Kto powinien dostać Oscary za 2011 rok? cz. 1

18 lutego 2012 |  Kuba 
Kategoria: Film

Starsi stażem czytelnicy pamiętają zapewne, że do tematu Oscarów podchodzę bardzo poważnie i już przed rokiem spisałem swoje przemyślenia. Rok temu poziom był niski (kazano nam wybierać między Łabędziem a Królem), a w tym… jest jeszcze niższy. Obejrzałem jednak kilkanaście filmów minionego roku, niektóre “na tempo” w ciągu ostatnich kilku dni (to się nazywa dziennikarska rzetelność) i zanim Akademia podejmie swoje decyzje (skądinąd wiem, że czytają tego bloga) oto moje typy.

Najlepszym filmem 2011 roku był: Moneyball [FILM OTRZYMAŁ NOMINACJĘ W KATEGORII: NAJLEPSZY FILM]

Amerykanie dobijają już do około miliona filmów o baseballu, a ja nadal kompletnie nie rozumiem jego zasad i co w tym jest takiego fajnego. Moneyball to film o baseballu, tak, to prawda, ale tego irracjonalnego sportu na szczęście nie ma tam ani trochę. Jest za to dużo o zarządzaniu, o wierze w samego siebie i tego typu pierdołach. To taki trochę The Social Network – prawie wszystkim się podobało, choć przeciętny człowiek o meandrach internetu wie tylko tyle, że demotywatory to sieciowa jaskinia mądrości.

Fight Club 20 lat później

Do tego jak zawsze dobry Pitt, który za trzy lata kończy karierę, więc w końcu mógłby dostać tego Oscara, zwłaszcza, że powinien już z pięć razy. Drugoplanowemu Hillowi też statuetka się należy, ale w roli kontrkandydatów ma samych dziadków, którzy niedługo umrą, więc na jego miejscu szczególnie bym się nie napalał.

Wielkie przegrane: Służące [FILM OTRZYMAŁ NOMINACJĘ W KATEGORII: NAJLEPSZY FILM]

I mowa tu raczej o filmie, bo aktorki pewnie wyhaczą jakieś statuetki. Służące są solidnym filmem o problemach czarnoskórych mniejszości w USA, wyjątkowo ukazującym to nie z perspektywy Ku Klux Klan czy Martina Luthera Kinga, ale zwykłej pomocy domowej. Film przyjemny, ciepły, typowy dramat, który za kilka lat do niedzielnego obiadu serwować będzie nam jedynka. Na Oscara dużo za mało.

Streszczenie filmu w jednym obrazku: białasy panoszą się przy stole, a nyggaz zepchnięci na drugi plan i jest im przykro

Bez nominacji: Limitless

Akademia Filmowa ma to do siebie, że jak raz na jakiś czas pojawi się jakiś film z fajną fabułą, ciekawym sposobem realizacji, pracy kamery i niezłym rozwojem akcji… to po prostu udaje, że go nie widzi. Jest De Niro, jest Bradley Cooper, jest nieprzeciętna inteligencja (dzięki temu mogłem utożsamiać się z głównym bohaterem). Ja poczułem się jak w domu, dla mnie jeden z lepszych, jeśli nie najlepszy film roku 2011.

De Niro, Cooper i Ron Weasley

Proroczy tytuł: Spadkobiercy [FILM OTRZYMAŁ NOMINACJĘ W KATEGORII: NAJLEPSZY FILM]

W trakcie oglądania Spadkobierców rzeczywiście zacząłem rozmyślać nad spisaniem testamentu, bo w pewnym momencie czułem, że końca filmu nie dożyję. Nie dałbym się nawet odwieźć na Ostry Dyżur, bo wciąż istniałoby ryzyko, że spotkam tam Clooneya. Spadkobiercy to dramat o życiu i jajecznicy, ale jest nudny (trudno spodziewać się żeby amerykański film z akcją na Hawajach był ciekawy), przewidywalny i mozolny. Nie ma takie pieniędzy, jakie ktokolwiek mógłby mi zapłacić żebym chciał obejrzeć go jeszcze raz.

Czasem nawet najsłabszy film choć trochę ratują fajne dupeczki. Tutaj główne bohaterki mają kolejno 6 i 13 lat, a trzecia leży w śpiączce. No nie uda się.

Woody Allen: O północy w Paryżu [FILM OTRZYMAŁ NOMINACJĘ W KATEGORII: NAJLEPSZY FILM]

Jak chyba nietrudno się domyślić, nie jestem wielkim fanem filmów Woody’ego Allena, ale samego reżysera darzę wielką sympatią i szacunkiem. “O północy w Paryżu” to jego kolejna “życiowa bajka”, nie da się ukryć, że zrealizowana z pomysłem. Film jest lekki, przyjemny, gdybym brał narkotyki pewnie byłyby momenty, w których uznałbym go za rewelacyjny. Ja bym Oscara nie dał, ale jeśli Moneyball nie podoła, to ekonomia rozdawnictwa nagród nakazuje dać ją w ciemno Allenowi.

Co nie znaczy, że w filmie nie ma elementów, w których się odnajduję

AVADA KEDAVRA!!!: Harry Potter i Insygnia Śmierci cz. 2

Nie będzie wielkim nietaktem, jeśli zdradzę, że Harry w końcu dobrał się do tyłka Lordowi Vol… Sami-Wiecie-Komu. Ostatnia część przygód Harry’ego Pottera podtrzymuję tendencje stale rosnącego poziomu filmów i rzeczywiście dorośleje. Jest trochę krwi, dużo wybuchów, a główni bohaterowie “strzelają się” niczym szturmowcy w Gwiezdnych Wojnach. Oczywiście nie można mówić tutaj o dziele wybitnym, ale wciąż jest to bardzo udany finał ekranizacji najsłynniejszej chyba póki co serii książkowej XXI wieku.

Internetowy magazyn Sadomasogaypride wybrał tę scenę "miłosną sceną dekady"

Sexy back my love: Friends with benefits

Czy gatunek komedii romantycznej ma w ogóle prawo istnieć po tym jak Hugh Grant skończył pięćdziesiątkę? Friends with benefits to absolutnie typowa komedia romantyczna: główni bohaterowie na początku się nie kochają, a potem jednak się kochają, ale na skutek wszystkich przeciwności losu nie mogą być razem, na szczęście na końcu jednak się schodzą i tańczą w deszczu. Tak, w tej materii nic się nie zmieniło. Ocenę Friends with benefits podnosi Mila Kunis, która jest zwyczajnie po ludzku ładna, a Justin Timberlake… to już chyba wedle preferencji.

Mila Kunis <3 i ten (mimo wszystko) lepszy ze śpiewających Justinów

Monitorujcie nasz blog przed galą Oscarową, bo mam dla Was jeszcze solidną porcję filmów z 2011 roku, które zwróciły moja uwagę. W kolejnej części m.in. Artysta, War Horse, Drzewo Życia, Ryan Gosling Show (Drive, Idy Marcowe, Crazy Stupid Love) czy Kac Vegas 2. Stay tuned!

Komentarze

  • Bartekmajerski

    mój stary powinien dostać oskara
     

Engine