Wpisy z tagiem doktor paj-chi-wo


Wypasiona Biedrona

29 marca 2011 |  Jull (CROPP) 
Kategoria: Szydera

Były premier, Kaczyński Jarek lubi sobie walnąć na ślepo jakieś głupstwo na wizji. Mieliśmy już Marihuanę-nie-z-Konopi oraz zespół U Dwa, który piękne piosenki gra, a teraz mamy Biedronkę, w której kupują najbiedniejsi. Idąc w sukurs byłemu Premierowi, Doktor Paj-Chi-Wo musiał na chwile opuścić swoją tajną bazę, żeby zakomunikować Wam w swoim trzecim wykładzie, że Jarek się pomylił, bo “Biedrona może być wypasiona”. Oto ona, w całej okazałości (ilustracja: Bartok)

Wypasiona Biedrona oferuje kubańskie cygara, kawior i prawdziwego szampana. Czyli produkty w sam raz dla ubogich. Ponieważ sam jestem nędzarzem i jedyne, co posiadam to czapka z magicznym guzikiem, znam się na rzeczy i w Biedronie kupuję codziennie. Mam ją pod nosem, a ponieważ nie lubię pokonywać długich dystansów, żeby nabyć francuskiego Vogue’a i trufle, które serwuję sobie na śniadanie codziennie, moje nogi najczęściej przekraczają próg sklepu dla najbiedniejszych. Byłemu Premierowi ktoś życzliwy musiał donieść o nowym trendzie panoszącym się wsród niepoprawnej, złej i grzesznej polskiej młodzieży, polegającym na tym, że nazwy zwierząt i owadów skraca, żeby ułatwić sobie mówienie. W ten właśnie sposób były Premier dowiedział się o Biedzie, postanowił wypowiedzieć się na jej temat przed kamerami TV, dokonując tym samym wyczynu niezwykłego, który kto wie, być może zapisze się w Księdze Guinessa. Dał portugalskiej sieci spożywczej największą, ogólnopolską kampanię reklamową, o jakiej bossowie tej sieci z pewnością nie mogli nawet marzyć. A wszystko przez to, że cała rzecz miała miejsce w Polsce, a Polacy, jak wiadomo, uwielbiają się jednoczyć, szczególnie na fejsie. Czasem w słusznej sprawie, a czasem tylko po to, żeby zabić nudę. Grupa “Kupuję w Biedronce, jestem ubogi” zaledwie w kilka godzin zebrała ponad 70 tysięcy fanów, podczas gdy lubiących oficjalny profil na Ryju jest, uwaga, aż siedmiuset czterdziestu czterech!!!

Jak tu się jednak nie jednoczyć, skoro najsłynniejsze polskie wąsy ostatni raz widziane będą w górze. Polacy zatem skrzyknęli się i…

Cała Polska wąsami stoi. Na fejsie szaleństwo, aplikacja Zapuść wąsy dla Adama zdobyła 298.647 użytkowników. Wąsy a la Małysz były dosłownie wszędzie, zapuścił je nawet Lech Wałęsa. Nie minęło kilka dni, Adaś wykonał swój ostatni skok, a tu Adidas zamarzył umieścić swoją reklamę na Służewcu. I rozpętało się Piekło. Zamalowywać legendarne wrzuty? NEVER!!! Polacy zaprotestowali. Adisucksna facebooku, na chwilę obecną – 25.569 fanów. Nawet ja schowałem stare adidasy do szafy…

Co się stanie za chwilę? – zastanawia się poczciwy Doktor Paj-Chi-Wo. Co pozowoli nam się znowu zjednoczyć w jednorazowym zrywie, w chwilowym spaźmie, w krótkim spięciu? Może CROPP’owi też ktoś zrobi darmowy marketing? A może Adam zetnie wąsa i internauci zaprotesują, że wielki Polak pozbawia nas narodowego skarbu? Może Żabka pozazdrości Biedronie i zatrudni Jarka do swojej kampanii? Absurdalne? Niemożliwe? A kto z Was jeszcze parę dni temu przypuszczał, że Adidas będzie ssał, a Biedrona będzie wypasiona?


Dresy, skini, dziwki, jeże i szopeny.

24 lutego 2011 |  Jull (CROPP) 
Kategoria: Życiowe

Doktor Paj-Chi-Wo chciałby dzisiaj zabrać słowo w pewnej drażniącej sprawie. Będzie trochę o ludziach, trochę o skamielinach i trochę o zwierzątkach. Ale zacznijmy od początku…

Erinaceus europaeus to gatunek niezwykły. Kolczasty.  Jego ciało pokrywa ponad 5000 ostrych kolców. Prowadzi życie nocne, a gdy wyczuwa zagrożenie to zmienia się w najeżoną kulkę. Taka kula z kolcami już za chwile przetoczy się przez nasze kina. Jesteście gotowi na Jeża?

Na dwa tygodnie przed premierą “Jeża Jerzego” polskie media żyją przekleństwami Chopina. Otóż, okazuje się, że komiks zamówiony w Kulturze Gniewu, wydawnictwie specjalizującym się w komiksach dla dorosłych, nie spełnił oczekiwań Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które projekt zamówiło i zapłaciło za niego.  Dlaczego nie spełnił? Bo Chopin w komiksie, a fe, przeklina.  Chcecie wiedzieć, co mówi dokładnie? A proszę bardzo! Obadajcie ten link. Wprawdzie jest to tylko zapis próbny, ale trochę wyczytać  z tego można.

Jak Chopin może przeklinać? – dopytują polskie media. Nie powinno to dziwić nikogo, kto kiedykolwiek zetknął się z komiksem. Wulgaryzmy są przecież w komiksie naturalne. Europa dokonała tego odkrycia w latach 60. i 70., Ameryka jeszcze wcześniej, ale w Polsce nadal myśli się o tym medium, tylko i wyłącznie w kategorii “obrazków dla najmłodszych”. Przeciętny Kowalski kojarzy jeszcze Tytusa, może Kajko i Kokosza. Ale na tym jego wiedza się kończy. Komiks dla dorosłych? O tym statystyczny Polak nie wie kompletnie nic. Nie czyta, nie dotyka, nie lubi…

Cała sytuacja z Chopinem dobrze zgrywa się w czasie z premierą “Jeża Jerzego”. Rzeczony Jerzyk to postać komiksowa, która nie tylko nie stroni od przekleństw, ale także pluje, pierdzi, umawia się z dziwkami, jeździ na desce, demoluje, imprezuje, pije i róbi te wszystkie brzydkie rzeczy, o których lubicie czasem mysleć w samotności:) Ocho, czyli będzie skandal? Jedno można powiedzieć na pewno. Będzie głośno! Filmowa wersja “Jeża” jest bowiem dla tych z Was, którzy potrafią trzeźwo patrzeć  na naszą rzeczywistość, mieć do niej dystans i śmiać się z niej, jesli jest powód ku temu. Nie każdemu będzie to w smak.  Zanosi się zatem na na polskie piekiełko

YouTube Preview Image

W filmie dostaje się prawie każdemu. A przy tym “Jeż Jerzy” jest śmieszny, ale nie w sposób, w jaki śmieszne są polskie komedie romantyczne. Przez ekran przetaczają się pełnokrwiste postacie, które  niczego nie udają. Nie mamy tu zatem managerów wyższego stopnia, w drogich garniturach i w drogich samochodach. Nie mamy młodych yuppies, w wypasionych mieszkaniach, którzy nie pracują, tylko spotykają się i rozmawiają ze sobą na niezobowiązujących czatach. Mamy za to trochę dresów, skinów, bandziorów i… dziwkę o złotym sercu. Mamy całkiem sporo “niezadowolonych” ze wszystkiego statystycznych Polaków.  Mamy prawdę, która kłuje w oczy. I to jest to, na co wszyscy (chyba) czekaliśmy…

Przeklinający Chopin wywołał w ostatnich dniach takie wzburzenie, bo przeciętny Polak nie wyobrażał sobie, żeby polska “świętość” narodowa mogła zachowywać się wulgarnie… Nie wyobrażał sobie, bo do swoich narodowych “świętości” Polacy dystansu nie mają. Za chwilę podobne wzburzenie wywoła pewnie  “Jeż Jerzy”.  No bo jakże to? Takie miłe zwierzątko i pali jointy? Pije alkohol? Co gorsza, uprawia seks i to nie tylko z ludźmi! Takiego Jeża trzeba przecież unicestwić! Ten Jeż nie może być nasz!

Czy Jeż wywoła zatem w skostniałym polskim kinie rewolucję? Czy będzie trzęsienie ziemi? Niedługo, bo już 11 marca wszystkie karty zostaną rozdane, a sytuacja będzie się zapewne klarować na naszych oczach… A Wy jak myślicie? Jest o czym rozmawiać w ogóle? Fajny ten jeż? Czy może nie? A sytuacja z Chopinem bulwersuje Was, czy śmieszy? Komentujcie, a ja będę czytał.  Teksty, które spodobają mi się najbardziej nagrodzę biletami na przedpremierowy pokaz filmowy Jeża w Gdańsku lub w Warszawie.

Na dziś to już koniec. Drugi wykład doktora dobiega końca. Kłaniam się nisko i całuję po stopach.

Wasz ulubiony Paj-Chi-Wo. Lekarz “zbolałych” serc:)


Herbatka, która rozgrzewa po nartach…

6 lutego 2011 |  Jull (CROPP) 
Kategoria: Szydera

doktorpajchiwo

Dzień dobry, Robaczki! Jestem Doktor Paj-Chi-Wo. Przyjechałem do Was z dalekiego kraju, żeby poopowiadać Wam trochę bajek. Dziś porozmawiamy sobie o jedzonku i napitkach, czyli sprawach zupełnie oczywistych, dotyczących każdego człeka, bez których nasze życie codzienne nie mogło by się obejść.

Trwa zima. A w zimie, wiadomo, mróz szczypie w dupę. A jak jest zimno, to każdy Chińczyk, z prawdziwego zdarzenia, za jakiego się podaję, pije co? Tak, zgadliście. Herbatkę! Zacznijmy zatem od tego złotego napoju…

Herbatka dobra jest na wszystko. Adaś w telewizyjnej reklamie proponuje odmianę, która rozgrzewa po nartach.  Bardzo ładna scenografia, jak z pocztówki z Karpacza w ’84 plus nieśmiertelny wąsik robią całą robotę. Ulegliście już tej magii?

YouTube Preview Image

Ja oszalałem na punkcie tego napoju! Piję go właściwie cały czas. Kiedy pada deszcz i kiedy jest słota, kiedy jest mi źle i kiedy mam stresa, kiedy czuje się niewyraźnie i kiedy mam doła, kiedy marzną mi dłonie i nie mogę dogrzać stóp, kiedy boli mnie kark i kiedy nie chce mi się spać, kiedy się nudzę i kiedy chce mi się pić… To piję herbatkę, która rozgrzewa po nartach. Ołi je! Czarowi tego niezwykłego napitku uległ też pewien konsument, który po obejrzeniu reklamy na youtubie nie omieszkał skomentować spotu tymi oto słowami: 

jestem pracownikiem fermy drobiu – czy tekane rozgrzeje mnie po jajkach?

Przyszedł czas na przekąskę. Pisanie postu na blogu męczy. Dobrze coś zjeść w przerwie. A kiedy chce nam się jeść - wiadomo – jemy rybę.  “A czy myślisz, że gdyby Neptun miał syna, to nazwałby go Neptuńczyk?” – zapytała mnie koleżanka z biurka na przeciwko. Na pewno nie (!) widzieliście… bardziej żenującej reklamy. Oto ona:

YouTube Preview Image

Rybka to jednak za mało. Do rozgrzewającej herbatki dobrze pasuje twaróg od lokalnego producenta. Ponoć nikt od niego jeszcze nie umarł. Gdyby jednak zdarzyło Ci się np. zemdleć, nie bój nic, seksowna Pielęgniara przybędzie z odsieczą. Wbije Ci igłę w pupę, zrobi zastrzyk albo sztuczne oddychanie i krążenie wróci Ci w żyłach, spokojna głowa! Najważniejsze, że ten twaróg nie zabija. Można go jeść zatem bez obaw, że nie wykupiliśmy jeszcze miejsca na cmentarzu, że nie stać nas na trumnę, lub że nie napisaliśmy jeszcze testamentu. Dobrze, że lokalny producent czuwa!

A jeśli nabiał wam nie wchodzi i wolicie kawał soczystego mięsiwa, nic się nie martwcie. Zaraz na stół wjedzie ociekający tłuszczem boczek. Wart Zachodu. O taaaak! Spójrzcie tylko na ten krajobraz! Czy nie czujecie się, jak w krainie Marlboro? Tylko, gdzie jest “cowboy”? Może zapadł się w słoninę? W każdym razie, z takim boczkiem lipy nie ma. Najeść się można do syta.  I oko nacieszyć. Bo taki widok zdarza się przecież nie często.

Pojedli, popili? Wspaniale.  Życie jednak nie jest sprawiedliwe, po przyjemnościach przychodzi cierpienie i obowiązki. Znacie to uczucie? Czasem się odbije, czasem brzuch się wzdyma. Ale to jeszcze nic. Gorzej, jak się pojawi zgaga. Pieczenie w przełyku. Nadprodukcja kwasu żołądkowego. Babcia zawsze mi mówiła: “Na zgagę, najlepsze jest mleko!” A jeśli to mleko, które poleca Ewa Minge, to zgaga mija, jak ręką odjął. Szast, prast i po kłopocie. Proszę bardzo, zobaczie jakie subtelne opakowanie. Ewa to wszak kobieta Renesansu. Umie zaprojektować wszystko. No… prawie wszystko. Bo w dalszym ciągu nie umie zaprojektować nic dobrego.

Najgorzej jednak, jeśli po zgadze pojawi się zaparcie, albo nie daj boże, hemoroidy.  Wtedy potrzebny będzie lek. Najlepszy i najskuteczniejszy. Fachowiec od tyłu.

Ale to już temat na zupełnie innego posta. Tymczasem żegnam was wylewnie i gorąco. Do zobaczenia w niedalekiej przyszłości, Robaczki!

Wasz Doktor Paj-Chi-Wo.


Engine