Musicie wiedzieć, że amerykańska Akademia Filmowa co roku konsultuje ze mną decyzje co do Oscarów, jakoś tak jednak wyszło, że tym razem zapomniałem odpisać na maila. No i klops. Ale nie klops totalny. W każdym razie po gali trochę do siebie dochodziłem, dochodziłem (a była to suto zakrapiana gala), aż w końcu postanowiłem podsumować rok 2010 w filmie osobiście.
Skoro już muszę wybrać najlepszy: Jak zostać królem
No tak, niby zgadzam się z decyzją Akademii, ale to też wynika z faktu, że cała konkurencja – poza Łabędziem (o czym zaraz) była dużo słabsza, albo gatunkowo “nie pasowała” do najbardziej zaszczytnej nagrody. Wyobraźcie sobie mój poziom desperacji, jeśli za film roku uznaję film o facecie, który się jąka. Materiału nakręcili na 30 minut, ale film trwa dwie godziny, bo główny bohater tak wolno mówi. Tam wprawdzie jest jakaś psychologia w tle, ale to taniocha dla pospólstwa, które też lubi poczuć się Freudem. Jest też może nawet odrobina historii i świetnej gry aktorskiej, ale nie ma takiej możliwości żeby film o jąkale był drugim Forrestem Gumpem czy drugim Amadeuszem. Wróżę rychłe zapomnienie, tak jak zapomniano na przykład to… no… no, tamto co ten facet tam cośtam… noo…
To mi się trochę podobało: Czarny Łabędź
Film jest nawet fajny, lubię takie odejścia od konwencji, pod warunkiem, że nie przesadza się za mocno, ale wbrew pozorom Łabędź jest bardzo… nieoryginalny. Powstało już dwa miliardy filmów o niespełnionych ambicjach, z czego dobry miliard traktował tylko o baletnicach. Do tego całość niebezpiecznie zalatywała przerobieniem Fight Cluba na wersję znośną dla dziewczynek, a największym plusem filmu są chyba Natalie Portman i Mila Kunis.
Coś z niczego: The Social Network
Ponieważ Google, Facebook, Microsoft i Apple regularnie proszą mnie o konsultację swoich decyzji strategicznych, jestem dość biegły w rynku IT. I szczerze mówiąc historii takich jak w The Social Network jest wiele, a czasem są one jeszcze bardziej pikantne. Kto jeszcze 10 lat temu pomyślałby jednak o tym, by kręcić film o pryszczatym, rudym nerdzie? Nie wiadomo czy to fenomen scenariusza czy bardziej samego Facebooka, ukręcono “coś” z niczego, rewelacji nie ma, ale można obejrzeć. Solidny dokument prawie faktu z Justinem Timberlakiem w roli twórcy Napstera, który swego czasu wzbogacił bibliotekę MP3 o kilka fajnych kawałków (nie, nie, panie władzo, już dawno usunięte, czynny żal i te sprawy!).
Można zobaczyć: 127 Godzin
Obok Social Network scenariusz adaptowany miało między innymi 127 Godzin, choć w tym wypadku dużo, dużo ciekawszy, a przy tym nie wydano za dużo na scenografię. Facet biegał, biegał, aż w końcu utknął w takiej wielkiej dziurze na tytułowe 127 godzin. Bogu dzięki dorwali się do tego wszystkiego montażyści i w efekcie oglądamy tylko 80 minut krzywienia się i refleksji pt. “czy ta ręka będzie mi jeszcze potrzebna?”.
Daft Punk skosił system: Tron: Dziedzictwo
Nie widziałem pierwszego filmu Tron, próbowałem, ale efekty specjalne z 1982 roku, kręcone w garażu reżysera mnie pokonały. Dziedzictwo natomiast jest filmem dziecinnym i nawet panowie z fotki pod The Social Network raczej by się nim nie zajarali… ale z drugiej strony i tak ogląda się to lekko i świetnie niczym filmy o Iron Manie – chyba jedynej komiksowej serii wychwalanej przez wszystkich, która utrzymując tę formę i jakość wkrótce pogoni przereklamowane Batmany. Nowy Tron promienieje dzięki niesamowitej ścieżce dźwiękowej Daft Punk. To naprawdę pierwszy film od lat, który warto obejrzeć nawet wyłącznie dla samej muzyki. Ukradli im Oscara!!!
Najlepsza bajka od lat: Jak wytresować smoka
Najlepszą animacją uznano Toy Story 3, którego nie widziałem, bo już jedynka zniechęciła mnie do serii, a to było w podstawówce kiedy jeszcze ciężko było mnie zniechęcić. Jak wytresować smokiem jest tymczasem pierwszą bajką od wielu, wielu lat, chyba od czasu Shreka 2 i Gdzie jest Nemo?, która jest zabawna, ciekawa, a przy tym tak ciepła, że zaraz po powrocie z kina do domu musiałem odpalić obie części Psów, by przywrócić w sobie prawdziwego samca alfa. Szkoda, że bez Oscara.
Na beztarantiniu i Rodriguez dobry: Maczeta
Część filmów Tarantino jest zwyczajnie kiepska, ale Pulp Fiction, Wściekłe Psy, a przede wszystkim Bękarty Wojny to ścisła czołówka w historii kina. A Rodriguez? Mimo całej sympatii do Sin City to taka nagroda pocieszenia. Konwencja horrorów klasy C się jednak nie nudzi i Maczeta jest filmem naprawdę fajnym – w swoim gatunku, dlatego na pewno nie puszczajcie go w święta babci…
Chyba w imię tolerancji: Wszystko w porządku
No bo na pewno nie w imię dobrego kina. Wszystko w porządku to film o dwóch lesbijkach wychowujących dzieci, gdy nagle znienacka w życiu szczęśliwej rodziny pojawia się ich biologiczny ojciec (dzieci, nie lesbijek, chociaż…). Miał być z tego komedio-dramat, a wyszły prawie dwie godziny nudy, które kończą się wnioskiem, że podły heteryk omal nie rozbił szczęśliwej rodziny. Wybaczcie spoiler, ale przynajmniej zaoszczędziłem wam męczarni.
Ostatnie bastiony komedii: Zanim odejdą wody
Apetyt rozpalony po Kac Vegas szybko został zażegnany toną beznadziejnych komedii, wśród nich jako jedyna na plus wyróżnia się “Zanim odejdą wody” czyli jedyna w 2010 roku komedia, która jest choć trochę zabawna. Na dodatek gra w niej ten włochaty koleś z Kac Vegas i Iron Man, który jest jednym z moich ulubionych aktorów w czysto heteroseksualnym tego słowa znaczeniu.

jednak można jeszcze w Hollywood zrobić film o dwóch facetach, którzy się w sobie nie zakochują (przynajmniej od razu)
Srincepcja Incepcja
Po Oscarowej gali cieszy mnie jedno – słaby rezultat Incepcji, którą zachwycali się wszyscy, a na IMDB i Filmwebie wskoczyła do TOP 10. Ponieważ w roli filmu akcji wypada zdecydowanie nudno, widz szybko zaczyna doszukiwać się w tym głębszego przekazu filozoficznego, przecież nikt by nie promował tak cienkiego filmu. Ale i jego nie ma. I robi się niezręczna sytuacja, bo najwyraźniej czegoś nie zrozumieliśmy. Dla niepoznaki damy 10 na Filmwebie. Tak właśnie rodzą się legendy. Ale Kuby i jego ziomków z Akademii nie oszukacie! Do tego Leo i jego smętne miny to jakieś -2 do ogólnej oceny. Jeśli chcecie fajnego filmu akcji, to obejrzyjcie sobie Maczetę albo Tron, z Incepcją fajni będziecie tylko na fejsie. A i to – na szczęście – coraz rzadziej.

























Ładowanie
Komentarze