Kącik Kulturalny: Wiedźmin 2
W zeszły poniedziałek na sklepowe półki trafiła kontynuacja największego polskiego hitu z branży gier. W dzieło warszawskiego CDP Red Studio grali prawie wszyscy, nawet moja rodzona babcia upewniała się czy grałem w tego całego “Wiedźmina”. Grałem, podobał mi się (ale tylko trochę). Rzecz w tym, że grałem też już w Wiedźmina 2 i podoba mi się bardzo.

I od razu chwytliwy obrazek na przywitanie dla środowisk gejowskich, które użalają się w internecie, że nasz blog cyckami stoi.
Opowiem wam jak zawsze, od samego początku, byście mieli ciągłość fabularną mego niesamowitego żywota. Zaczęło się wszystko mniej więcej jeszcze w gimnazjum kiedy pierwsze klasowe metale z dumą w głosie opowiadały ile to książek fantasy przeczytali i jak bardzo czyni ich to “bardziej”. Ja może i bym nawet przeczytał tego Wiedźmina, bo lubię takie klimaty i w ogóle, ale nie chciałem dać satysfakcji sługusom ciemności.
Potem jeszcze zobaczyłem pół filmu o Wiedźminie (drugie pół płakałem) i pół odcinka serialu o Wiedźminie (drugie pół… zresztą – wiecie). I tak oto wystarczyło, by się do marki skutecznie zniechęcić. I oto przyszedł rok 2007, CD Projekt wypuścił swoje wielkie dzieło, ich marketing to spoko ziomki, więc o grze mówili dosłownie wszędzie, a na świecie ludzie zachwycali się, że w końcu dostali jakiś oldskulowy RPG nawiązujący nieco do Neverwinter Nights czy nawet Baldur’s Gate, a nie jakieś nowoczesne popłuczyny.
No i nadszedł czas na Wiedźmina 2. Zajarany jestem nieziemsko, bo CDP nieoficjalnie mówi już o wersji na konsole, choć oczywiście na PC wygląda to dużo lepiej (ale i kosztem całkiem niemałych wymagań sprzętowych). Wiedźmin napierdziela mieczem i trochę czaruje co jest oczywiście zawaliste w każdej grze komputerowej (kto normalny chciałby grać w grę, w której uczy się do sesji i odkurza?).
Wiedźmin 2 tradycyjnie będzie miał też te całe motywy z ziołolecznictwem, czyli możemy sobie biegać po świecie gry i zrywać roślinki, a potem przerabiać je na miksturki. Nie wiem jak wiele trzeba mieć wolnego czasu, żeby pitolić się z czymś takim, ale zawsze to miło, że pomyślano o ludziach, którzy w gry zawsze grają druidem, a zamiast nakurwiać fireballe, wolą wyczarowywać magiczne jagody.
Ponieważ ja już w Wiedźmina 2 trochę grałem, mogę śmiało powiedzieć, że jest super i kosi całą konkurencję, jaka w ostatnich latach pojawiła się na rynku. Dragon Age wygląda przy tym jak historia z pierwszej lepszej bajki dla małych dziewczynek, a Risen czy Gothic 4: Arcania na widok Wiedźmina 2 najchętniej pouciekałyby ze sklepowych półek.
Urzekła mnie fajna grafika, fajny system walki. Najbardziej podoba mi się jednak klimat, gdzie naprawdę czuć te fantastyczne trochę średniowieczne czasy. Na samym początku jest taka scena, gdzie Geralt (główny bohater) wspina się po schodach wielkiej wieży oblężniczej i rozmawia z królem Foltestem. Dochodzi do tego siarczysty język, gdzie nie brakuje bluzgów, ale i specyficznego humoru. Tutaj mógłbym napisać “typowego dla Sapkowskiego” i pewnie byłaby to nawet prawda, ale skoro już sprzedałem się, że nie czytałem książek, to chyba nie ma sensu dalej w to brnąć.
CD Projekt robi straszny hype na nowego Wiedźmina, tak w Polsce, jak i na świecie, ma też strasznie ambitne plany dotyczące sprzedaży. Od siebie polecam bardzo, zwłaszcza, że kupując wspieramy swoich, a i w większości sklepów cena oscyluje poniżej stówki co jest bardzo miłym ukłonem w kierunku Polaków w dobie coraz droższych gier.






















Ładowanie