Wpisy autorstwa Gippius (CROPP)

  • Nejm: Gippius 
    Abałt: Cierpiąca na ADHD kontestatorka rzeczywistości. Urodzona optymistka ze skłonnością do hedonki.

Kosmitka? Figura woskowa? Kto zna prawdę o Ewie Minge?

21 listopada 2011 |  Gippius (CROPP) 
Kategoria: Szydera

Początkowo chciałam ten post poświęcić pewnemu programowi, który z racji uprawianej profesji powinien być mi bliski, a jednak nie jest, bo drewniane jest w nim wszystko (nie wiem, jak ma się sprawa z penisami szanownego jury, ale spuśćmy nad tym zasłonę milczenia). Mowa miała być o Tap Madl. I nawet poświęciłam się wielce, obejrzawszy jeden z odcinków, a wierzcie, że w trybie od A do Z nie było to łatwe. Tyle że doszłam do wniosku, że w polskim feszynie bardziej frapuje mnie postać projektantki Ewy Minge.

Bez paniki tylko proszę! O ciuchach pisać nie będę, bo do mody wysokiej jeszcze nie dosięgam. Interesuje mnie Ewa we wcieleniu człowieka-orkiestry, polskiej celebrytki.

Popatrzmy, co może reklamować nasza lokalna kosmitka i pomyślmy – WHYYYY!!! I w ogóle WTF????

Pierwszy WTF???!!!

Otóż coś słodkiego jest na rzeczy… Ewa Minge wielokrotnie podkreśla w wywiadach (na nie też przyjdzie jeszcze czas w tej notce, spokojnie), jak to jej kolekcje dedykowane są kobietom niezależnym, silnym i jakimś tam jeszcze. Zakładam więc, że nasza kosmitka za taką też uważa siebie. Z takimi założeniami przenieśmy się w świat batoników i wafelków… Jaka marka odzwierciedla taki obraz? No, wiadomo, Danusia! Tej reklamie przyznaje Oscara w dziedzinie produkcji.

YouTube Preview Image

Drugi WTF???!!!

Czy kosmitki mogą reklamować farby? Owszem, owszem czemu nie. Ale właściwie czemu tu się dziwić, oceńcie sami graficzny obciach całej tej sytuacji. Jednym słowem – jaka projektantka, takie feszyn farby. Swoją drogą, gratuluję copywriterowi nazwy czeko fashion – miszcz.

Trzeci WTF???!!!

Po czymś słodkim i farbach czas zaproponować konsumentom coś do picia w ramach konsekwencji w rozwoju własnej kariery. I tu pojawia się mleko. Tak, proszę Państwa, Ewa zna się na mleku też, a co! O tym zresztą już raz u nas było u kolegi Julla.

Czwarty WTF???!!!

Jak widać Ewa lubi podpisywać umowy pakietowo. A wiadomo – od mleka do masła droga niedaleka. Zastanawiam się, kiedy przyjdzie odpowiedni czas na serek… Założę się również, że Minge jest autorką projektu opakowania. Szacun!


Piąty WTF???!!!

I tu będzie występ Wujka Dobra Rada. Wiadomo, że nasza Ewa, Ewcia, Ewunia karierę robi na skalę światową (chodzą pogłoski, że firma Milandia eksportuje duże ilości masła i mleka do Burkina Faso), więc zdarza się jej udzielać wywiadów w językach dla niej obcych. No więc złota rada Wujka Dobra Rada – lepiej nie próbować mówić w języku, co się go nie zna. No a przynajmniej po skończeniu 12 roku życia…

YouTube Preview Image

O legendzie Amy bardzo osobiście

27 lipca 2011 |  Gippius (CROPP) 
Kategoria: Muzyka

Choć piszą o niej teraz wszyscy, to i tak postanowiłam otworzyć twarz i tym samym przedstawić moją suwerenną opinię.

W sobotę wieczorem fejs zapełnił się milionami linków i innych wspomnień na temat Amy. Oczywiście, klasycznie, jak przystało na kraj nasz, pojawiło się również grono oponentów, których bardziej poruszyła śmierć ponad dziewięćdziesięciu Norwegów i których zastanawiało, czemu o tym na fejsie się nie pisze. No bo przecież warto być w kontrze i disować tych, co chcieli wyrazić swój szacunek dla nietuzinkowego głosu i wielkiego talentu Amy Winehouse.

Grafika by Marta Jaguś

Tym razem jestem, o dziwo, w gronie tych pierwszych – cholernie mi żal tej artystki. Przede wszystkim dlatego, że stawiałam ją w gronie tak zajebistych kobiecych wokali jak Aretha Franklin, Nina Simone, czy z bardziej nam współczesnych Erykah Badu.

Miała szansę zostać kolejną królowa soulu? Być może. Być może z taką etykietą przejdzie do historii muzyki, mimo stosunkowo małego dorobku artystycznego. Bo choć prawdą jest, że przedwczesna śmierć może uczynić artystę legendą, to Amy Winehouse stała się legendą jeszcze za życia.

Trzy lata po sukcesie debiutanckiego albumu „Frank” z 2003 roku artystka wydała płytę, którą śmiało można nazwać arcydziełem – Back to Black. Genialny muzycznie krążek był też wyrazem artystycznego manifestu zagubionej 23-latki. Widziałam już mega niesmaczne memy z cytatem z numeru „Rehab” –They tried to make me go to rehab, I said, “No, no, no” ilustrowane kompromitującymi zdjęciami Amy.

Amy na żywo 2007 r.

Ale zastanówmy się, jakim trzeba być mentalnym cyborgiem, żeby unieść ciężar takiej sławy w tak młodym wieku. Nagle okazuje się, że paparazzi ograniczają naszą wolność do zera, że świat wymaga od nas nowej płyty i to szybko, żeby sława nie zgasła. Takie ciśnienie może zabić. I myślę, że to popularność właśnie zabiła Amy. Narkotyki były tylko jakąś formą ucieczki.

I cholernie mi żal, że umarł taki talent, bo jak widać po wschodzących gwiazdkach szołbizu, taki talent trafia się niezmiernie rzadko.

Pamiętam, jak ucieszyłam się, że Amy zagra w Bydgoszczy. Jednocześnie nie kupiłam biletów na festiwal, bo pomyślałam, że nie wiadomo, czy dziewczyna dotrze. To były profetyczne słowa. Amy nie wyda nowej płyty i nie zagra żadnego koncertu i tego żal mi jest najbardziej.

Miała szansę zostać kolejną królowa soulu? Być może. Być może z taką etykietą przejdzie do historii muzyki, mimo stosunkowo małego dorobku artystycznego. Bo choć prawdą jest, że przedwczesna śmierć może uczynić artystę legendą, to Amy Winehouse stała się legendą jeszcze za życia.

Trzy lata po sukcesie debiutanckiego albumu „Frank” z 2003 roku artystka wydała płytę, którą śmiało można nazwać arcydziełem – Back to Black. Genialny muzycznie krążek był też wyrazem artystycznego manifestu zagubionej 23-latki. Widziałam już mega niesmaczne memy z cytatem z numeru „Rehab” –They tried to make me go to rehab, I said, “No, no, no” ilustrowane kompromitującymi zdjęciami Amy.

Ale zastanówmy się, jakim trzeba być mentalnym cyborgiem, żeby unieść ciężar takiej sławy w tak młodym wieku. Nagle okazuje się, że paparazzi ograniczają naszą wolność do zera, że świat wymaga od nas nowej płyty i to szybko, żeby sława nie zgasła. Takie ciśnienie może zabić. I myślę, że to popularność właśnie zabiła Amy. Narkotyki były tylko jakąś formą ucieczki.

I cholernie mi żal, że umarł taki talent, bo jak widać po wschodzących gwiazdkach szołbizu, taki talent trafia się niezmiernie rzadko.

Pamiętam, jak ucieszyłam się, że Amy zagra w Bydgoszczy. Jednocześnie nie kupiłam biletów na festiwal, bo pomyślałam, że nie wiadomo, czy dziewczyna dotrze. To były profetyczne słowa. Amy nie wyda nowej płyty i nie zagra żadnego koncertu i tego żal mi jest najbardziej.


Owoce niedzielnego kaca – 3 hity z Mango

12 kwietnia 2011 |  Gippius (CROPP) 
Kategoria: Rankingi

Już kiedyś na łamach tego bloga zwierzałam się Wam, co lubię robić na kacu.  Poza kosmicznymi newsami z tabloidów i rewelacjami na temat przyszłości innych (tych, co ich stać na 3,99 za minutę) w Ezo TV, rozkoszuje się rewelacyjnymi produktami z Mango, a szczególnie ich zaskakującą promocją.  Co więcej, zostałam ostatnio obdarowana przez Babcię (btw. nienawidzę tych wszystkich cwaniaków, co się karmią naiwnością ludzi starszych i wciskają im gówniane produkty za kupę hajsu) jednym z produktów tej marki.  I przekonałam się o wspaniałości i użyteczności podarku, dlatego w poniższym rankingu zajmuje on miejsce pierwsze na podium.
No to jedziemy!

1. Koc polarowy z rękawami – Kosy Wrap

I tu nie obejdzie się bez filmu reklamującego produkt, wszak tą formą promocji Mango stoi.
Szczególnie gorąco polecam poniższe fragmenty:
00:06 – bardzo prosty zabieg graficzny, podkreślający oszczędności wynikające z zakupu produktu (z tego miejsca dziękuję OPEC Gdynia, że mój dom nie zamienia się po lecie w lodówkę)
00:23 – co za ciapulka z tej pani aktorki, ojoj, choć właściwie to wina koca bardziej chyba
01:08 – ogrzewacz do stóp – tylko w Mango
No po prostu jest wszystko – szczęśliwa amerykańska rodzina. I jeszcze lampka w promocji.
YouTube Preview Image

2. Klapki odchudzające – Slimmettes

Niestety nie ma filmiku na jutjubku, więc odsyłam do źródła rzetelnej promocji – tj do samego Mango.
I tradycyjnie moje ulubione momenty:
00:06 – pani perfekcyjnie wbija się w spodnie ;)
00:27 – pada argument naukowych testów, to częsty chwyt przy promocji produktów Mango; zastanawiam się, co za naukowiec robił te testy.
Najlepsze jest to, że wszystkie odchudzające produkty Mango mają to do siebie, że w ogóle nie trzeba się wysilać, żeby schudnąć. Więc ja, jako leń patentowany, Lubię to!

3. Nożyczki wielofunkcyjne – Smart Sizzors

Zanim zagłębiłam się w filmik, zastanawiałam się, na czym, do cholery, może polegać wielofunkcyjność nożyczek. Jeśli zadajecie sobie też to pytanie, to oczywiście video rozwiąże Wasze dylematy. I nawet Wam się w głowach nie mieściło, co można ciąć nożyczkami ;)

YouTube Preview Image

To be continued…


Rozrywki na kacu i fakty z kosmosu

25 marca 2011 |  Gippius (CROPP) 
Kategoria: Szydera

Na kacu mam dwie ulubione rozrywki.

Pierwsza – to dobra porcja fastfoodu, najchętniej z restauracji innej niż wszystkie. Oczywiście w zestawie. Najczęściej dość tradycyjnie wybieram najpopularniejszą kanapkę – znaczy się Big Maca (tak, tak, tak! jadam w macu; wiem, wiem, wiem – nie jestem w ekotrendzie, choć widziałam Supersize me), do tego frytka, no i kolka (jest jeszcze superkolka – czyli kolka z wódą, która zresztą do tego kaca doprowadza mnie uprzejmie, no ale na kacu odpada).

Druga – to kompulsywne wciąganie absurdu różnymi zmysłami ze szczególnym uwzględnieniem ucha i oka, bo tak
lubię. Więc w zależność od intensywności kaca mogą to być po prostu Mango Telezakupy albo Ezo TV (tak, tak, tak! mam telewizję; wiem, wiem, wiem – nie jestem w ekotrendzie znów, choć wiem, że telewizja kłamie). Kiedyś zostałam olśniona takim produktem jak deska do składania ubrań. To istnieje!!! Dodatkowo jutjub dowodzi, że ktoś to kupuje.
No a kiedy odczuwam stan kacowego polotu (takie kace lubimy najbardziej, o tak), to potrafię nawet do kiosku pójść i nabyć moje ulubione dzienniki - Fakt i Super Ekspres. Przy czym przyznam szczerze, że ten pierwszy bardziej do mnie przemawia.
Przygotowałam zestaw klasyków, które rozwalają mnie na łopatki. Strasznie mi przykro, że nie mogę znaleźć ilustracji do historii suma krowojada, który mieszkańcom jednej z polskich wsi wyjadał krowy. Kanalia to była i potwór, bo głów nie zjadał. Pływały rano spokojnie w jeziorze. Stąd wiadomo, że to suma wina była.

1. UFO mnie oszukało czyli jak kosmici oszukują nasz niewinny naród

No przyznam szczerze, że jak ten tekst przeczytałam, to pomyślałam, że ta redakcja Faktu to albo jest na kacu z polotem, albo coś popala w korporacyjnej toalecie. Mistrz! Prostota przekazu, nagroda za oddanie krwi, no i wreszcie porażka w losowaniu. Polak ma wielu przeciwników, nie tylko krwiożerczych polityków, ale nawet przebiegłych kosmitów. Ach! Naród Syzyfów. Naród wybrany, wybrany, żeby mieć   n a j g o r z e j. Cierpiący za miliony, miliony niewygrane w totka :)

2. Zabił, bo śmierdziały mu nogi czyli o higienie, za którą niejeden Polak zginąć może.

No przyznam szczerze, że tu po samym tytule to nie byłam pewna, o co kaman. Że niby jak komuś nogi śmierdzą, to ze złości chce zabijać? Okazuje się, że nie jest tak najgorzej. To po prostu wredna baba, w sensie konkubina. Narzekała na te śmierdzące nogi, narzekała i nic, zero reakcji. No to ile można słuchać tak na spokojnie narzekań baby. Wziął chłop i zabił. Proste. Jaki z tego wniosek? O higienę trzeba dbać. A jak się nie dba, to potem można iść za zabójstwo na 25 lat za kratki.

3. Żona tłucze mnie trzepaczką czyli o przemocy w rodzinie.

Jeszcze mnie facet tak nie zdenerwował, żebym na niego trzepaczką, ale kto wie… Dużo mówi się teraz o przemocy w rodzinie, oj dużo. Jak widać – nie bezpodstawnie. Historie faktowe najczęściej dzieją się w konkubinatach. Jako narzędzie zbrodni w Fakcie często pojawia się też wałek, kiełbasa krakowska cucha (było kiedyś o jednym Amerykaninie, który pobił matkę właśnie laską, laską kiełbasy oczywiście).

Oczywiście historyjek można by mnożyć i jeśli mnie wena nie opuści (redakcji faktu na pewno nie) i z CROPPa nie zwolnią, a kace nadal będą się zdarzać, to obiecuję kontynuację.

Siła!


Bunga Bunga – jest ktoś chętny?

16 marca 2011 |  Gippius (CROPP) 
Kategoria: Po bandzie

Nic dziwnego, że w kraju, w którym konsumuje się mnóstwo kokainy, kolesie robią sobie manicure, a jego mieszkańcy oficjalnie śmieją się z akcentu Benedykta XVI, nikogo za mocno nie szokuje impreza typu “Bunga Bunga”, wyprawiana przez samego pana premiera Berlusconiego.  Nie pierwsza to pewnie afera polityka i nie ostatnia.

Dla tych, co są niewtajemniczeni, wyjaśniam: pan premier urządzał sobie imprezy (prasa nazywa je orgiami, ale nie do końca wiemy, czy rzeczywiście były takie fajne i orgiastyczne, nikogo z ekipy CROPPa nie zaprosili niestety), na które zapraszał niepełnoletnie dziewczęta i używał życia, zgodnie ze słowami swego przodka Horacego – “Carpe Diem“. Wiadomość ta wywołała skandal, szczególnie wśród feministek. No bo młode kobiety były wykorzystywane – bla bla bla bla… Słono im za to płacono przy okazji. No więc zastanawiam się, czy którakolwiek z nich była zmuszona do bunga bunga?

Włosi obśmiewają aferę oficjalnie.

YouTube Preview Image

Ja postanowiłam zbadać temat na tzw ryju (przy okazji zapraszam na ryja croppowego). Co ciekawe, odezwali się przede wszystkim koledzy. Pytanie brzmiało:  Co sądzicie o bunga bunga? kto by dał się namówić na tę imprezę? ;p (np: na tę z budżetem 1,5 mln ojro). Ilość komentarzy po 20 minutach – 24. Zacytuję, co ciekawsze:
“Berlusconi swój chłop, wie jak balować, ja wchodzę w to jak złoto. gdybym był Włochem, zostałbym politykiem :)
“ej, nasz senator Piesiewicz też się zajebiście bawił – koks, przebiórki w sukienki – szacun!”
“ale to tylko imitacja była (zabawa Piesiewicza – przypis Gippius). Silvio ma oddzielną chatę na takie biby, koksu to na kilogramy. a Piesiewicz miał bunga bunga ale takie z biedry :)
“A gdzie można wpaść? ;) ”.

O komentarz poprosiłam Bartoka. Zobaczcie jego obrazek.

A Wy co sądzicie? Wykorzystano te niewinne dziewczęta? Poszlibyście na taką imprezę? Czekam na Wasze opinie, najciekawsze nagrodzę bonusami. Zaznaczam: relatywizm moralny oceniam wysoko.


Engine