Wpisy z tagiem Adam Małysz


Coraz bliżej Święta!

26 listopada 2011 |  Kuba 
Kategoria: Życiowe

Cropp na Święta

Kiedy Cropp wystartował ze swoją świąteczną kampanią na facebooku pomyślałem sobie “co jest?!”. Mamy przecież dopiero połowę listopada, nawet nie wykorzystałem jeszcze wszystkich swoich nieobecności na zajęciach. Ale wygląda na to, że nasi asowie marketingu znów nie zawiedli i rzeczywiście: już czas. Postanowiłem się upewnić.

(więcej…)


Wypasiona Biedrona

29 marca 2011 |  Jull (CROPP) 
Kategoria: Szydera

Były premier, Kaczyński Jarek lubi sobie walnąć na ślepo jakieś głupstwo na wizji. Mieliśmy już Marihuanę-nie-z-Konopi oraz zespół U Dwa, który piękne piosenki gra, a teraz mamy Biedronkę, w której kupują najbiedniejsi. Idąc w sukurs byłemu Premierowi, Doktor Paj-Chi-Wo musiał na chwile opuścić swoją tajną bazę, żeby zakomunikować Wam w swoim trzecim wykładzie, że Jarek się pomylił, bo “Biedrona może być wypasiona”. Oto ona, w całej okazałości (ilustracja: Bartok)

Wypasiona Biedrona oferuje kubańskie cygara, kawior i prawdziwego szampana. Czyli produkty w sam raz dla ubogich. Ponieważ sam jestem nędzarzem i jedyne, co posiadam to czapka z magicznym guzikiem, znam się na rzeczy i w Biedronie kupuję codziennie. Mam ją pod nosem, a ponieważ nie lubię pokonywać długich dystansów, żeby nabyć francuskiego Vogue’a i trufle, które serwuję sobie na śniadanie codziennie, moje nogi najczęściej przekraczają próg sklepu dla najbiedniejszych. Byłemu Premierowi ktoś życzliwy musiał donieść o nowym trendzie panoszącym się wsród niepoprawnej, złej i grzesznej polskiej młodzieży, polegającym na tym, że nazwy zwierząt i owadów skraca, żeby ułatwić sobie mówienie. W ten właśnie sposób były Premier dowiedział się o Biedzie, postanowił wypowiedzieć się na jej temat przed kamerami TV, dokonując tym samym wyczynu niezwykłego, który kto wie, być może zapisze się w Księdze Guinessa. Dał portugalskiej sieci spożywczej największą, ogólnopolską kampanię reklamową, o jakiej bossowie tej sieci z pewnością nie mogli nawet marzyć. A wszystko przez to, że cała rzecz miała miejsce w Polsce, a Polacy, jak wiadomo, uwielbiają się jednoczyć, szczególnie na fejsie. Czasem w słusznej sprawie, a czasem tylko po to, żeby zabić nudę. Grupa “Kupuję w Biedronce, jestem ubogi” zaledwie w kilka godzin zebrała ponad 70 tysięcy fanów, podczas gdy lubiących oficjalny profil na Ryju jest, uwaga, aż siedmiuset czterdziestu czterech!!!

Jak tu się jednak nie jednoczyć, skoro najsłynniejsze polskie wąsy ostatni raz widziane będą w górze. Polacy zatem skrzyknęli się i…

Cała Polska wąsami stoi. Na fejsie szaleństwo, aplikacja Zapuść wąsy dla Adama zdobyła 298.647 użytkowników. Wąsy a la Małysz były dosłownie wszędzie, zapuścił je nawet Lech Wałęsa. Nie minęło kilka dni, Adaś wykonał swój ostatni skok, a tu Adidas zamarzył umieścić swoją reklamę na Służewcu. I rozpętało się Piekło. Zamalowywać legendarne wrzuty? NEVER!!! Polacy zaprotestowali. Adisucksna facebooku, na chwilę obecną – 25.569 fanów. Nawet ja schowałem stare adidasy do szafy…

Co się stanie za chwilę? – zastanawia się poczciwy Doktor Paj-Chi-Wo. Co pozowoli nam się znowu zjednoczyć w jednorazowym zrywie, w chwilowym spaźmie, w krótkim spięciu? Może CROPP’owi też ktoś zrobi darmowy marketing? A może Adam zetnie wąsa i internauci zaprotesują, że wielki Polak pozbawia nas narodowego skarbu? Może Żabka pozazdrości Biedronie i zatrudni Jarka do swojej kampanii? Absurdalne? Niemożliwe? A kto z Was jeszcze parę dni temu przypuszczał, że Adidas będzie ssał, a Biedrona będzie wypasiona?


Herbatka, która rozgrzewa po nartach…

6 lutego 2011 |  Jull (CROPP) 
Kategoria: Szydera

doktorpajchiwo

Dzień dobry, Robaczki! Jestem Doktor Paj-Chi-Wo. Przyjechałem do Was z dalekiego kraju, żeby poopowiadać Wam trochę bajek. Dziś porozmawiamy sobie o jedzonku i napitkach, czyli sprawach zupełnie oczywistych, dotyczących każdego człeka, bez których nasze życie codzienne nie mogło by się obejść.

Trwa zima. A w zimie, wiadomo, mróz szczypie w dupę. A jak jest zimno, to każdy Chińczyk, z prawdziwego zdarzenia, za jakiego się podaję, pije co? Tak, zgadliście. Herbatkę! Zacznijmy zatem od tego złotego napoju…

Herbatka dobra jest na wszystko. Adaś w telewizyjnej reklamie proponuje odmianę, która rozgrzewa po nartach.  Bardzo ładna scenografia, jak z pocztówki z Karpacza w ’84 plus nieśmiertelny wąsik robią całą robotę. Ulegliście już tej magii?

YouTube Preview Image

Ja oszalałem na punkcie tego napoju! Piję go właściwie cały czas. Kiedy pada deszcz i kiedy jest słota, kiedy jest mi źle i kiedy mam stresa, kiedy czuje się niewyraźnie i kiedy mam doła, kiedy marzną mi dłonie i nie mogę dogrzać stóp, kiedy boli mnie kark i kiedy nie chce mi się spać, kiedy się nudzę i kiedy chce mi się pić… To piję herbatkę, która rozgrzewa po nartach. Ołi je! Czarowi tego niezwykłego napitku uległ też pewien konsument, który po obejrzeniu reklamy na youtubie nie omieszkał skomentować spotu tymi oto słowami: 

jestem pracownikiem fermy drobiu – czy tekane rozgrzeje mnie po jajkach?

Przyszedł czas na przekąskę. Pisanie postu na blogu męczy. Dobrze coś zjeść w przerwie. A kiedy chce nam się jeść - wiadomo – jemy rybę.  “A czy myślisz, że gdyby Neptun miał syna, to nazwałby go Neptuńczyk?” – zapytała mnie koleżanka z biurka na przeciwko. Na pewno nie (!) widzieliście… bardziej żenującej reklamy. Oto ona:

YouTube Preview Image

Rybka to jednak za mało. Do rozgrzewającej herbatki dobrze pasuje twaróg od lokalnego producenta. Ponoć nikt od niego jeszcze nie umarł. Gdyby jednak zdarzyło Ci się np. zemdleć, nie bój nic, seksowna Pielęgniara przybędzie z odsieczą. Wbije Ci igłę w pupę, zrobi zastrzyk albo sztuczne oddychanie i krążenie wróci Ci w żyłach, spokojna głowa! Najważniejsze, że ten twaróg nie zabija. Można go jeść zatem bez obaw, że nie wykupiliśmy jeszcze miejsca na cmentarzu, że nie stać nas na trumnę, lub że nie napisaliśmy jeszcze testamentu. Dobrze, że lokalny producent czuwa!

A jeśli nabiał wam nie wchodzi i wolicie kawał soczystego mięsiwa, nic się nie martwcie. Zaraz na stół wjedzie ociekający tłuszczem boczek. Wart Zachodu. O taaaak! Spójrzcie tylko na ten krajobraz! Czy nie czujecie się, jak w krainie Marlboro? Tylko, gdzie jest “cowboy”? Może zapadł się w słoninę? W każdym razie, z takim boczkiem lipy nie ma. Najeść się można do syta.  I oko nacieszyć. Bo taki widok zdarza się przecież nie często.

Pojedli, popili? Wspaniale.  Życie jednak nie jest sprawiedliwe, po przyjemnościach przychodzi cierpienie i obowiązki. Znacie to uczucie? Czasem się odbije, czasem brzuch się wzdyma. Ale to jeszcze nic. Gorzej, jak się pojawi zgaga. Pieczenie w przełyku. Nadprodukcja kwasu żołądkowego. Babcia zawsze mi mówiła: “Na zgagę, najlepsze jest mleko!” A jeśli to mleko, które poleca Ewa Minge, to zgaga mija, jak ręką odjął. Szast, prast i po kłopocie. Proszę bardzo, zobaczie jakie subtelne opakowanie. Ewa to wszak kobieta Renesansu. Umie zaprojektować wszystko. No… prawie wszystko. Bo w dalszym ciągu nie umie zaprojektować nic dobrego.

Najgorzej jednak, jeśli po zgadze pojawi się zaparcie, albo nie daj boże, hemoroidy.  Wtedy potrzebny będzie lek. Najlepszy i najskuteczniejszy. Fachowiec od tyłu.

Ale to już temat na zupełnie innego posta. Tymczasem żegnam was wylewnie i gorąco. Do zobaczenia w niedalekiej przyszłości, Robaczki!

Wasz Doktor Paj-Chi-Wo.


Engine