okiem w kierunku czujnego widza.
Nie dalej jak kilka dni temu w programie Wojewódzkiego “pewien psycholog” o Detektywie Rutkowskim mówił “śmieszny gość, który za bardzo uwierzył w swoją rolą”. Już ja dobrze wiem kim był ten anonimowy psycholog!
Wojewódzki jest znany, bogaty, a nastolatki, które przy dobrym wietrze (i odrobinie patologii) mogłyby być jego wnuczkami zmienia jak rękawiczki. Prawdziwy szołmen, człowiek sukcesu, a co z tego wynika – posiadacz wielu wrogów.
Nie zmienia to jednak faktu, że na scenie jest numerem jeden nieprzerwanie od ponad dekady, a o takim wyniku każdy inny celebryta w kraju mógłby pomarzyć. Poza byciem celebrytą jest jednak także znakomitym dziennikarzem i aż szkoda czasem, że ogranicza się niemal wyłącznie do popkultury. A może to i lepiej?





















Ładowanie