Kumacie, że nie ma na świecie osoby ani grupy osób, które umiałyby WYŁĄCZYĆ INTERNET? Autentycznie, zrobiono drugi świat, który nie przestanie istnieć dopóki będzie na świecie ileśtam kompów. Puchnie, rośnie, syfi, zastępuje doznania zewnętrzne. Skrajne nerdy nie wychodzą z domu, bo w Necie ciekawiej i mogą być w końcu Dzielnymi Bohaterami.
Jednak nie wszyscy aż tak się dali przekabacić. Z reguły oczekujemy tylko lekkostrawnej, szybkiej rozrywki dla zabicia czasu. Oczekiwania te ciągle się zmieniają, drastycznie i brutalnie. Dłużej trzymają się na fali tylko najbardziej pomysłowi autorzy serwisów i stron, którzy – jak to w konkurencji rynkowej – trafią celnie w trend i zaoferują coś ekstra. A i tak w końcu padają z hukiem. Grona, fotki, epulsy, nasze klasy i inne trelemorele zeżarł doszczętnie fejsbuk, któremu też wielu przepowiada zgon w niedługim czasie. Ale to akurat oczywiste i widać to jak na dłoni; ciekawe są za to te inne małe pączkujące miejsca, które w ostatnich latach wbiły się do rywalizacji o tytuł Pierwszego Mordercy Czasu. Wydawałoby się, że portale społecznościowe są nie do ruszenia w tym wyścigu, a tu zonk. Są miejsca, gdzie można się dobrze bawić godzinami, a nic nie robić poza przewijaniem ekranu! Raj dla leniwych! A wszystko zaczęło się w pojebanej Japonii…

Wyrafinowany, niepodważalny dowód na to, że Japonia jest pojebana.
Ewolucja zaczęła się od forów i textboardów. Pojawiła się w końcu możliwość dodania zdjęcia profilowego. Kiedy ułatwiono umieszczanie innych zdjęć, dyskusje toczyły się wokół nich. Jakiś cwaniak zwietrzył interes i zaczęła się lawina. Futaba Channel w Japonii i bazowany na nim 4chan wciąż działają w ten sposób i zdobyły wielką popularność (4chan jest przy okazji centrum całego zła na świecie w tej chwili). To na tego typu stronach powstaje większość memów i dziwnośmiesznych rzeczy, to one tak naprawdę nakręcają Internet w jego pełnej krasie.
Niedobór obrazków w forach obrazkowych ciągle cisnął i ciśnie jednak do przodu – i jednym z dzieci tej potrzeby stały się demotywatory. Nie mówię tylko o najpopularniejszej stronie w Polsce pod tą nazwą. Forma się wykrystalizowała już na starych memach, jak Lolcaty (dziwne zdjęcia z kotami + podpis). W polskich demotywatorach dyskusja pod plikiem też jeszcze niby jest, ale ma już zupełnie marginalny charakter i mało kto z niej korzysta. A pod obrazkiem raptem kilka słów. Za dużo? Jasne, że za dużo! I demotywatory też robią się przestarzałe. Skupię się głównie na stronie, która teraz wiedzie prym popularności i zabrała demotywatorom większość “elektoratu”. Dość świeża, a w błyskawicznym tempie zawojowała Sieć i zaoferowała póki co najprzystępniejszą opcję wymiany obrazów. Kwejk.pl.

Losowy obrazek, żeby nie było za dużo tekstu i w ogóle
Uproszczona do bólu. Możliwość zamieszczenia opinii usunięta. Tylko obrazki i dzielenie się nimi na fejsie. Od śmiesznych, przez ładne, szydercze, hejterskie, po depresyjne. Wydawałoby się, że to tak proste i oczywiste, że powinno być już dawno, przed potopem. A to się dopiero rodzi. Jest jednak kwejk bardzo luźny i nieposegregowany; ląduje tam wszystko. Czasem sam tekst, czasem sam obrazek. Więc kiedy on się znudzi, proces pójdzie dalej w kierunku selekcji. Już teraz dla wielu “nie jest taki jak był kiedyś”. Jasne, że nie jest, bo wraz z popularyzacją zawsze ląduje więcej randomu i syfu. Plus jest taki, że to zadowala dwustronnie. Aktywni wrzucając tam cokolwiek interesującego mają pewność dotarcia do tysięcy ludzi choć na sekundę. Inni, mniej ekshibicjonistyczni, wchodzą nawet na kilka godzin dziennie się rozejrzeć i dają dalej nura w sieć. Czego szukamy i oczekujemy w takim nowym kociołku?

Jeden z najczęściej lajkowanych obrazków na Kwejku
Jest to między innymi hydepark niezłego humoru, i głównie tego się tam szuka. Ale jest drugie denko, naprawdę zastanawiające. Setki, setki ludzi szukających ZROZUMIENIA. I potwierdzenia, że nie są sami w swoich odczuciach, stresach, lękach i złościach. Ostatnio się od tego roi, a zaczęło się jeszcze na demotach, wraz z tekstami a’la “to uczucie gdy”. W końcu ludzie się połapali jakie to lamerskie i zjechali to od góry do dołu. Moim osobistym faworytem było zdjęcie bidonu z podpisem “to uczucie, gdy chcesz się napić wody, a w bidonie masz gówno”. Niektórzy poszli nawet krok dalej.

Szydera z szydery
To nie powstrzyma lawiny. Na Kwejku “lajki” zbierają rzeczy, które dla wielu osób są wspólnym przeżyciem, jak obrazki “i love chocolate” czy jakieś milusińskie kotki. Wrzucający się cieszy, że Sieć współodczuwa z nim. Sieć się cieszy, że Sieć się cieszy. Albo inny przykład – frustracje polskich nastolatków którzy nie mogą się dogadać z mamami wylewane na stronie Komixxy (jak ten: http://komixxy.pl/988639/Wyjazd-na-narty) . Ujęte humorystycznie, ale znane tysiącom osób o podobnych problemach, i głównie dlatego tak popularne w danej grupie. Widzę to sam po sobie, miałem kilka takich nonsensownych rozmów. A groteska i autoironia zakrywa łzy rozpaczy!
No dobra, przeginam z tą rozpaczą. Co nie zmienia faktu, że oprócz beki, strony wyżej wymienione pozwalają nam odnaleźć zapewnienie, że nie jesteśmy sami, dają nam poczucie akceptacji. Autostymulacja! Fuck yeah! Ciekawe, jak uspokajać się będziemy za kilka lat?