Wpisy z tagiem kuba


Jak powstaje Cropp Blog? (1. urodziny!)

31 stycznia 2012 |  Kuba 
Kategoria: Życiowe

Przez ostatni rok mogliście zaobserwować, że jestem nie tylko piękny i utalentowany, ale również inteligentny, pracowity, dowcipny, (…) skromny i kreatywny. Dziś odkrywam kolejne karty – jestem też sentymentalny. Równo rok temu zadebiutował blog marki Cropp. A ja tam byłem i to widziałem! To będzie bardzo osobista notka…

(więcej…)


A co robisz na Sylwestra?

30 grudnia 2011 |  Kuba 
Kategoria: Życiowe

Jestem trochę aspołeczny, w każdym razie kiedy spotkam na ulicy kogoś znajomego z podstawówki czy liceum to w większości przypadków nie mam ochoty z nim gadać. Niestety – to nie działa w obie strony. Z wielką zajebistością idzie wielka odpowiedzialność – kiedyś wam o tym opowiem. (więcej…)


CROPP czyli Biuro Dziwnych Podróży.

16 sierpnia 2011 |  Jull (CROPP) 
Kategoria: Życiowe

W ostatnim poście kilka dni temu Kuba prosił Was o propozycje, gdzie chcielibyście wysłać ekipę CROPPa na wakacje. Przyszło około 50 odpowiedzi, niestety większość była strasznie nudna. Najczęściej wysyłaliście nas nad morze, w góry lub na Mazury, które po pierwsze dobrze znamy, a po drugie jesteśmy doskonale świadomi ich zalet, jak i wad. Zresztą Kuba na blogu nie omieszkał ich wyśmiać. Kto czytał, ten wie, o co chodzi. Kto nie czytał, ten trąba. Amen.

Ale zostawmy już te nudne, niczym z katalogów biur podróży prezentacje i skupmy się na tym, co się ekipie CROPPa podobało. A więc przede wszystkim szukaliśmy pośród waszych propozycji oryginalności, czyli tego, czego nam w Polsce zawsze brakuje. Dlatego wygrały te osoby, które mają dość szerokie horyzonty wyobraźni i potrafiły wyjść poza nakreślone siatką kartograficzną szerokości i długości geograficzne, wspiąć się na wyżyny i zaprosić nas po prostu na… zimną wódkę! (propozycja Radeoma).

Zimna wódka - zawsze w cenie!

Z naszych rodzimych miejscowości podobała nam się propozycja Karoliny Koko, która zaprosiła nas do Katowic, ażeby raz na zawsze przekonać się, że genialne wakacje można spędzić nawet w betonowej dżungli, czyli w miejscu, które kojarzy się “z wunglem i hutą”. Spieszymy donieść, Karolino, że byliśmy niedawno w Kato, bawiliśmy się przednio, nie lubimy stereotypów, odrzucamy je i dlatego właśnie popieramy Cię całym sercem i nagradzamy kultowym już, croppowym kubasem i jeżową koszulką:) Wzruszyła nas również Magda Sewastianowicz, która wysłała nas w Piaski, ostatnią przed granicą z Rosją miejscowość nadmorską. Jak pisze Magda, potem “już tylko Matuszka Rosija”. Gdybyśmy w Piaski pojechali z pewnością skorzystalibyśmy z propozycji wykąpania się na golasa w Bałtyku lub zagrania na gitarze (ewentualnie na bakałajce) piosenki “Nas nie dogoniat” w rytm wiejącego od morza wiatru…  Auuuuuu, kochamy przygody! Magda, dla Ciebie ten sam zestaw, co dla Karoliny. Gratulacje!

W ciekawe miejsca wysłali by nas także:  Em – “na Księżyc, najlepiej z biletem w jedną stronę!”. Uważamy, że to ciekawa propozycja, szczególnie że mielibyśmy już na Księżycu pozostać. Mielibyście nas wtedy z głowy raz na zawsze. Ale niestety tak łatwo nie będzie! Oprócz Księżyca zamierzamy również zwiedzić jądro Ziemi (propozycja Omi Piotrka) oraz Babią Górę, gdzie koniecznie chcemy obejrzeć wschód Słońca, który podobno, jak twierdzi ankasss, zapiera dech w piersiach;)

Po tych wszystkich atrakcjach, które nam zaserwowaliście zamierzamy trochę odpocząć, najpierw w Białymstoku, stolicy, jak nas zapewnia Złotyhrad, polskiej wódki. Zrobiwszy zapasy udamy się następnie na działeczkę Barbary Piatczyc, która opis swojej propozycji, skwitowała rozbrajająco:  “po co szukać daleko, skoro ma się pod nosem , RAJ”. Pani Basiu, gratulujemy odwagi!

Ogródek działkowy - dla wielu wciąż RAJ:)

Na koniec osoba, która nas rozwaliła całkowicie i zrobiła to, uwaga, wierszem. Strzeliła bardzo celnie i w dodatku, do każdego z osobna. Każda ze zwrotek wiersza dotyczyła jednej osoby z naszej blogowej ekipy. Apaczu, czyli autor tegoż działa rozszyfrował nasze ukryte pragnienia. Nie wiemy skąd się dowiedział, że Arek marzy o Szwajcarii, a Kuba wzdycha do Amsterdamu. Ale zgadł! Drogi Apaczu – gratulujemy talentu pisarskiego, ale przede wszystkim poczucia humoru! I przytaczamy twój wiersz, oczywiście:

Arek jest z rzeczywistością wciąż na bakier,
Ale dobrze aby wziął ze sobą długi, szary papier,
Popkulturę pocałował w tłuste dupsko szczerze,
I pojechał do Szwajcarii, choćby nawet na rowerze.

Bartok ciągle śmieje się ze swoich dowcipasów,
więc w nagrodę nie dostanie zagranicznych wczasów,
Pędzlem komentuje rzeczywistość bardzo celnie,
Widziałbym go więc na plaży w Mielnie.

Gippius do hedonki jako takie ma skłonności,
Pewnie chciałaby poskakać z dużych wysokości,
We wsi Kruszyn czeka na nią właśnie ta przygoda,
Skoki z samolotu to jest rozkosz, wolność i swoboda.

Jacek chciałby pewnie wyrwać więźniów z Guantanamo,
A na Kubie nic nie dzieje się tak z siebie samo
Mógłby więc przyjechać no i poczuć się jak w raju,
Wszak wychował się na zimnym wschodzie swego kraju.

Jull to jest esteta i dramaturg życia codziennego,
Więc zapewne bardzo lubi bawić się klockami lego,
Smakosz papki popkultury – według najnowszego trendu,
Mógłby jechać do Paryża, no a tam do disneylandu,

Julii szynka wprost od świni, przypomina o Wirginii,
Może ubrać jakiś SWETER, spodnie lub króciutkie mini,
I polecieć całkiem sama w długą podróż wprost do USA,
Żeby spędzić tam wakacje no i poczuć tego bluesa.

Kre drze mordę zawsze kiedy się nadarzy taka szansa,
Niech pojedzie do Afryki, krzyknąć sobie na szympansa,
A że lubi pogustować w świństwach i amoralnościach,
Niech pamięta, że w Afryce będzie tylko w gościach.

Kuba chyba nigdy w życiu nie miał złych zamiarów,
Wszak człowiekiem jest otwartym dla wyższych wymiarów,
Jemu przyda się wycieczka wprost do Amsterdamu,
Już z lotniska może wybrać się do supersamu.

Bo też o to nam chodziło, drodzy blogowicze, żebyście nas na chwilę wyrwali z monotonii i pokazali nam “coś śmiesznego”!  Kto dobrze odgadł nasze niecne plany, wygrał! Wszyscy wymienieni w tym poście z ksywy, oraz z imienia i nazwiska proszę pisać na adres cropp.facebook@gmail.com Wszystkim pozostałym dziękujemy za udział w konkursie i życzymy dystansu do rzeczywistości;) No i oczywiście wszystkich i wszędzie zapraszamy od czasu do czasu na naszego bloga!


Jak Wam się podoba X-Factor?

26 maja 2011 |  Kuba 
Kategoria: Muzyka

Pamiętam jak dziś jak w grudniu zgłosiła się do mnie ekipa TVN-u bym łaskawie zechciał zaszczycić swoją skromną osobą jury. Musiałem odmówić, bo już dogadałem się na swój prywatny show w Croppie. “No to chociaż, kurde, zaśpiewaj” – nalegała stacja. Ja jednak byłem nieugięty i chyba nawet dobrze się stało, bo ten cały X-Factor to (przepraszam za wyrażenie) kupa.

Spieszę z wyjaśnieniami. Żyjemy w Polsce, czterdziestomilionowym kraju, który lubuje się w tworzeniu programów telewizyjnych na zagranicznych licencjach. I bardzo dobrze. Ludzie narzekający na ten stan rzeczy dziś w telewizji dla siebie mogą znaleźć chyba tylko performance’y profesora Miodka. I bardzo dobrze. Zresztą, licencje nie są złe. Dostajemy coś o czym wiemy, że było dobre. To tak jakby do naszego kraju nigdy nie zawitała Coca Cola (nie wiem jak wam, mi na samą myśl skoczyło ciśnienie).

Mieliśmy zatem kilka Idoli, kilka Big Brotherów, mieliśmy trzy edycje Mam Talent, a teraz mamy swój X-Factor, który w założeniu nie różni się wiele od emitowanego kilka lat temu w Polsacie poprzednika. Problem zaczyna się w miejscu, kiedy pomiędzy emisją obu programów minęło jakieś 7 lat, a X-Factor trzyma poziom +/- szesnastego Idola. Poważnie, ten program jest słaby jak dowolna płyta Gosi Andrzejewicz.

Albo może nawet słabszy, bo kiedy nad Gosią Andrzejewicz pracowało trzystu ekspertów od wizerunku (film “300” w sposób metaforyczny podobno opowiada ich losy), X-Factor opowiada nam historię naturszczyków. A tam, gdzie dokładnie jest miejsce i zapotrzebowanie na urzekającą naturalność pojawia się Michał Szpak. A tego moje konserwatywne gusta zdzierżyć nie mogą. Ale po kolei.

Spójrzmy prawdzie w oczy, w programach tego typu najważniejsi nie są uczestnicy, tylko jury. To jest dobre, bo za nimi stoi jakaś jakość. Trzeba jednak po prostu o tym pamiętać. To oni się promują i kiedy dziś wiemy, że Alicja Janosz zbiera truskawki na plantacji bawełny w Panamie, a Szymon Wydra sprzedaje swoje włosy przez internet, Zapendowska, Wojewódzki robią karierę, Cygan promować się nie musiał, a Leszczyński staje na głowie by pisać jeszcze bardziej kretyńskie felietony w gazecie, której tytułu wam wprost nie powiem. W X-Factorze znów mamy mistrza Wojewódzkiego, który z miejsca dorzuca 2 mililony do oglądalności, Czesława Mozila – artystę awangardowego i Maję Sablewską. Nie wiem kto to, ale mam nadzieję, że nie ma nic wspólnego z agentem Tomkiem, a takie mariaże zawsze ostatecznie prowadzą do Kingi Rusin, którą powinni rozstrzelać jeszcze w czasach Telewizji Publicznej.

W praktyce wyszło tak, że Wojewódzki chodzi cały czas smutny, ponieważ musi udawać, że podoba mu się występ dziesięciu niezbyt rozgarniętych ludzi, których przerzucił do tak zwanych finałów, Czesław nie umie mówić po polsku, ale jest tak pocieszny, że aż chce się go przytulić nawet mimo wspomnianych wcześniej konserwatywnych uprzedzeń, a Maja jako jedyna wybitnie sprawia wrażenie osoby, która nie ma pojęcia o czym mówi. Ale, czego się spodziewać po osobie, która – sprawdziłem – przez lata wciskała do naszych domów Dodę.

Efekt jest taki, że wybrano dziesięć marek półfinałowych, spośród których nie pamiętam już siedmiu, oglądając każdy kolejny odcinek piję do telewizora (albo płaczę), zadając sobie do tego pytanie “kto to kur** jest?!”, a przecież program jest dopiero na swoim półmetku. Grupy – czyli zespoły wokalne złożone z większej liczby członków były tak marne, że lepiej śpiewa zespół lokalnych meneli, który eleganckim falsecikiem odśpiewuje swój koronny przebój “Kierowniku poratuj” gdy nad ranem ulicami miasta wracam do domu.

Tu miało być zdjęcie Michała Szpaka, ale uznałem, że nie będziemy go uparcie promować chociaż na naszym blogu

Są jeszcze wokaliści. Jakaś międzynarodowa grupka, której kompletnie nie ogarniam, ale z tego co wiem już ich nie ma, to miły ukłon stacji w kierunku mojej krótkiej pamięci. Jest starsza pani, której obecność w programie argumentuję sobie niestety wyłącznie wolą przyciągnięcia przed telewizor kur domowych z niespełnionymi marzeniami. No i są dwaj wielcy zwycięzcy tego programu, którzy moim zdaniem kariery nie zrobią, ale dobre jest to, że jako jedyni potrafią chociaż wzbudzać emocje. Co poniekąd świadczy o kiepskiej jakości tego programu. Do rzeczy!

Michał Szpak. Gdybym chciał opowiedzieć wam jego historię, prawdopodobnie musiałbym użyć połowy epitetów uznawanych powszechnie za nieprzyzwoite. Trudno jednak polemizować z tym, że umie śpiewać. Kariery oczywiście nie zrobi, jeszcze z 10 lat będzie chodzącym dziwadłem, które wyda debiutancką płytę, a w okolicy grudnia ludzie powoli przestaną chodzić na jego koncerty. Dekadę pogra po barach i festiwalach w Opocznie, po czym się ogarnie, zrozumie swoje błędy, zmieni wizerunek i zostanie wokalistą Arki Noego. Zbyt wiele gwiazd reality show było w tym kraju (i to lepszych), by reguła mogła znaleźć swój wyjątek (zresztą już znalazła Monikę Brodkę). Poza tym jestem Polakiem, więc dla samej zasady nie życzę dobrze nikomu, kto już w wieku 16 lat obwołał siebie “Santo Subito”. Jestem też na tyle piękny i młody, bym mógł odpuścić sobie pitolenie sloganów “młodość się musi wyszaleć”.

Gienek Loska. Nie powiem żeby mnie czarował ktoś kto na starcie zaczyna program od tezy “jestem taki alternatywny, mam was wszystkich w dupie”. Tego też nie lubię, aczkolwiek w obliczu większej niechęci do Szpaka z panem Gienkiem się jednoczę. Myślę, ze ten ostatni argument zadecyduje zresztą o zwycięstwie Loski. Bo to nie jest prawda, że my Polacy nie lubimy oryginalności. My nie lubimy zarozumialstwa i bucowatości, a to zupełnie różne pojęcia. (Wracając do Loski) Facet śpiewa naprawdę nieźle, moim zdaniem wygra ten program i nawet nagra płytę. Pierwsza dostanie platynę, drugą kupi jednak już tylko 500 osób, bo my w Polsce nie słuchamy przecież bluesa.

Ale kto by się tym przejmował, w międzyczasie skończą się dwie kolejne edycje X-Factor o poziomie zapewne jeszcze niższym, serwując jednak masie kolejne gwiazdy rodem z reality show, a jedyne płyty, które będą szły po taśmach kasowych ciurkiem to te, na których Czesław śpiewa. Może to i dobrze?


Engine