Wpisy z tagiem wódka


Cropp na wakacje: Mazury, pijawki i polarne misie

12 sierpnia 2011 |  Kuba 
Kategoria: Życiowe

Umówmy się: to nie jest lato naszych marzeń. Wysyłałem was już nad morze i w góry, a dziś powiem wam czemu warto odwiedzić Mazury (do tego udało mi się załatwić niesamowity konkurs dla naszych czytelników), ale intuicja podpowiada mi, że tego lata lepiej zostać w domu i budować wał przeciwpowodziowy. Ale nawet ja przecież czasem się mylę, choć macie rację – zdarza mi się to wyjątkowo rzadko. (więcej…)


Sztuka wyrywania licealistek

27 czerwca 2011 |  Kuba 
Kategoria: Życiowe

Ponieważ grupa docelowa marki Cropp to osoby w wieku 15-25 lat, a więc młodzi, piękni, bez przeszłości w SB, na naszym blogu staramy się nie tylko pisać o tym co wspaniałe i niesamowite, ale też wychodzić na przeciw problemom współczesnej młodzieży. A w listach częstokroć pytacie mnie “jak wyrywać licealistki?”, “jak wyrywać studentki?”, “jak zaskarbić sobie sympatię babci mojego kolegi?” (to ostatnie jest akurat niepokojące).

(więcej…)


TOP 5: Wódka

13 czerwca 2011 |  Kuba 
Kategoria: Życiowe

Nie przepadam za wódką, zresztą kiedy wódka zaczyna ci smakować to robi się naprawdę niedobrze, ale z racji wykonywanego z pasją zawodu studenta, wiem “co się dzieje na mieście”. I tak oto przez ostatnich kilka lat wypijając hektolitry wódki każdego miesiąca wiem na przykład co jest dobre. I dlaczego. Jeśli jesteście świeży w branży albo macie swoje własne refleksje i przemyślenia, zapraszam Was do konfrontacji tego z głosem wątrobą marki CROPP. Wyselekcjonowałem ścisłą czołówkę, więc kolejność jest dowolna, numer jeden zależny jest od sytuacji, nastroju, okazji.

(więcej…)


Najlepsze polskie reklamy

7 marca 2011 |  Kuba 
Kategoria: Wyszperane

Być może nie jestem takim asem reklamy i marketingu jak Gippius albo Jull, którzy nawet Beduinom wcisnęliby samoopalacz (w Croppie trochę się marnują, nasze ciuchy są tak dobre, że sprzedają się same), ale i tak na reklamie znam się świetnie (…) kiedyś czytałem o niej książkę (…) w sumie to tylko połowę bo zgubiłem w metrze. Ponieważ jednak “jestem głosem marki Cropp” (a głos ten jeszcze nigdy nie był tak seksowny) zapraszam w multimedialną podróż po perełkach polskiej reklamy. Poniżej dziesięć zaszczytnych pozycji, a marketingowcy, którzy je tworzyli już od tygodnia chwalą się na facebooku, że “będą na Croppie” (i słusznie).

Samosprzedające się ciuchy Croppa

10. Pollena 2000

Być może 20 lat temu ludzie byli mądrzejsi i bardziej oczytani, a ci podstępni mędrcy Syjonu nie wydawali ogłupiającego polskie społeczeństwo Bryka, mam bowiem smutne przeczucie, że dziś przeciętny widz miałby problem z pojęciem aluzji do perły polskiego pozytywizmu. Tak czy siak Pollena 2000 była jedną z pierwszych do tego stopnia abstrakcyjnych reklam jakie trafiły do polskiej telewizji, a zarazem ostatnią reklamą proszku do prania, której adresatem nie był totalny idiota. No i skąpo odziana panienka na końcu spotu, co w tamtych czasach było zagraniem tak odważnym, jakby dziś Vizir zaczął wklejać do swoich reklam kadry z niskobudżetowego pornola.

YouTube Preview Image

9. ING

Nie są to może reklamy bawiące do rozpuku, ale przecież to bank – tu chodzi o zbudowanie poważnej marki. A współpraca ING z Markiem Kondratem to gruby hajs dla obydwu stron, bo… Marka Kondrata lubi w zasadzie każdy. To chyba jedyny Polak (zaraz obok mnie i Małysza oczywiście), który ma tak wierną rzeszę fanów i niewielu przeciwników. Kondrat od lat tworzy w tych reklamach fantastyczną rolę, tak wspaniale kontrastując z całą rzeszą swoich branżowych kolegów, którzy w telewizji rozpływają się nad smakiem drobiowego pasztetu. Poza tym kto nie chciałby korzystać z usług banku, który promuje facet wypowiadający codzienną mantrę milionów polaków, cyt. “dżizys kurwa, ja pierdolę”.

YouTube Preview Image

8. Frugo

Utracony smak dzieciństwa, choć wieść gminna niesie, że niekoniecznie na zawsze. Ale o tym innym razem. Kiedy Frugo wchodziło na rynek zafundowało sobie naprawdę niecodzienną kampanię na kilku frontach, był absurd, była groteska, a młodzi ludzie byli tacy szczęśliwi, że w dobie wszechatakujących wówczas spotów OFE (czy raczej “a fe!”) ktoś swoją reklamę zaadresował właśnie do nich.

YouTube Preview Image

7. Żubr

Żubr przygotował cała linię bardzo fajnych i inteligentnych reklam, pełnych aluzji i zabawy słowem. W tych dwuznacznościach oparte były całe mądrości życiowe przeciętnego studenta… i przeciętnego zoologa. W każdym razie wiele Żubrów zostało wypitych tylko w ramach uznania dla pomysłowego browaru. W przeciwieństwie do Żubrówki. A Biała Żubrówka śmiało może pretendować do miana najgorszego debiutu spożywczego 2010 roku. Żeby nie było, że – jako koneser (jak chyba każdy student w tym kraju) – nie ostrzegałem.

YouTube Preview Image

6. Żywiec

Pozostając w piwnych klimatach trudno nie docenić świetnej reklamy Żywca – zrobionej i z pomysłem, i z humorem, ale przede wszystkim udanej do tego stopnia, że zwrot “prawie jak” przeniknął do popkultury, języka potocznego, kina, a nawet polityki. Zresztą, face the facts, większość polskich polityków jest “prawie jak”.

YouTube Preview Image

5. BZ WBK

Wprawdzie naczelną gwiazdą kampanii jest Anglik, ale za to motywem przewodnim – jak chyba nigdzie indziej – Polska. John Cleese, światowej sławy komik zgodził się promować rodzimy bank, a oferta urzekła go na tyle mocno, że z przyjemnością skorzystałby z jego usług. Fajny pomysł, zawodowa realizacja, doborowa obsada. Na pewno lepszy pomysł niż zatrudnienie Leo Benhakkera jako gwaranta usług bankowych po mistrzostwach, na których wymęczyliśmy jeden punkt, choć znacjonalizowano pół Brazylii.

YouTube Preview Image

4. Heyah

Heyah zanotowało naprawdę mocne wejście na polski rynek,  najpierw nikt nie wiedział nic, jak w czeskim filmie. Potem się wszystko nieco wykrystalizowało i dostaliśmy serię zabawnych reklam, punktem kulminacyjnym były zaś przygody Czerwonego Kaptuka. Reklama dała efekt lepszy od zamierzanego, ponieważ KRRiTV, w której prawdopodobnie zasiadały wówczas sześcioletnie dziewczynki, zablokowała ją ze względu na… przemoc. I zrobiło się naprawdę głośno.

YouTube Preview Image

3. Allianz

Ta reklama nauczyła mnie życia. Serio. Nie, nie zacząłem oszczędzać na własną rękę na swoją emeryturę – co zresztą pokazuje, że było całkiem słuszną decyzją. Dzięki temu szybko zrozumiałem jednak co w życiu liczy się najbardziej.

YouTube Preview Image

2. Mumio

Rewolucja obyczajowa w polskiej reklamie. Największa od czasów, gdy znana diwa polskiego kina zachwalała papier toaletowy Regina (“jest taki miękki i tak ładnie pachnie”), a ja nawet nie czuję, gdy rymuję. Reklamy kabaretu Mumio, to reklamy z humorem absurdalnym, ale inteligentnym, dlatego tak doskonale się w nich odnajdowałem (no ba).

YouTube Preview Image

Adin – Netia

To jest akurat ściema, bo na pierwszym miejscu powinno być Mumio, a Netia dopiero na drugim, ale wymyśliłem sobie, że tak będzie fajnie. Prawda, że fajnie? Faaaaaaajnie! Zwycięzców nikt nie sądzi, a reklamy z Tomaszem Kotem z reklamy na reklamę są coraz lepsze. Aż strach pomyśleć jak fajne będą za rok. Oj, coś czuję, że Netia już szykuje dla mnie kontrakt.

YouTube Preview Image

Pijacka erystyka

28 lutego 2011 |  Kuba 
Kategoria: Życiowe

Jak przystało na (przeżywającego kryzys wieku średniego, ale jednak) konesera baunsu, melanżu i wyższego stanu upojenia w życiu stoczyłem niejedną pijacką dyskusję. Nie jestem wielkim fanem tychże, a pięciocyfrowe IQ sprawia, że dość szybko dostrzegam ich bezcelowość, skoro jednak obiecałem nauczyć was jak żyć, dziś krótki przewodnik po najpopularniejszych zabiegach erystycznych na każdej (słabej) imprezie czy – zdecydowanie częściej – na każdym szeroko pojętym “afterze”.

- Na zgona

W trakcie rozmowy, niezależnie od tego czy idzie po jego myśli czy wręcz przeciwnie staję się coraz cichszy i cichszy, aż w końcu wpada w objęcia Morfeusza Dionizosa. Szczególnie efektowne, jeśli pod koniec przewróci się na podłogę wraz z krzesłem lub wypadnie przez poręcz balkonu z drugiego piętra (true story).

- Na “co to ja nie”

Ilość osiągnięć, poznanych ludzi, wyrwanych lasek, odwiedzonych miejsc, wygranych w kasynie, wypitej wódki i pobitych w szemranej alejce bandytów rośnie wprost proporcjonalnie do stężenia alkoholu we krwi. Mniej więcej w okolicy pół litra mamy okazję poznać swoiste połączenie Adama Małysza, Królowej Elżbiety II, Casanovy, Tony’ego Halika i Jamesa Bonda z Supermanem.

Specjalnie dla was z ludzi pijących kawę i herbatę na imprezach nabija się koleś, u którego na imprezach udowadnia się (na szczęście tylko czasami) wyższość Nietzchego nad Kantem

- Na Ewę Drzyzgę

Koleś słynący z zadawania upierdliwych pytań, które jego zdaniem napędzają dyskusję. Sam nie przedstawia żadnej tezy, choć ją posiada i swoimi pytaniami przez jebane dwie godziny stara się doprowadzić rozmówcę do sformułowania upragnionego wniosku. Wkurwia wszystkich uczestników rozmowy, bo każdy wie o co mu chodzi, ale nikt nie chce sprawić mu satysfakcji.

- Na “najebałeś się już”

To jest koleś, który przysypiał na fotelu i obudził się w trakcie dyskusji, a jego koronnym kontrargumentem jest to, że “najebaaałeś się już” i nie przeszkadza mu to, że dopiero przyszedłeś na imprezę, a on ma na kolanach wielkiego bełta (pawia czy jak to tam jeszcze nazywacie w różnych regionach Polski) własnego autorstwa.

- Na młodego UPR-owca

Każda wypowiedź składa się w 25% z faktów autentycznych, w 25% z “faktów” znalezionych w książce, które oprócz jej autora przeczytały tylko trzy inne osoby (wydrukowano ją na starych kartonach po pizzy), a 50% z autorskich przemyśleń, wszystko to jednak sformułowane w takiej postaci, jak gdyby co najmniej od pięciu wieków były powszechnie znanymi prawdami. Jeśli w dyskusji ośmielisz się nie zgodzić może natychmiastowo nałożyć na ciebie na przykład ekskomunikę.

Szczególnie upierdliwy jest UPR-owiec, który jest kibicem piłkarskim, bo wtedy uważa za podludzi wszystkich, którzy kibicują innej drużynie (przeważnie są za Manchesterem)

- Na młodego, sarkastycznego z dużego miasta

Każde zdanie ubiera w sarkazm, ale niestety taki najniższej jakości, w połowie rozmowy tak naprawdę sam już chyba nie do końca wie co planował powiedzieć z przekąsem, nawet “podaj mi herbatę” formułuje mówiąc “nie pijam kawy”. To oczywiście czysta teoria i taki sobie przykład, bo kto normalny chodzi na imprezy, na których serwuje się kawę i herbatę?

- Na Kubę Wojewódzkiego

Niemal każde zdanie dyskusji celnie podsumuje jakimś ironicznym i zabawnym komentarzem.

- Na Szymona Majewskiego

Jw. tylko komentarz nie jest ani celny, ani zabawny.

Jedna stacja, dwie grupy docelowe - od lewej: uczniowie gimnazjum oraz reszta świata

- Na wiejskiego głupka

Nie ma za dużej wiedzy w żadnym z omawianych tematów, ale nie ma też na tyle dużych jaj by powiedzieć “nie wiem, nie znam się” lub słuchać z uwagą. Jest czynnym, czasem najczynniejszym uczestnikiem dyskusji, powielając jednak i przychylając się do opinii wygłaszanych przez rozmówców. Jest to szczególnie poczciwe w momencie, gdy szala racji w dialogu się zmienia, wtedy w jednej dyskusji potrafi zmieniać partię od skrajnej prawicy do komunizmu, a z ateisty w kilkadziesiąt minut staje się zagorzałym wyznawcą hinduizmu.

- Na kibica Legii

Czy dowolnej innej drużyny. Akcja dramatu rozgrywa się w Warszawie, więc tutaj akurat mowa o Legii (prawdopodobieństwo, że trafimy na jednego z trzydziestu ośmiu kibiców Polonii jest stosunkowo małe). Choćbyśmy właśnie debatowali o teorii początku wszechświata pod wpływem bliżej niezrozumiałego impulsu stanie na krześle i zaintonuje wszystkim “CZARNA DUPA, ŻÓŁTE CYCE TO GIEKAES KATOWICE” (i inne). I tak mniej więcej przez kolejnych 30 minut.

Koledzy z Płocka intonują jeszcze "WOLĘ CHUJEM KRĘCIĆ CIASTO, NIŻ NA KIELCE WOŁAĆ MIASTO". Z ciekawości sprawdziłem co to jest ta cała piłka ręczna i jedno jest pewne - NIE PODOBA MI SIĘ!!!

- Na chore nerki

W każdym momencie rozmowy, kiedy tylko poczujesz się nieswojo lub w mniejszości, wychodzi do toalety i siedzi tam długo jak tylko uzna za stosowne. Nie czuje się skrępowany nawet jeśli następuje to czterokrotnie w ciągu godziny. Pozostali goście muszą lać przez okno lub na wycieraczkę sąsiada, ale menda nie poczuwa się, by pokryć ewentualne mandaty.

- Na prawnika

Picie z prawnikami (nawet studentami) to koszmar ponieważ zdolność abstrakcyjnego myślenia upadła na samo dno mniej więcej w okolicy połowy pierwszego roku. Nawet nie zdążysz skończyć zdania “ale fajnie byłoby polecieć do innej galaktyki”, kiedy prosto w twarz dostaniesz Konstytucją, która “wyraźnie na to nie zezwala”.

- Na wikipedystę

Choć przeciętny redaktor Wikipedii nie opuszcza Morii, a jego dziewczyna ma brodę zawstydzającą samego Albusa Dumbledore’a, czytelnicy wyglądają już całkiem normalnie. Rozmówca korzystający z erystycznego zabiegu “na wikipedystę” niemal zawsze, ale to zawsze, gdy tylko się nie zgadza każe sprawdzić stan faktyczny w internecie. Jeśli racja jest jego – jest szczęśliwy, jeśli nie – upiera się, że kiedyś było inaczej, a Wikipedię edytują idioci.

Redakcja Wikipedii

- Na Pudziana

Kiedy zaczyna brakować mu argumentów, kodeks honorowy nakazuje skrzyżować miecze (i wcale nie chodzi tu o sytuację przy jednym pisuarze). Zanim jednak dojdzie do rękoczynów pijacka erystyka nakazuje wyliczyć wszystkie sztuki walki jakie kiedykolwiek trenowaliśmy, a jeśli takowych brak – przynajmniej wyliczyć wszystkie części Karate Kid, na których byliśmy w kinie.

The End

Pijani ludzie są niezwykle kreatywni, ale nie potępiajmy ich. Nie mielibyśmy prądu, gdyby taki na przykład Edison wylewał za kołnierz. Strach pomyśleć ilu wielkich geniuszy bez udziału alkoholu w ogóle by się nie narodziło.


Engine