Archiwum Luty 2012


Kto powinien dostać Oscary za 2011 rok? cz. 2

27 lutego 2012 |  Kuba 
Kategoria: Film

Stało się dokładnie tak jak się obawiałem. Zachowawcza Akademia Filmowa rozdała Oscary po najmniejszej linii oporu. W historii wielokrotnie szli na opak i  w ten sposób tworzyli naprawdę świetne marki kina. Tworzyli historię. Tym razem jednak zabrakło im jaj i choć nominacje od początku były słabe, to niedosyt jest jeszcze większy. Dziś kontynuuję mój przegląd filmów, które widziałem w 2011 roku, oczywiście z uwzględnieniem 84. ceremonii wręczenia Oscarów.

Koniecznie zobacz też: Kto powinien dostać Oscary za 2011 rok? cz. 1 (a tam m.in. Moneyball, Służące, Spadkobiercy, Harry Potter, Woody Allen i Limitless)

(więcej…)


Kultowi mordercy z horrorów jako ikony mody

25 lutego 2012 |  Holz 
Kategoria: Bez kategorii

Nie wiem, czemu nikt wcześniej nie zauważył, że legendarni mordercy z horrorów są totalnymi ikonami mody. Każdy z nich miał swój własny styl i znaki rozpoznawcze. Uważam, że w dobie globalizacji posiadanie indywidualnych atrybutów takich jak maska hokejowa lub worek na ziemniaki jest całkiem hipsterskie.

Złota era horrorów przypada na lata ’80, wypada zatem młodym fashionistom przypomnieć, na kim powinni się wzorować przy zmaganiu się z modowymi dylematami.

1) Jason Voorhees

Jason podobno do dziś się rumieni jak przypomina się mu jego wpadkę z workiem na ziemniaki (z jego młodzieńczego okresu)

Jason był czarnym charakterem chyba z 40 filmów z cyklu “Piątek 13-tego”. Jego przykład udowadnia, że nie należy obawiać się zmian w swoim stylu. W “Piątku 13-tego 2″ Jason paradował w worku na ziemniaki na głowie i był totalnie creepy. Dopiero w trzeciej części uznał, że worek jest słaby i przywdział swoją legendarną maskę hokejową. Nosił ją w kolejnych 38 filmach. Oprócz tego atrybutu, Jason znany jest z zamiłowania do kolorów ziemi (szczególnie uwielbiał brązy i zgniłe zielenie). Wyznawał też zasadę “less is more” – rzadko decydował się na jakiekolwiek akcesoria (z wyjątkiem jego ulubionej maczety “na każdą okazję”).

2) Michael Myers

Na tym zdjęciu widać kunszt Michaela jeśli chodzi o lepienie masek techniką papier-mache

Michael był niesfornym chłopakiem, który w filmach “Halloween” lubił prześladować babysitterki. Jako ikona mody, był fanem minimalizmu rodem z Antwerpii. Uwielbiał czerń, a proste i surowe fasony łączył z casualową odzieżą roboczą. Jest też wyznawcą filozofii “do it yourself”, dzięki której jego look był absolutnie jedyny w swoim rodzaju. Przykład? Michael wykonał swoją maskę własnoręcznie z masy papier-mache. Zainteresował się tą techniką, kiedy siedział w psychiatryku jako nastolatek.

3) Ghostface

Na tej profesjonalnej fotce Ghostface prezentuje swój klasyczny uniform, podkreślający talię

Nie chodzi o jedną konkretną postać, bo w każdej części “Krzyku” zabójcą był ktoś inny. Ghostface to typ osobowości. Mówimy tu o absolutnym buncie (również modowym). Zabójca w “Krzyku” zawsze paradował w prostym przebraniu ducha (do kupienia za 20 dolców w każdym supermarkecie). Prosta, czarna, postrzępiona tunika + maska z obliczem zjawy. Taka stylizacja świadczy o tym, że Ghostface był totalnie nonszalancki i z dużą dozą dystansu do siebie. I mean, morderca w horrorze chodzi w outficie na Halloween. “I don’t give a fuck” look. Totalny hipster.

4) Leatherface

Leatherface w wersji casualowej - dbał nie tylko o to, by wyglądać modnie, cenił też wygodę (na zdjęciu widzimy jego luzacką i praktyczną stylizację z fartuchem)

Umięśniony i niegrzeczny synek w demonicznej rodzinie kanibali z “Teksańskiej Masakry Piłą Mechaniczną”. Leatherface to, po Michaelu Myersie, kolejna modowa Zosia Samosia. Był za pan brat nie tylko z piłą mechaniczną, ale i z maszyną do szycia, przy pomocy której zszywał swoje maski. Często je zmieniał, ale nie podążał za sezonami w modzie, tylko robił to pod wpływem impulsu. Jako totalny fan modowego eklektyzmu, widywany był zarówno w casualowej odzieży roboczej a’la Michael Myers, jak i w bardziej formalnych stylizacjach (marynarka + koszula).

5) Freddy Krueger

Modny koleś, to i zdjęcie profesjonalne. Freddy z dumą prezentuje swój statement look, który zapewnił mu status fashionisty wśród morderców.

Freddy z “Koszmaru z Ulicy Wiązów” był postrachem wszystkich dzieciaków dorastających w ejtisach i hardcorowcem wśród legendarnych morderców. Jest w zasadzie prekursorem trendu na modyfikacje ciała. Popularne ostatnio tatuaże i piercingi praktycznie wywodzą się bezpośrednio od Freddy’ego, który w miejsce paznokci wszczepił sobie noże. Modowo był totalnie indie kolesiem i niepokornym trendsetterem. Sweter w poprzeczne czerwono-zielone pasy i kapelusz typu fedora to jego najbardziej rozpoznawalny look. Czasami jednak zdarzało mu się zaczaleć – przebierał się wówczas za kelnera albo za supermana (co za luzak). Jedna z jego ostatnich stylizacji, skórzane spodnie + trencz, wyprzedziła trendy o dobrych kilka lat.

Wybór, na którym legendarnym mordercy powinniście się wzorować (modowo), pozostawiam Wam. Mogę jednak wysunąć kilka ogólnych wniosków. Po pierwsze, dobrze jest wypracować sobie swój własny, charakterystyczny styl (patrz: konsekwencja Michaela Myersa). Po drugie, nie bójcie się zmian na drodze do odnalezienia tegoż stylu (patrz: przesiadka Jasona Voorheesa z worka na ziemniaki na maskę hokejową). Po trzecie, pokochajcie “do it yourself” i szyjcie, sklejajcie, przerabiajcie, brudźcie, modyfikujcie, ile wlezie (patrz: maski Michaela Myersa i Leatherface’a). GO, BLOODY FASHIONISTAS!

Epitafium Ryśkowi z Klanu

22 lutego 2012 |  Kuba 
Kategoria: Telewizja

Hanka Mostowiak miała życie piękne, ale umarła głupio. Ryszard Lubicz żył głupio, ale umarł pięknie. Szanowni państwo, nie jest mi lekko o tym pisać, lecz oto dziś odszedł taksówkarz, brat, syn, mąż, ojciec rodziny, przede wszystkim jednak: bohater.

Podobnie jak w przypadku Hanki (przeczytaj koniecznie jej prawdziwą historię), Telewizja Polska nie mówi nam wszystkiego o serialowych bohaterach. Fakty niewygodne są przemilczane, zaś premier Tusk przed każdym odcinkiem czerwonym flamastrem wykreśla kontrowersje ze scenariusza. W ten oto sposób przez ostatnich 15 lat poznaliśmy tylko część historii Ryśka.

Ryszard Lubicz urodził się w 1960 roku w Warszawie. Był najzdolniejszym z dzieci państwa Lubiczów i już w 1971 roku udało mu się wyjechać z kraju przy pomocy esbeckich układów dobrze wszystkim znanego Wuja Stefana. Rysiek jako genialne dziecko rozpoczął studia na amerykańskim MIT na kierunku biochemia termojądrowa. Przyznajcie się szczerze: tego o nim nie wiedzieliście!

Wuj Stefan za współpracę z SB poniósł odpowiednią karę, został prawnikiem trzydziestoosobowego klanu Lubiczów, rozwiązuje ich problemy za darmo i klepie biedę, bo nie ma czasu na inne sprawy

W latach 1973-1975 amerykańska wojna w Wietnamie wkracza w decydującą fazę. Nastoletni Ryszard, świeżo po obronie swojego doktoratu, zostaje zewnętrznym konsultantem armii USA.  Światowe media milczą, ale w wyniku broni biologicznej giną setki tysięcy Azjatów. “Nie jestem dumny z tego co robiłem na wojnie. Nie chcę o tym rozmawiać” – po latach ucina temat Rysiek.

Targany wyrzutami sumienia Ryszard po powrocie do Stanów osiada w Miami i przyłącza się do ruchu hipisowskiego. Szybko jednak zdaje sobie sprawę, że spodnie-dzwony są trochę pedalskie i na dodatek fatalnie wygląda w długich włosach. Zaczyna chodzić w starannie dobranych kolorowych garniturach, a w całym mieście głośno jest o tym “eleganckim jegomościu z Polski”. Stany Zjednoczone powoli wchodzą w lata osiemdziesiąte, a Lubicz ma niemały wpływ na tamtejszą modę.

Pewnego razu Rysiek w jednym z klubów spotkał Dona Johnsona. Johnson jeszcze przez wiele lat wspominał tamto spotkanie i przyznał, że zainspirowało go do stworzenia serialu Miami Vice.

Nie wiadomo dokładnie czym Ryszard zajmował się podczas pobytu w Miami, zapewne nie było to więc nic legalnego, zwłaszcza, że miasto i Stany Zjednoczone opuszczał w popłochu.  Amerykańskie władze nie były pewne Ryśka oraz wiedzy jaką posiadał. W ślad za nim wysłano najlepszą agentkę w dziejach wywiadu USA, pseudonim “Czesia”.

W 1980 roku znajomi pomagają mu w nielegalnym przekroczeniu granicy Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej na pokładzie kontenerowca. Rysiek prosi znajomego robotnika z wąsami o “zrobienie dymu w stoczni” i odwrócenie uwagi tak, by mógł przemknąć niezauważony przez celników.

Trudno powiedzieć czy Ryszard miał świadomość konsekwencji, ale tego dnia dał Polsce Lecha Wałęsę

Po powrocie do kraju Rysiek osiadł wraz z rodzicami na Sadybie i prowadził spokojne życie chwytając się prac dorywczych, regularnie narzekając przy tym, że jego matka robi paskudne pierogi (nie wiedział jeszcze, że już niebawem los ześlę mu ciocię Stasię). W 1986 roku na potańcówce w remizie poznał Grażynkę, a w 1988 wzięli ślub i zamieszkali razem.

Lata spędzone w laboratoriach chemicznych sprawiły, że z płodnością u Ryśków nie było najlepiej, w dużej mierze jednak dlatego, że Ryśkowi sprzęt – jeśli wiecie co mam na myśli – odstrzelili już Wietnamczycy. Jedyną nadzieją pozostała adopcja. W 1998 adoptowali Maćka, a Rysiek był niezwykle dumny mówiąc “jesteśmy jak ojciec i syn, jak dwie krople wody!“, a dwa lata później adoptowali również Bożenkę. W 2006 roku w rodzinie Ryśków pojawiła się mała Kasia, którą Grażynka przywiozła po tym jak dwa lata spędziła “na wsi”, ale Ryszard bez zbędnych pytań uznał – i pokochał – swoją nową córkę.

Złośliwcy mawiali "W tym związku nie ma miłości, łączy ich tylko dziki seks". Dziś wiemy, że nie była to prawda.

Po pracy w armii i laboratoriach Ryśkowi został jedynie nawyk przesadnej higieny osobistej, do której zmuszał zresztą także swoje dzieci. Poza tym jednak był człowiekiem spokojnym, ułożonym, który zdawał się zapomnieć o swojej przeszłości. Życie po powrocie do kraju nie obchodziło się z nim lekko. W 2007 roku jakiś kretyn rozwalił śrubokrętem drzwi do jego łazienki, zaś od czasu związku z Panem Jeremiaszem Babcia Stasia przestała rozpieszczać go swoimi pierogami.

Rysiek zmarł 22 lutego, ale zmarł tak jak tego zawsze chciał i jak na to zasługiwał – walcząc z nieprawością i nieporządkiem, odkupując winy i błędy młodości. Tego dnia nie odszedł tylko ojciec rodziny, odszedł prawdziwy bohater. Żegnaj przyjacielu, idolu, autorytecie.

YouTube Preview Image

A sam Piotr Cyrwus? Plotkarskie portale ze Stanów donoszą, że policja przyłapała go, gdy wciągał koks z Whitney Houston (wtedy właśnie padły słynne słowa “Houston, mamy problem”). Uciekając przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości trafił do Polski i przez kilkanaście lat realizował zadania aktorskie na planie Klanu.

Wiadomo jednak, że jego zarzuty się już przedawniły, a drzwi do wielkiej kariery znów stoją otworem. Andrzej Wajda zaproponował Piotrowi rolę w sequelu “Człowieka z Żelaza”, co jest w pewnym sensie ironią losu, bo Cyrwus już od kilku tygodni przygotowuje się do zastąpienia Roberta Downya Jra w Iron Manie 3. J. K. Rowling obiecała napisać kolejną część Harry’ego Pottera, oczywiście jeśli tylko Cyrwus zagra w jej ekranizacji Chłopca, Który Przeżył. Piotr przebiera w ofertach, wybiera tylko te najlepsze, o czym niestety przekonał się Peter Jackson – nasz rodak wbrew początkowym ploteczkom nie zagra Gandalfa w Hobbicie.


Dziewczyny górą! cz.1

21 lutego 2012 |  Kokolina 
Kategoria: Wyszperane

Zdecydowaną większość dziewczyn odbieram mniej więcej tak:

Moją pasją i hobby są kosmetyki, ciuchy oraz zdobienie paznokci.

Z przerażeniem obserwuję jak niewiele dziewczyn ma zainteresowania jakieś inne poza chęcią osiągnięcia dobrej prezencji. Z masą moich znajomych po prostu nie da się porozmawiać na tematy inne niż: faceci/ związki/ kosmetyki/ ciuchy (niepotrzebne skreślić). Podobną tendencję obserwuję w muzyce. Włączając radio, czy telewizyjną stację muzyczną,  nie słyszę muzyki, a jedynie skowyt NIEROZUMIANYCH, ZDRADZANYCH, BIEDNYCH, BŁAGAJĄCYCH O MIŁOŚĆ, SŁABYCH SIEROT, których jestestwo sprowadza się do nieskazitelnego wyglądu, a przy okazji, do wypatrywania wybranka swego serca z okien swojej wieży.

Tak jakby nie można mieć własnego życia, własnego zdania, no ale przede wszystkim, bo to szczególnie mnie boli, życia w którym mężczyzna nie zajmuje pierwszego miejsca. Nie zastanawiało was nigdy dlaczego facet po zerwaniu idzie  z kolegami na piwo, a kobieta w tym samym czasie siedzi w domu płacząc w poduszkę i słuchając dołujących piosenek?

Na szczęście nie wszystkie takie jesteśmy. Są kobiety, które swoją pasją potrafią udowodnić, że także
MAJĄ JAJA!
I nie chodzi tutaj o to, aby rywalizować z facetami, być wulgarnym i krnąbrnym, nadmiernie pewnym siebie dziewuszyskiem. Ale osobą, która po każdej wypowiedzianej “kurwie” nie będzie odczuwała chęci odmówienia stu zdrowasiek. Będzie wiedziała, że ma do tego prawo, nie będzie mdła, no ale przede wszystkim będzie mieć swoje życie. Na szczęście CROPPowa ekipa udowadnia, że istnieją jeszcze dziewczyny, dla których świat nie kończy się na doborze właściwego podkładu do twarzy.

YouTube Preview Image

Nie ma, że boli, że zedrze się kolano, upadnie, czy dozna kontuzji. Dziewczyny również potrzebują adrenaliny i mocnych wrażeń (o takich już w następnym odcinku). Ale skoro wspomniałam o muzyce… Rihanna, Beyonce, Katy Perry, Lady Gaga: tych pań nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Jednak pomimo dużej popularności jaką się cieszą, nieustannie towarzyszy mi wrażenie, że muzyka w ich przypadku, stoi gdzieś na samym końcu. Bo oprócz niej liczy się przecież to jak gwiazda wygląda, jak się porusza, jak mocno szokujące ma teledyski, jakiego ma chłopaka i, czy ten ją bije. Wszystko to przypomina breję, w której zamysł pierwotny czyli “tworzenie (dobrej) muzyki” zginęło, zmieszało się z makijażem wokalistki, jej tipsami i makijażem.

Okej, czasy trochę się zmieniły, do wokalistów dodaje się całą otoczkę plastyku, który ma na celu bycie “jakimś”. I nie jest ważne to, czy taka Avril Lavigne brylująca na salonach jeszcze kilka lat temu, prywatnie była w gruncie rzeczy szarą myszką. Bo przecież publicznie była “jakaś”, cel został osiągnięty;  dusza buntownika, aroganckie zachowanie, kilka mocnych tekstów i szalone ciuchy. I z reguły tak to wygląda: ciemny lud to kupuje, sprzedaż wzrasta i wszyscy się cieszą. Jednak, czy aby na pewno o to w tym wszystkim chodzi?

Mam wrażenie, że po drodze, w całej tej masie komercyjnej papy, którą jesteśmy karmieni i której rzecz jasna nie sprzeciwiam się, bo pop i komercja też czemuś służą, straciło się wiarygodność. Kobiety ustrojone w kolorowe pióra straciły swą autentyczność, na ich twarzach, gdzie pierwotnie pojawiał się uśmiech, wstrzyknięto substancję wygładzającą zmarszczki. Myślę, że wspomniane przeze mnie panie, powinny już podziękować bowiem na arenę wkracza

ŚWIEŻOŚĆ I AUTENTYCZNOŚĆ

YouTube Preview Image

Ta młodziutka raperka udowadnia, że świat rapu nie jest zarezerwowany jedynie dla mężczyzn, podobnie jak jej starsza koleżanka, Natassia Gail Zolot lepiej znana jako Kreayshawn.

YouTube Preview Image

Obie panie nie są śmieszne (w przypadku rymujących kobiet o to nietrudno), są jakieś, mają wyraźną osobowość, a swoją muzyką udowadniają, że można ją robić bez ciągłego nawijania o tym, że tamten ją zostawił, ale ona się nie poddała, trochę se popłakała i teraz każe mu spadać. Szkoda tylko, że zdecydowana mniejszość naszych rodzimych wokalistek jest w stanie pochwalić się podobnym hartem ducha. Z odmętu bylejakości, wyłania się artystka, której twórczość spokojnie i bez wstydu, możnaby wyeksportować za granicę.

YouTube Preview Image

I jeszcze dla fanów rapu, kawałek który od pierwszych chwil zadziwił mnie. Przyznaję ze wstydem: kiedy usłyszałam kobiecy głos, byłam w szoku, że za tak dobrym bitem nie stoi mężczyzna. Proszę Państwa, Belona MC:

YouTube Preview Image

DZIEWCZYNY!

Nasza umiejętność posługiwania się słowem jest mocniej wykształcona niż u mężczyzn; w związku z tym dużo mówimy i czasem nawet z sensem;) Ale, czy naprawdę nie lepiej słuchałoby się nas, gdybyśmy miały COŚ do powiedzenia, a swoją umiejętność potrafiły odpowiednio wykorzystać? Jak chociażby ta pani:

YouTube Preview Image


Kto powinien dostać Oscary za 2011 rok? cz. 1

18 lutego 2012 |  Kuba 
Kategoria: Film

Starsi stażem czytelnicy pamiętają zapewne, że do tematu Oscarów podchodzę bardzo poważnie i już przed rokiem spisałem swoje przemyślenia. Rok temu poziom był niski (kazano nam wybierać między Łabędziem a Królem), a w tym… jest jeszcze niższy. Obejrzałem jednak kilkanaście filmów minionego roku, niektóre “na tempo” w ciągu ostatnich kilku dni (to się nazywa dziennikarska rzetelność) i zanim Akademia podejmie swoje decyzje (skądinąd wiem, że czytają tego bloga) oto moje typy.

(więcej…)


Engine