Wpisy z tagiem polska


Za co kochamy polski System Ochrony Zdrowia

16 stycznia 2012 |  Kokolina 
Kategoria: Po bandzie

Wiem, że walenie smutów nie jest fajne, że nie wypada, że karnawał, a że sesja, że  noworoczne postanowienia wymyślne niczym teksty Piotra Kupichy. Ale spójrzmy prawdzie w oczy: choćbyśmy okazami zdrowia byli najsilniejszymi, niczym Chuck Norris, prześlizgiwali się przez życie, nie dając się panującej epidemii grypy, byli młodzi, piękni i  względnie zdrowi, kiedyś ten  moment musi nastąpić: albo złamiemy sobie nogę, albo w śniegu po pas, będziemy musieli drałować do przychodni po L4, albo po prostu przyjdzie nam odwiedzić lekarza z sobie tylko znanych powodów (nie ukrywajmy; nie samymi klubami, imprezami,  filmami i grami człowiek żyje).

Jeśli więc nosimy się z zamiarem pójścia do specjalisty i chcąc ustalić termin wizyty, udamy się do przychodni wraz z nadejściem Nowego Roku, istnieje duże prawdopodobieństwo, że będziemy musieli na nią poczekać…do kolejnej zimy.

Z góry chciałabym zakomunikować, że zdaję sobie sprawę, że po przeczytaniu tej notki, z pewnością znajdą się amatorzy złotych życiowych porad w stylu: „nie podoba się, to won”, że być może poprą ich obieżyświaty, którzy ubóstwo krajów Trzeciego Świata znają co najwyżej z telewizji; uznają, że nie doceniam tego, co mam, że gdzie indziej jest gorzej, toczą się wojny, brakuje naturalnych zasobów wody pitnej, a ludzie umierają na ulicach… To wszystko wiemy, ale jedyne co możemy z tą wiedzą zrobić, to usiąść i zapłakać.

Jednak mój płacz, świadomość niesprawiedliwości oraz mocno odczuwane współczucie nie zmieni ani historii świata, ani dziejów ziemi, czy też losów  wymierających foczek, a prawda jest taka, że jestem tu i teraz, i pomimo pojmowania istoty rzeczy (gdzie indziej jest gorzej), zdaję sobie także sprawę, że życie przeciętnego  człowieka zamieszkującego okolicę Florydy,  może wyglądać  tak:

Ja jednak żyję w Polsce i moja rzeczywistość wygląda zgoła odmiennie:

Kokolina w drodze na autobus, 07:30 rano, lipiec 2010
Chociaż auto ładne (i tak na kredyt).

07:25, 9 styczeń, jedna z katowickich przychodni

Wraz z grupą dziadków szturmuję tzw. okienko, nad którym na białej kartce zawisł markerem pisany napis: rejestracja. W bitwie o pierwsze miejsce przegrywam z babcią o lasce, z drugą babcią o włosach kolorze jasnego fioletu, z cieniem na powiekach, aż po łuk brwiowy,  z dziadkiem który z rana wypił co najmniej litr nalewki czosnkowej i człowiekiem, któremu jak się potem okazało, pomyliło się okienko i ku mojej ucieszy, udało się zepsuć początek dnia paniom urzędującym, które wielce się zniesmaczyły pojemnikiem z brązową zawartością przyniesionym przez ów człowieka. Stoję. Dyskusja. Moje ulubione. Ci z przodu, że młodzi to zdrowi, że zdrowie na chorowanie mają, a że oni już starzy i zdrowia nie mają. Ci z tyłu zniecierpliwieni, dmuchają, chuchają, wzdychają, tupają, wyzywają, oczy ku  niebu wznoszą, że duszno, że gorąco, że długo, że kto to widział. Ale stoję. Jak bohater czekam na swoją kolej. Nadchodzi!

Mówię o co mi chodzi, kobieta spogląda na mnie przerażona, zniesmaczona, z twarzą koloru tęczy. Przez chwilę przychodzi mi na myśl, że być może wyrosły mi z głowy czułki. – Słucham? – pyta mocno skrzywiona. – Chciałam się umówić do lekarza- powtarzam. Mina jej wciąż ta sama, jakbym powiedziała coś w stylu: – Dzień dobry, importowano mnie z Kambodży, mój brat jest Murzynem, czy mogę prosić dwa kilo sera? Co słyszę na moje raczej mało oryginalne jak na okienko w szpitalu, pytanie?
„Proszę przyjść w następnym roku, terminów brak!”

W tym miejscu wycięłam całkiem długi fragment tekstu nienadającego się do publikacji, okraszonego wyzwiskami i wulgaryzmami.  Co oprócz absurdalnie długich kolejek, może nas pacjentów, spotkać w Polsce?

OCZEKIWANIE

Bez ściemy. Ilekroć tylko wybieram się do lekarza przyjmującego w przychodni, oddalonej od mojego domu choćby i 5 minut drogi, przeznaczam na to cały dzień. Co jak co, ale Polska to miejsce, gdzie czas pacjenta szanowany jest równie mocno, co jego zdrowie i on sam. Pół biedy z takimi kolejkami, gorzej jeśli w grę wchodzi czyjeś życie i każdy dzień jest na wagę złota (choć w tym przypadku ta metafora wydaje się nie na miejscu). Dajmy na to, jesteś ciężko chory i oczekujesz decyzji na rozpoczęcie leczenia, po  kilku miesiącach (o ile wcześniej nie zeżre cię rak albo inne świństwo) okazuje się,  że stan twojego zdrowia ci to uniemożliwia i jedyne co w tej sytuacji ci pozostaje, to w cieple domowego ogniska, w iście rodzinnej atmosferze, rozprawiać o kolorze trumny lub urny, a w najlepszym wypadku, rodzaju kół do wózka. Na który rzecz jasna będziesz zbierał kolejne 5 lat.

Jej się udało. Tobie też się uda!

No, ale już bez przesady. Nie za dużo byś chciał naraz?

LOGISTYKA

W momencie rozpoczęcia leczenia, okazuje się, że na jedne badania masz jechać do innej miejscowości, na drugie do innej przychodni, na trzecie do szpitala oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów, po to, aby wrócić do tego samego lekarza z wynikami (to już będzie jakiś rok później), który będzie przyjmował już w innym miejscu, słuch o nim zaginął więc całe leczenie na nic i wszystko trzeba będzie zacząć raz jeszcze, począwszy od znalezienia dobrego specjalisty (jeśli przy tym akapicie się zgubiliście, dodam tak dla pocieszenia, że ja także). Przy okazji dowiesz się, że za jedne badania będziesz musiał ponieść opłatę w wysokości kilku tysięcy, przy czym za to samo, w innym mieście, będziesz mieć to całkowicie za darmo. Ostatecznie całą sytuację skwitujesz zobojętniałym  machnięciem ręki i w asyście mocno zblazowanej miny, wszystko spointujesz jakże wnoszącym i kulturalnym okrzykiem „pierdolę!”. Od tej pory, zapytany o swoją emeryturę i troskę o przyszłość, z dumą będziesz chwalił się swoją nową dewizą życiową „lepiej żyć krótko i bojowo niż długo i chujowo”.

CZYSTOŚĆ

Toalety bez klamek i zamków, szyb w drzwiach, ba, drzwi samych, brak ciepłej wody, papieru toaletowego, mydła, czy też towaru luksusowego jakim jest lustro, to właściwie nic przy braku podstawowych zasad dotyczących utrzymania czystości i sterylności.

SPOKÓJ, ŁAD I PORZĄDEK

Ironia w tym miejscu będzie już mało zabawna. Jeśli na to liczysz, polecam prywatną opiekę medyczną, na którą decyduje się coraz więcej Polaków. Pytanie tylko: po co te składki?

TRAKTOWANIE PACJENTA

Czyli „rozbierze się”, „położy”. A pocałuje mnie w dupę. Nie czuję się księżniczką, ale kiedy ktoś, komu powierzam swoje życie, zwraca się do mnie w formie bezosobowej, czuję się niczym pozbawiona uczuć wyższych ameba, która nie ma ciała, a kawałek mięsa, nie ma uczuć, a co najwyżej kopertę (to temat na odrębną dyskusję). Co ciekawe, przytoczona sytuacja prawie nigdy nie zdarza się podczas wizyt prywatnych, hmm…

DIAGNOZA

Kolejny temat rzeka. „Taka pani uroda”, „przejdzie po porodzie”, „tak to już jest” to jedne z najbardziej lubianych diagnoz stawianych przez lekarzy. I jak to w świecie nauki; dwóch lekarzy głosi dwie odmienne, wzajemnie znoszące się diagnozy, pośrodku, których stoi biedny Kowalski.

Poza nauczycielami, nikt w życiu nie potraktuje cię jak debila równie mocno, jak polska służba zdrowia.

Z reguły nie jestem człowiekiem łatwowiernym, ulegającym magii i władzy mediów, wierzących w sztucznie rozbuchane afery, tak jednak widzę, że nie jest dobrze. Codziennie przytłaczają mnie informacje o strajkach aptek, zmianie refundacji leków,  sposobie wypisu leku przez lekarza… Wszystko to zdaje się wymykać spod kontroli samych kontrolujących- NFZ, ministrów. I choć nie chcę siać defetyzmu, tak po cichu wydaje mi się, że jeszcze długo, długo polski pacjent w całym tym bałaganie, będzie elementem, który traci najwięcej.
Dlatego w  Nowym Roku życzę Wam dużo zdrowia, kiss w sutki, kochani!


Imprezowe miasta Polski: Katowice, Warszawa, Poznań

3 października 2011 |  Kuba 
Kategoria: Życiowe

Wakacje ostatecznie możemy uznać za zakończone (choć zapewne  w chwili, gdy wy czytacie te słowa, ja wygrzewam się na cieplutkiej plaży). Jedną z licznych atrakcji roku szkolnego/akademickiego jest jednak seksturystyka imprezowanie ze znajomi ze szkoły i studiów. A ostatnio modne jest w tym celu wyruszanie do innych miast. Dziś przyglądam się Katowicom, Warszawie (daleko nie miałem) i Poznaniowi. W kolejnej części: Trójmiasto, Wrocław, Łódź i oczywiście Kraków.

(więcej…)


Polskie kino to kupa gówna

7 lipca 2011 |  Kuba 
Kategoria: Film

Gdyby ktoś kiedyś zorganizował globalny festiwal żenady to bardzo poważnie wahałbym się nad tym czy Polska powinna tam wystawić Reprezentację Narodową w piłce nożnej czy reprezentantów Parlamentu (ze szczególnym wskazaniem na europosła Ziobro), ale koniec końców mój wybór padłby chyba na rodzimą kinematografię. A przecież nie zawsze tak było.

(więcej…)


Gdyby znane seriale powstały na polskiej licencji…

4 kwietnia 2011 |  Kuba 
Kategoria: Film

Pozostając w kinowych klimatach, bo to chyba ostatnie dni do września, gdy jest jeszcze na to czas i ochota, postanowiłem sprawdzić jak wyglądałyby znane amerykańskie seriale, gdyby doczekały się polskich remake’ów/licencji.

Gotowe na wszystko

Serial o grupie emerytek i ich intrygach. Janina to wierna słuchaczka Radia Maryja, jak sama deklaruje, nie cofnie się przed niczym, póki właściwe siły nie dojdą do władzy. Elżbieta wojuje z ZUS-em chcąc położyć ręce na emeryturze wciąż żyjącego męża. Halina zdecydowała się trafić do Księgi Rekordów Guinessa przekarmiając swoje wnuki na śmierć.

Herosi

Serial fantastyczno-naukowy, jego bohaterami są Polacy posiadający nadzwyczajne umiejętności. Już w pierwszym odcinku następuje podział na bohaterów pozytywnych i tych złych. Ci pierwsi posiadają unikalne talenty: znanie się na wszystkich dyscyplinach sportowych w ścisłej teorii zawodu, umiejętność wypijania jednego litra wódki na głowę bez popicia czy umiejętność zlokalizowania Żyda w tłumie. Ci drudzy rywalizują z nimi potrafiąc wynieść ubrania ze sklepu bez zapikania bramek, umiejąc przyjść na imprezę bez wódki, a potem pić najwięcej ze wszystkich czy znając na pamięć słowa wszystkich piosenek w historii grupy Perfekt.

Herosi i ich supermoce

Jak poznałam waszego ojca?

Serial komediowy oparty na faktach. Główną bohaterką jest Aneta Krawczyk. Cała reszta zgodnie z amerykańską licencją – jest matka, są dzieci, ale ojca ani widu, ani słychu. I tak przynajmniej 7 sezonów.

Weeds

Serial o dilerach marihuany. Jest przeraźliwie nudny, ponieważ przez 10 sezonów nikt, ale to nikt się nimi nie interesuje. Mają wielkie przetwórnie pod Poznaniem, Warszawą i Gdańskiem. Tymczasem policja zajęta jest aresztowaniem gimnazjalistów, którzy piją piwo na klatce schodowej. Gimnazjaliści poznają tajniki grypsery i życia za kratkami.

Masoviation

Główny bohater pod wpływem alkoholu puknął jakąś szesnastolatkę poznaną w Złotych Tarasach. Wprawdzie w Polsce jest to całkowicie legalne, jednak i tak nie dożywa końca odcinka, ponieważ dorywają go uzbrojeni w sztachety ojciec, brat, wuj i sołtys ze wsi nastolatki. Kolega głównego bohatera, neofaszysta Karol, wiesza się, ponieważ razem prowadzili giełdę samochodową, a ten nie miał prawa jazdy.

Producent nalega, by głównego bohatera zagrał były agent

Zagubieni

Samolot z pasażerami z warszawskiego Okęcia rozbija się na niewielkiej wyspie. Przez sześć sezonów ci, którzy przeżyli zastanawiają się czy katastrofę spowodował Putin czy Tusk. W siódmym sezonie na Wolinie pojawia się w końcu straż przybrzeżna, wlepia rozbitkom mandaty za spożywanie alkoholu w miejscach publicznych, niedopełnienie obowiązku meldunkowego oraz palenie ogniska w lesie, a Urząd Skarbowy wzywa do wyjaśnień z racji nie złożenia PIT za 2011 rok.

Darex

Młody chłopiec jest świadkiem brutalnego morderstwa co wypacza jego psychikę. Rodzina, która go adoptowała dostrzegając jego wrażliwą psychikę mówi mu “nie bądź pedał” i ignoruje problem chłopca. Akcja przenosi się 30 lat do przodu. Darek, na którego przybrana siostra i dziewczyna, apatyczna blondynka sprzedająca tenisówki na stadionie mówią Darex, wraz z siostrą pracuje w McDonaldzie. Nikt jednak nie wie o tym, że nocką dorabia na zmianie w Pizzy Hut. Panicznie boi się, że ktoś pozna jego mroczny sekret.

Przyjaciele

Bohaterami serialu jest szóstka przyjaciół wynajmujących wspólnie przyciasną kawalerkę na warszawskiej Pradze, gdzie jedyny pokój mieszkalny połączony jest przy okazji z łazienką i kuchnią. Ponieważ serial jest sit-comem, przyjaciele z uśmiechem na ustach mierzą się z przeciwnościami losu: sąsiadem alkoholikiem, odpadającym ze ścian tynkiem czy koniecznością przeprowadzenia deratyzacji.

Połowę budżetu serialu pochłania wynajęcie kawalerki

Lie to me

Telewizja Polska łata dziury w budżecie emitując archiwalne odcinki obrad sejmu i spotów z kampanii wyborczych.

Dr Dom

Akcja dzieje się w łódzkim szpitalu, w którym wszyscy lekarze są niemili, złośliwi, cyniczni i ironiczni, nic nie działa tak jak powinno, wiecznie mają przerwę na kawę, połowa jest alkoholikami, druga połowa uzależniona jest od prochów, które sobie sami przepisują, a gdy pacjenci umierają, piją pod ich lepsze życie na nowym świecie. Dr Dom jest głównym bohaterem serialu, ponieważ ze wszystkich lekarzy w szpitalu może wypić najwięcej, wygrał też doroczny konkurs plucia pacjentom do kompotu.

Jerycho

Na Polskę zrzucone zostały 22 bomby atomowe. Paradoksalnie w końcu żyje się lepiej. Wszystkim.

Prawdziwa Krew

Akcja serialu rozgrywa się na dwóch płaszczyznach. Na początku jest serialem o wampirach, ale stężenie alkoholu w polskiej krwi jest dla nich zabójcze i problem wampiryzmu kończy się już w pierwszym sezonie. Ponieważ jednak serial się dobrze sprzedawał, a telewizja nie zna pojęcia “zejść ze sceny niepokonanym”, kolejne sezony opowiadają losy organizacji faszystowskich.

Serial odnosi sukces i nawet Niemcy zaczynają produkować go na swojej licencji

Skazany na dożywocie

Brat głównego bohatera zostaje skazany na dożywocie za morderstwo, którego nie popełnił. Główny bohater przez 22 odcinki planuje komu powinien wręczyć łapówkę, by brat został wypuszczony z zakładu karnego. Lista osób, które należy skorumpować jest długa, nasz bohater jest księgowym, a cena papieru rośnie z dnia na dzień, dlatego notatki skrupulatnie zapisuje na ciele. Atrament był jednak jeszcze z czasów PRL-u, bohater dostaje raka skóry i umiera. Zdążył jednak wręczyć łapówki, a brat zostaje wypuszczony na wolność.


Engine