Wszyscy kochamy Święta. Albo nienawidzimy. Nie mogę się zdecydować. W każdym razie Wielkanoc troszkę jakby mniej (albo bardziej), bo nie ma Mikołaja, choć w pewnych domach funkcjonuje tzw. Zajączek (u mnie niestety najwidoczniej zerwał się gdzieś z Zębową Wróżką i przez to miałem smutne dzieciństwo). Jak to więc z tą Wielkanocą jest?
Lubię to
Specjalne pozdrowienia wędrują w kierunku świątecznego stołu. Nie martwcie się, ubrania w Croppie dostępne są we wszystkich rozmiarach. Chyba, że jesteście laskami. Wtedy się martwcie, bo grube laski wyglądają obleśnie. A idzie lato – żeby nie było, że nie ostrzegałem.
Świąteczny stół to Mekka (ha, notka nie tylko dla chrześcijan!) wszystkich studentów. Na litość boską, ileż można jeść pizzę i Hamiego? Staropolska różnorodność jest fajna, a nawet tym fajniejsza, że za wszystko płacą RODZICE. Na studiach przeważnie i tak za wszystko płacą rodzice , ale jakoś z pieniędzmi, których nigdy nie widziało się na oczy łatwiej się rozstawać. Dziennikarski instynkt podpowiada mi, że na ten fragment notki z entuzjazmem zapatrywać mogą się także środowiska żydowskie.

w zależności od wyznania na wielkanocne śniadanko opierdziel sobie jajko, czekoladowe World Trace Center albo jakiegoś Palestyńczyka
Dobra, od razu mówię, że wiem, to zabrzmi głupio, naiwnie, nieprawdopodobnie, science fiction i inne takie, ale trochę na siłę doszukuję się zalet. W Wielkanoc wolni od znajomych, zobowiązań, pod czujnym okiem rodziny, itp. to już NA PEWNO zaczniemy uczyć się do sesji, matury, sprawdzianu, whatever.
Kiedyś Wielkanoc kojarzyła mi się też z wujkami, ciociami, babciami i dziadkami. Jeśli pomyślałeś o cieple domowego ogniska to niezawodny znak, że jesteś GEJEM. Biznes jest biznes, a w tym interesie nie ma skrupułów, dotacje odbywają się wyłącznie na płaszczyznach rodzinnych. Oczywiście tak było, gdy byłem jeszcze biednym, smutnym licealistą i nie miałem nawet jednej akcji z tych dziesięciu spółek polskiej giełdy, których dziś jestem prezesem. Z czasem sytuacja się odmienia i coraz częściej zdaję się słyszeć “Kubuś, to Ferrari co ostatnio kupiłeś wujkowi trochę się psuje, zrób coś z tym”.
Tego tak nie bardzo
Mimochodem przechodzimy do wad. Spotkania z babciami, wujkami, ciociami i dziadkami to przede wszystkim jednak trauma. Ten moment zawsze przychodzi znienacka, choć dasz sobie głowę uciąć, że już tydzień wcześniej starannie go zaplanowali. “Jakubie, kiedy ślub, masz już prawie 40 lat” to stwierdzenie, które u każdego normalnego, rozsądnego, heteroseksualnego mężczyzny powoduje gęsią skórkę (zresztą myślę, że wielu moich czytelników poczułoby się dziwnie już wtedy, gdyby ktoś nagle zaczął zwracać się do nich per “Jakubie”).

nie da się ukryć, że prywatnie jestem zdecydowanie bardziej koneserem studenckiego "jajeczka"
Z tą czterdziestką, specjalnie dla moich fanek, dementuję. Jestem piękny, młody, dwudziestokilkuletni. Ale rodziny się nie wybiera. Prawdziwe jest także stwierdzenie, że z rodziną ładnie wychodzi się tylko na zdjęciu. Plotki głoszą, że to jeden z głównych powodów, dla których wciąż rozwijają Photoshopa.
I to chodzenie do kościoła. Matko Bosko kochano! Msze święte w Wielkanoc trwają ze dwie godziny, a my mamy w sobie pi razy drzwi 1/3 zawartości lodówki. Traumą jest także spowiedź święta, czyli wydzielający podejrzany zapach ksiądz, który z wyraźnym niezainteresowaniem (trudno mu się zresztą dziwić) słucha twoich prywatnych wynurzeń. Ciekawe czy gdyby role się odwróciły i podejrzane zapachy wydawałbym ja, cała sprawa nie byłaby zabawniejsza. “Ooooodmówię 2,5 zdhowaśki i to moje ostatatatatnie – hik – słowo!”. Zresztą spowiedź to już akurat temat z górki, bo najpierw trzeba odstać swoje. A przed nami między innymi zapłakana staruszka, która na cały kościół krzyczy do konfesjonału, że przypaliła obiad. Naprawdę, jestem w tej branży chyba tylko dlatego, że w liceum miałem fatalny feeling z klasowymi satanistami.

powiedzmy, że trudno mi się dziwić
Mamy to taki dziwny gatunek ludzkości, który nie rozumie, że w gazetach ogłaszają się miliony Ukrainek, które nie dość, że z przyjemnością wysprzątają całe mieszkanie, to jeszcze za marne grosze, które jednak dla przeciętnego Ukraińca są jak wygrana na loterii. Sprzątamy osobiście, segregujemy odpadki, wyrzucamy śmieci, myjemy okna i odkurzamy. Koniecznie codziennie, a najlepiej dwa razy dziennie, jakby w sobotę wieczorem nie można było wszystkiego solidnie opierdzielić.
I ta presja otoczenia. Ja rozumiem, że jajka to dużo białka: siła, masa, nie ma lipy, ale na litość boską, nie każdy ma ochotę na wpierdzielenie piętnastu pisanek, tylko dlatego, że komuś się chciało to wszystko gotować, a jedenastoletnia kuzynka jest głupia, zamiast oglądać seriale, grać na konsoli, wyrywać fajnych facetów w klubie czy chociaż walić wódę z kolegami, trzy ostatnie dni poświęciła na malowanie pisanek, które i tak wyglądają niczym wyciągnięte prosto z kurzej, ekhm, dupy.
Albo konkurs na stukanie się jajkami. Tak kretyńskich propozycji nie dostawałem nawet wtedy gdy wybrałem się kilka lat temu na wycieczkę (dziennikarska rzetelność) do warszawskiej Utopii.
Już nie chcę Wielkanocy dobijać repertuarem rodzimej telewizji. A niech puszczą sobie jeszcze raz, tak na wszelki wypadek gdybym zapomniał znane na pamięć dialogi Harry’ego Pottera z Kamieniem Filozoficznym, Shreka czy z Pasji.
Przewaga minusów zdecydowanie na niekorzyść Wielkanocy. Ale i tak ją lubię. Wesołych Świąt.