Jak ja nie cierpię snowboardzistów

19 stycznia 2012 |  Kuba 
Kategoria: Sport

Ferie, ferie, ferie! Tak bym krzyczał jeszcze kilka lat temu, ale teraz w mojej głowie odzywa się raczej głos mówiący “egzaminy, egzaminy, egzaminy”. Tak czy siak kiedy uporam się już z zagadnieniami prawnych aspektów ubezpieczeń społecznych, pojadę sobie na narty. O jak ja sobie pojadę na narty!

Jako, że jesteście młodymi, pięknymi, czasem inteligentnymi ludźmi, dla których ważna jest moda i sportowy styl życia, zakładam, że jesteście wielkimi fanami snowboardu, bo snowboard jest obecnie modny, a dupeczki lecą na snowboardzistów niemal tak samo dobrze jak na wyrazistych liderów marki Cropp. Ja to rozumiem.

Ale i tak was nie lubię. To znaczy na stoku, bo już pod stokiem całkiem dobrze łoi się z wami grzańca. Jako zapalony narciarz ze snowboardem spokój dałem sobie bardzo szybko, ponieważ zdałem sobie sprawę jak głupio wygląda standardowy snowboardzista (czyli nie na przykład Jagna Marczułajtis) w akcji. Podobnie dałem sobie swego czasu dość szybko spokój m.in. z tańcem towarzyskim. Wtedy też narodziła się jedna z moich licznych życiowych zasad i daję ją wam na nowy rok – heteroseksualny mężczyzna nie tańczy, chyba że ma przynajmniej 87% pewności, że zaowocuje to seksem.

oto jak wydaje ci się, że wyglądasz

Oficjalnie hejtuję snowboardzistów, ale zawsze staram się by mój hejt był merytoryczny, dlatego nie hejtuję snowboardzistów wszystkich. Tych, którzy po stokach poruszają się z gracją, klasą, stylem, marką i fasonem naprawdę podziwiam i szanuję. Wedle moich obliczeń stanowią oni około 1,84% wszystkich snowboardzistów.

Tymczasem dla reszty tej zimowej zarazy dzień na stoku wygląda mniej więcej w następujący sposób:

10.00 Grupka snowboardzistów dociera na lokalny stok narciarski. Jest ich dużo, bo w kupie siła. Od tej pory przejmują ten stok, rozrzucają swoje rzeczy po całej kolejce do wyciągu, a ich prywatny autokar parkuje na samym środku orczyka dla lokalnej szkółki narciarskiej.

10.30 Snowboardziści ustawiają się w kolejce do wyciągu narciarskiego. Nie potrafią utrzymać równowagi dlatego cały czas przewracają się na stojące w kolejce osoby, koniecznie jednak przewracają się na nie patrząc z wyrzutem, jak gdyby była to ich wina.

a tak w najlepszym wypadku wyglądasz naprawdę

10.45 Snowboardziści odkrywają, że stanie w kolejce całkowicie mija się z ich powołaniem, a snowboard do kolejek nie jest przystosowany. Wypinają się, po czym przepychają przez stuosobową kolejkę na sam początek. Statystyczny snowboardzista prosi o zatrzymanie wyciągu bo musi się wpiąć.

11.25 Snowboardzista się wpiął, siada, wyciąg rusza.

11.26 Snowboardzista – jak się okazuje – wpiął się źle, deska upada mu na ziemię. Zatrzymujemy wyciąg, cofamy. Obsługa kurortu pomaga snowboardziście się wpiąć. Ruszamy.

13.00 Wszyscy snowboardziści są już na górze. Ponieważ wjazd na sam szczyt osiemsetmetrowego stoku był prawdziwą wyprawą, trzydziestoosobowa grupa urządza sobie piknik na samej górze. Tuż przy zjeździe z wyciągu siadają na ziemi zostawiając jakieś 30 centymetrów wolnego miejsca narciarzom i puszczają z telefonów najnowszy przebój Roberta M (nawet w Aspen).

14.00 Koniec przerwy, snowboardzista rozpoczyna zjazd z góry. Zjeżdża 3 metry, cały czas bokiem, zgarniając przy tym cały śnieg, który padał tu przez trzy noce. Nie zdążył przestawić deski, ponieważ wywala się po raz pierwszy.

14.01 Dwa metry dalej snowboardzista wywala się po raz drugi.

14.02 Szymon z Cyreny, lokalny instruktor jazdy, pomaga snowboardziście podnieść się z ziemi.

14.03 Snowboardzista upada po raz trzeci. Przerwa. Siada na samym środku stoku, a narciarze powinni go objeżdżać, w końcu jest im dużo łatwiej w tej branży. Po kilka minutach dołącza do niego pozostałych 29 snowboardzistów i tak sobie siedzą zajmując całą szerokość stoku. Nawet jeśli jest to pierdolony lodowiec wielkości Warszawy.

Jak ja nie cierpię snowboardzistów!

15.30 Snowboardziści powoli zaczynają się podnosić i jadą dalej w dół.

15.31 Snowboardzista upada po raz pierwszy (ok, znacie już ten mechanizm, dalej go pominiemy)

18.30 Snowboardzista dociera na dół stoku, rozpędzony z impetem wjeżdża w sam środek ludzi stojących w kolejce. Krzyczy na nich, że to jest stok i tu nie powinno się stać, gdy ludzie jeżdżą, po czym przepycha się na sam początek, gdzie obsługa powoli już wyhamowuje wyciąg.

Tak to właśnie wyglądają moje doświadczenia ze snowboardzistami. 100% skuteczności od dobrych kilkunastu lat. Ja oczywiście mam niekwestionowaną rację, ale ponieważ jako firma otwieramy się trochę bardziej na ludzi – a co! – możecie od biedy podzielić się z nami także swoimi przemyśleniami.

Komentarze

  • Życzliwy.

    człowieku, pierdolnij się w łeb zanim coś opublikujesz, bo czasami naprawdę krew zalewa jak się czyta takie smęty niedowartościowanego dzieciaka dla któego cały świat jest przeciwko niemu. Móglbyś w końcu się ogarnąć i napisać coś sensownego. Liczę, że mój komentarz chociaż trochę coś w twoim łebku poruszy i przynajmniej następnym razem powstrzymasz się przed napisaniem głupot. Co do artykułu: totalne dno.

  • Blondynka

    Jestem podobnego zdania ;)
    Nie po to mam dwie nogi, żeby je ze sobą łączyć za pomocą parapetu w jedną całość

  • Chemitsu

    Panie życzliwy – czytanie ze zrozumieniem nie jest chyba Twoja mocną stroną, ale w to już nie wnikam. Uważam że jest w tym artykule sporo racji. Podobne sytuacje spotykały mnie na stoku. Kilku lansiarzy którzy niespecjalnie opanowali sztukę jazdy na tym, jakże zacnym, sprzęcie urządza sobie tam prywatną imprezę. Podkreślam jednak że nie można tego zjawiska generalizować. 

    Dobry artykuł, porusza problem o którym jest i tak dosyć głośno w środowisku narciarzy i deskarzy :)  
    Peace.

  • MayN

    Jeżeli ktoś “jeździ” na desce tylko dla lansu, bo jest na stoku z koleżankami którym chce zaimponować, lub chce zrobić sobie zdjęcie na facebooka (a do tego najlepiej usiąść na stoku) to taka osoba jest właśnie przedstawiona w powyższym artykule. Jednakże jak kolega niżej pisze – nie należy wrzucać wszystkich do jednego worka. Sam mam ochotę nauczyć jeździć się na desce, bo narty w pewnym stopniu opanowałem, więc czas na coś nowego. Ale znając sytuację narciarza już wiem czego unikać aby nie pogłębiać opinii o złych, niedobrych i wkurwiających snowboard’owiczach.

  • Afirmative

    Wszyscy się spięli jakby to była publicystyka w Wyborczej, a przecież to jest tekst dla beki 

  • katarynka

    No trochę prawdy w tym jest, ja jestem początkującą snowboardzistką i także po sesji mam zamiar sobie pojechać w góry ;) nie mam problemów z wejściem na wyciąg, ale później fakt, ciągle się przewracam ;P ale na stoku przeznaczonym dla początkujących to raczej normalka ;) także cierpliwości, bo: jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz! :) pozdrówka

  • Bbsuk

    Co za denny tekst. Człowieku skończ i nie pisz już tutaj.

  • etosh

    Tak wytrawny narciarz chyba wie, że na wyciągu się nie siada. Usiąść to sobie możesz na krzesełku lub gondoli. Podczas wjazdu wyciągiem raczej ciężko żeby deska upadła na ziemię, bo po niej sunie.

  • Xxx
  • Zodiak

    B. trafne spostrzeżenia przedstawione w zabawnej formie. Reakcje zdecydowanych antagonistów utwierdzają mnie w przekonaniu że mentalność rasowych snowboardzistów jest pochodzenia “ziemiańskiego”.. – i nie chodzi mi tu wyłącznie o namiętność z jaką orają stoki…

  • gosc

    popieram przedmówce, tekst żenująco żenujący… wstań pan, wyjdź i wstydu oszczędź.

  • Kinia

    ..”heteroseksualny mężczyzna nie tańczy, chyba że ma przynajmniej 87% pewności, że zaowocuje to seksem…” A kobiety uczące się jeździć na desce? Chyba wszyscy mam prawo do nauki i do wyboru sprzętu na którym będziemy jeździć. Po za tym czy świat kręci się do około narciarzy którzy tak samo jak snowboardziści wypadają z orczyka przewracają sie na stoku leżąc z jedna nartą wbitą w śnieg a drugą zjeżdżającą samowolnie ze stoku w dół? Oni tez nie zajmują 5 cm na stoku tylko jego większość! Więc ja jako początkująca snowboardzistka proszę wszystkich narciarzy ( których bardzo podziwiam bo co jedna deska to jedna ale jechać na dwóch które się rozjeżdżają? wow! )  o wielka wyrozumiałość i cierpliwość wy też kiedyś zaczynaliście:) Pozdrawiam serdecznie  :)

  • Dynka1515

    najbardziej mnie ciekawi gdzie spotkałeś zatrzymywanie wyciagu aby snowboardzista wpiął sobie deche ? Wręcz zabronione jest jechanie z wpiętymi obiema nogami, jedna zawsze musi być wolna i tam gdzie byłam tj. Zieleniec czy Zakopane zawsze tego obsługujący wyciąg przestrzegają.
    Chyba spotkałeś się na stoku z samymi początkującymi, którzy muszą się jakoś nauczyć więc się przewracają proste! Są różni ludzie na stoku wiec nie ma co generalizować , ja spotkałam dużo więcej narciarzy którzy myślą, że są pępkiem świata i zachowują się tak jak napisałeś o snowbordzistach więc wszystko zależy od człowieka a nie od tego na czym jeździ ! 

  • Pasi

    Sooo true. 
    Jeżdzę na desce (hejterzy pewnie i tak nie uwierzą) i uważam, że 98% osób jeżdżących na niej to kompletne barany. Na marginesie warto zauważyć, że taki sam procent osób w ogóle nie wie, jak się jeździ. 
    Skarpa na stoku? A chuj, usiądę sobie za nią, w końcu mnie nie widać, więc tylko czekać aż ktoś we mnie wjedzie, ale przecież jestem zbyt zajebisty, żeby o tym myśleć. 
    Zjazd z krzesełka? A chuj, siądę sobie bo tu mi wygodnie, przecież muszę gdzieś wpiąć dechę. 
    Przerwa w jeździe? Rozpierdolę się z ziomkami na środku stoku i nie żeby jeden pod drugim, to by było zbyt piękne. Fragment dot. lodowca wielkości Warszawy jak najbardziej trafny. 

  • Muravka

    Ja tam lubie deske.. Tez pewnie wygladam troche zalosnie bo uczylam sie dopiero tydzien, ale trzeba sie kiedys nauczyc w koncu…

Engine