Archiwum Marzec 2011


Postoscarowe refleksje

31 marca 2011 |  Kuba 
Kategoria: Film

Musicie wiedzieć, że amerykańska Akademia Filmowa co roku konsultuje ze mną decyzje co do Oscarów, jakoś tak jednak wyszło, że tym razem zapomniałem odpisać na maila. No i klops. Ale nie klops totalny. W każdym razie po gali trochę do siebie dochodziłem, dochodziłem (a była to suto zakrapiana gala), aż w końcu postanowiłem podsumować rok 2010 w filmie osobiście.

Skoro już muszę wybrać najlepszy: Jak zostać królem

No tak, niby zgadzam się z decyzją Akademii, ale to też wynika z faktu, że cała konkurencja – poza Łabędziem (o czym zaraz) była dużo słabsza, albo gatunkowo “nie pasowała” do najbardziej zaszczytnej nagrody. Wyobraźcie sobie mój poziom desperacji, jeśli za film roku uznaję film o facecie, który się jąka. Materiału nakręcili na 30 minut, ale film trwa dwie godziny, bo główny bohater tak wolno mówi. Tam wprawdzie jest jakaś psychologia w tle, ale to taniocha dla pospólstwa, które też lubi poczuć się Freudem. Jest też może nawet odrobina historii i świetnej gry aktorskiej, ale nie ma takiej możliwości żeby film o jąkale był drugim Forrestem Gumpem czy drugim Amadeuszem. Wróżę rychłe zapomnienie, tak jak zapomniano na przykład to… no… no, tamto co ten facet tam cośtam… noo…

przez cały film trudno oprzeć się wrażeniu, że zdzira po prawej ZABIŁA SYRIUSZA!!!

To mi się trochę podobało: Czarny Łabędź

Film jest nawet fajny, lubię takie odejścia od konwencji, pod warunkiem, że nie przesadza się za mocno, ale wbrew pozorom Łabędź jest bardzo… nieoryginalny. Powstało już dwa miliardy filmów o niespełnionych ambicjach, z czego dobry miliard traktował tylko o baletnicach. Do tego całość niebezpiecznie zalatywała przerobieniem Fight Cluba na wersję znośną dla dziewczynek, a największym plusem filmu są chyba Natalie Portman i Mila Kunis.

czyli tak, po namyśle stwierdzam, że podobało mi się

Coś z niczego: The Social Network

Ponieważ Google, Facebook, Microsoft i Apple regularnie proszą mnie o konsultację swoich decyzji strategicznych, jestem dość biegły w rynku IT. I szczerze mówiąc historii takich jak w The Social Network jest wiele, a czasem są one jeszcze bardziej pikantne. Kto jeszcze 10 lat temu pomyślałby jednak o tym, by kręcić film o pryszczatym, rudym nerdzie? Nie wiadomo czy to fenomen scenariusza czy bardziej samego Facebooka, ukręcono “coś” z niczego, rewelacji nie ma, ale można obejrzeć. Solidny dokument prawie faktu z Justinem Timberlakiem w roli twórcy Napstera, który swego czasu wzbogacił bibliotekę MP3 o kilka fajnych kawałków (nie, nie, panie władzo, już dawno usunięte, czynny żal i te sprawy!).

bohaterowie kina XXI wieku, Marlon Brando się w grobie przewraca

Można zobaczyć: 127 Godzin

Obok Social Network scenariusz adaptowany miało między innymi 127 Godzin, choć w tym wypadku dużo, dużo ciekawszy, a przy tym nie wydano za dużo na scenografię. Facet biegał, biegał, aż w końcu utknął w takiej wielkiej dziurze na tytułowe 127 godzin. Bogu dzięki dorwali się do tego wszystkiego montażyści i w efekcie oglądamy tylko 80 minut krzywienia się i refleksji pt. “czy ta ręka będzie mi jeszcze potrzebna?”.

w zasadzie jeśli widzicie ten obrazek, to widzieliście już cały film

Daft Punk skosił system: Tron: Dziedzictwo

Nie widziałem pierwszego filmu Tron, próbowałem, ale efekty specjalne z 1982 roku, kręcone w garażu reżysera mnie pokonały. Dziedzictwo natomiast jest filmem dziecinnym i nawet panowie z fotki pod The Social Network raczej by się nim nie zajarali… ale z drugiej strony i tak ogląda się to lekko i świetnie niczym filmy o Iron Manie – chyba jedynej komiksowej serii wychwalanej przez wszystkich, która utrzymując tę formę i jakość wkrótce pogoni przereklamowane Batmany. Nowy Tron promienieje dzięki niesamowitej ścieżce dźwiękowej Daft Punk. To naprawdę pierwszy film od lat, który warto obejrzeć nawet wyłącznie dla samej muzyki. Ukradli im Oscara!!!

choć oczywiście dobrych powodów jest więcej

Najlepsza bajka od lat: Jak wytresować smoka

Najlepszą animacją uznano Toy Story 3, którego nie widziałem, bo już jedynka zniechęciła mnie do serii, a to było w podstawówce kiedy jeszcze ciężko było mnie zniechęcić. Jak wytresować smokiem jest tymczasem pierwszą bajką od wielu, wielu lat, chyba od czasu Shreka 2 i Gdzie jest Nemo?, która jest zabawna, ciekawa, a przy tym tak ciepła, że zaraz po powrocie z kina do domu musiałem odpalić obie części Psów, by przywrócić w sobie prawdziwego samca alfa. Szkoda, że bez Oscara.

kto ma kota, ten wie, że wytresować smoka, to przy tym pikuś

Na beztarantiniu i Rodriguez dobry: Maczeta

Część filmów Tarantino jest zwyczajnie kiepska, ale Pulp Fiction, Wściekłe Psy, a przede wszystkim Bękarty Wojny to ścisła czołówka w historii kina. A Rodriguez? Mimo całej sympatii do Sin City to taka nagroda pocieszenia. Konwencja horrorów klasy C się jednak nie nudzi i Maczeta jest filmem naprawdę fajnym – w swoim gatunku, dlatego na pewno nie puszczajcie go w święta babci…

Maczeta jest momentami naprawdę ostra/y

Chyba w imię tolerancji: Wszystko w porządku

No bo na pewno nie w imię dobrego kina. Wszystko w porządku to film o dwóch lesbijkach wychowujących dzieci, gdy nagle znienacka w życiu szczęśliwej rodziny pojawia się ich biologiczny ojciec (dzieci, nie lesbijek, chociaż…). Miał być z tego komedio-dramat, a wyszły prawie dwie godziny nudy, które kończą się wnioskiem, że podły heteryk omal nie rozbił szczęśliwej rodziny. Wybaczcie spoiler, ale przynajmniej zaoszczędziłem wam męczarni.

jest jeden plus - to pierwszy film, który nie kłamie, lesbijki NAPRAWDĘ są brzydkie

Ostatnie bastiony komedii: Zanim odejdą wody

Apetyt rozpalony po Kac Vegas szybko został zażegnany toną beznadziejnych komedii, wśród nich jako jedyna na plus  wyróżnia się “Zanim odejdą wody” czyli jedyna w 2010 roku komedia, która jest choć trochę zabawna. Na dodatek gra w niej ten włochaty koleś z Kac Vegas i Iron Man, który jest jednym z moich ulubionych aktorów w czysto heteroseksualnym tego słowa znaczeniu.

jednak można jeszcze w Hollywood zrobić film o dwóch facetach, którzy się w sobie nie zakochują (przynajmniej od razu)

Srincepcja Incepcja

Po Oscarowej gali cieszy mnie jedno – słaby rezultat Incepcji, którą zachwycali się wszyscy, a na IMDB i Filmwebie wskoczyła do TOP 10. Ponieważ w roli filmu akcji wypada zdecydowanie nudno, widz szybko zaczyna doszukiwać się w tym głębszego przekazu filozoficznego, przecież nikt by nie promował tak cienkiego filmu. Ale i jego nie ma. I robi się niezręczna sytuacja, bo najwyraźniej czegoś nie zrozumieliśmy. Dla niepoznaki damy 10 na Filmwebie. Tak właśnie rodzą się legendy. Ale Kuby i jego ziomków z Akademii nie oszukacie! Do tego Leo i jego smętne miny to jakieś -2 do ogólnej oceny. Jeśli chcecie fajnego filmu akcji, to obejrzyjcie sobie Maczetę albo Tron, z Incepcją fajni będziecie tylko na fejsie. A i to – na szczęście – coraz rzadziej.

taką incepcję to ja mam za każdym razem jak wracam do domu z imprezy


Wypasiona Biedrona

29 marca 2011 |  Jull (CROPP) 
Kategoria: Szydera

Były premier, Kaczyński Jarek lubi sobie walnąć na ślepo jakieś głupstwo na wizji. Mieliśmy już Marihuanę-nie-z-Konopi oraz zespół U Dwa, który piękne piosenki gra, a teraz mamy Biedronkę, w której kupują najbiedniejsi. Idąc w sukurs byłemu Premierowi, Doktor Paj-Chi-Wo musiał na chwile opuścić swoją tajną bazę, żeby zakomunikować Wam w swoim trzecim wykładzie, że Jarek się pomylił, bo “Biedrona może być wypasiona”. Oto ona, w całej okazałości (ilustracja: Bartok)

Wypasiona Biedrona oferuje kubańskie cygara, kawior i prawdziwego szampana. Czyli produkty w sam raz dla ubogich. Ponieważ sam jestem nędzarzem i jedyne, co posiadam to czapka z magicznym guzikiem, znam się na rzeczy i w Biedronie kupuję codziennie. Mam ją pod nosem, a ponieważ nie lubię pokonywać długich dystansów, żeby nabyć francuskiego Vogue’a i trufle, które serwuję sobie na śniadanie codziennie, moje nogi najczęściej przekraczają próg sklepu dla najbiedniejszych. Byłemu Premierowi ktoś życzliwy musiał donieść o nowym trendzie panoszącym się wsród niepoprawnej, złej i grzesznej polskiej młodzieży, polegającym na tym, że nazwy zwierząt i owadów skraca, żeby ułatwić sobie mówienie. W ten właśnie sposób były Premier dowiedział się o Biedzie, postanowił wypowiedzieć się na jej temat przed kamerami TV, dokonując tym samym wyczynu niezwykłego, który kto wie, być może zapisze się w Księdze Guinessa. Dał portugalskiej sieci spożywczej największą, ogólnopolską kampanię reklamową, o jakiej bossowie tej sieci z pewnością nie mogli nawet marzyć. A wszystko przez to, że cała rzecz miała miejsce w Polsce, a Polacy, jak wiadomo, uwielbiają się jednoczyć, szczególnie na fejsie. Czasem w słusznej sprawie, a czasem tylko po to, żeby zabić nudę. Grupa “Kupuję w Biedronce, jestem ubogi” zaledwie w kilka godzin zebrała ponad 70 tysięcy fanów, podczas gdy lubiących oficjalny profil na Ryju jest, uwaga, aż siedmiuset czterdziestu czterech!!!

Jak tu się jednak nie jednoczyć, skoro najsłynniejsze polskie wąsy ostatni raz widziane będą w górze. Polacy zatem skrzyknęli się i…

Cała Polska wąsami stoi. Na fejsie szaleństwo, aplikacja Zapuść wąsy dla Adama zdobyła 298.647 użytkowników. Wąsy a la Małysz były dosłownie wszędzie, zapuścił je nawet Lech Wałęsa. Nie minęło kilka dni, Adaś wykonał swój ostatni skok, a tu Adidas zamarzył umieścić swoją reklamę na Służewcu. I rozpętało się Piekło. Zamalowywać legendarne wrzuty? NEVER!!! Polacy zaprotestowali. Adisucksna facebooku, na chwilę obecną – 25.569 fanów. Nawet ja schowałem stare adidasy do szafy…

Co się stanie za chwilę? – zastanawia się poczciwy Doktor Paj-Chi-Wo. Co pozowoli nam się znowu zjednoczyć w jednorazowym zrywie, w chwilowym spaźmie, w krótkim spięciu? Może CROPP’owi też ktoś zrobi darmowy marketing? A może Adam zetnie wąsa i internauci zaprotesują, że wielki Polak pozbawia nas narodowego skarbu? Może Żabka pozazdrości Biedronie i zatrudni Jarka do swojej kampanii? Absurdalne? Niemożliwe? A kto z Was jeszcze parę dni temu przypuszczał, że Adidas będzie ssał, a Biedrona będzie wypasiona?


Rozrywki na kacu i fakty z kosmosu

25 marca 2011 |  Gippius (CROPP) 
Kategoria: Szydera

Na kacu mam dwie ulubione rozrywki.

Pierwsza – to dobra porcja fastfoodu, najchętniej z restauracji innej niż wszystkie. Oczywiście w zestawie. Najczęściej dość tradycyjnie wybieram najpopularniejszą kanapkę – znaczy się Big Maca (tak, tak, tak! jadam w macu; wiem, wiem, wiem – nie jestem w ekotrendzie, choć widziałam Supersize me), do tego frytka, no i kolka (jest jeszcze superkolka – czyli kolka z wódą, która zresztą do tego kaca doprowadza mnie uprzejmie, no ale na kacu odpada).

Druga – to kompulsywne wciąganie absurdu różnymi zmysłami ze szczególnym uwzględnieniem ucha i oka, bo tak
lubię. Więc w zależność od intensywności kaca mogą to być po prostu Mango Telezakupy albo Ezo TV (tak, tak, tak! mam telewizję; wiem, wiem, wiem – nie jestem w ekotrendzie znów, choć wiem, że telewizja kłamie). Kiedyś zostałam olśniona takim produktem jak deska do składania ubrań. To istnieje!!! Dodatkowo jutjub dowodzi, że ktoś to kupuje.
No a kiedy odczuwam stan kacowego polotu (takie kace lubimy najbardziej, o tak), to potrafię nawet do kiosku pójść i nabyć moje ulubione dzienniki - Fakt i Super Ekspres. Przy czym przyznam szczerze, że ten pierwszy bardziej do mnie przemawia.
Przygotowałam zestaw klasyków, które rozwalają mnie na łopatki. Strasznie mi przykro, że nie mogę znaleźć ilustracji do historii suma krowojada, który mieszkańcom jednej z polskich wsi wyjadał krowy. Kanalia to była i potwór, bo głów nie zjadał. Pływały rano spokojnie w jeziorze. Stąd wiadomo, że to suma wina była.

1. UFO mnie oszukało czyli jak kosmici oszukują nasz niewinny naród

No przyznam szczerze, że jak ten tekst przeczytałam, to pomyślałam, że ta redakcja Faktu to albo jest na kacu z polotem, albo coś popala w korporacyjnej toalecie. Mistrz! Prostota przekazu, nagroda za oddanie krwi, no i wreszcie porażka w losowaniu. Polak ma wielu przeciwników, nie tylko krwiożerczych polityków, ale nawet przebiegłych kosmitów. Ach! Naród Syzyfów. Naród wybrany, wybrany, żeby mieć   n a j g o r z e j. Cierpiący za miliony, miliony niewygrane w totka :)

2. Zabił, bo śmierdziały mu nogi czyli o higienie, za którą niejeden Polak zginąć może.

No przyznam szczerze, że tu po samym tytule to nie byłam pewna, o co kaman. Że niby jak komuś nogi śmierdzą, to ze złości chce zabijać? Okazuje się, że nie jest tak najgorzej. To po prostu wredna baba, w sensie konkubina. Narzekała na te śmierdzące nogi, narzekała i nic, zero reakcji. No to ile można słuchać tak na spokojnie narzekań baby. Wziął chłop i zabił. Proste. Jaki z tego wniosek? O higienę trzeba dbać. A jak się nie dba, to potem można iść za zabójstwo na 25 lat za kratki.

3. Żona tłucze mnie trzepaczką czyli o przemocy w rodzinie.

Jeszcze mnie facet tak nie zdenerwował, żebym na niego trzepaczką, ale kto wie… Dużo mówi się teraz o przemocy w rodzinie, oj dużo. Jak widać – nie bezpodstawnie. Historie faktowe najczęściej dzieją się w konkubinatach. Jako narzędzie zbrodni w Fakcie często pojawia się też wałek, kiełbasa krakowska cucha (było kiedyś o jednym Amerykaninie, który pobił matkę właśnie laską, laską kiełbasy oczywiście).

Oczywiście historyjek można by mnożyć i jeśli mnie wena nie opuści (redakcji faktu na pewno nie) i z CROPPa nie zwolnią, a kace nadal będą się zdarzać, to obiecuję kontynuację.

Siła!


JAK NIE PIERDOLNIE UMC UMC UMC czyli jak się zachowywać w środkach komunikacji

22 marca 2011 |  Kuba 
Kategoria: Życiowe

Dodam, że w chwili obecnej właśnie w jednym z nich się znajduję, więc dowiecie się tylko o ile bateria pozwoli (a niestety laptopy Toshiba nie robią tak solidnych baterii, jak na przykład Cropp szyje ubrania – swoją drogą widzieliście już naszą wiosenną kolekcję? Podobno galerianki z całej Polski po przejrzeniu katalogu zaczęły formować zorganizowane struktury partyjne). Jak przystało na człowieka biznesu muszę opuścić Warszawę i udać się do jednej z pobliskich miejscowości. Autobusem, bo to ekologiczne – idzie wiosna, więc jestem eko, a do wyboru było tylko sikanie pod prysznicem.

Oto 6 błędów popełnianych przez ludzi podróżujących środkami transportu publicznego, które doprowadzają mnie do dzikiej furii. Czytajcie czego nie robić, być może kiedyś uratuję wam to życie.

Miejsce rozgrywania dramatu

1. Telefony w mojej głowie

Rzeczą, której absolutnie, ale to absolutnie zdzierżyć nie mogę są głośne rozmowy przez telefon. Nie chodzi o to, że ktoś odbiera komórkę i mówi “będę za godzinę”, chodzi o zasrane lampucery ze wsi, które dumnie wyciągają swoją Nokię 3310 (już nawet nie chodzi o to, że Nokia 3310, to i tak najlepszy telefon jaki w życiu miałem), wykręcają numer do najlepszej psiapsióły i przez bitą godzinę na cały regulator opowiadają o tym jak Heniek robi na czarno, jak ta spod siódemki zdradza męża, jak sprzedali stary samochód i wyremontowali kuchnię, a w wersjach hardkorowych bez cienia zażenowania zastanawiają się z koleżanką gdzie ukryć zwłoki (true story!).

To ja boję się odebrać telefon (ale też fakt faktem, że ludzie dziwnie na mnie patrzą gdy w autobusie mówię do telefonu “Panie Premierze, no mam zastrzeżenia do tej ustawy”), a takie wsiuny (nie chodzi o miejsce zamieszkania, wieś to także stan umysłu) bitą godzinę drą ryja do telefonu, w tle napierdala napalm, a ja czuję się wyobcowany przez Era GSM.

Prawdziwe combo jest wtedy kiedy "baba gadająca przez telefon" się jąka

2. Kentucky Fried Chicken

Ponieważ wiosenna kolekcja Croppa jest dostępna we wszystkich rozmiarach, ale też nadchodzi lato i czas lansu nad śródziemnomorskimi plażami, obiad przeciętnej ikony stylu (jeśli jeszcze się nie domyśliliście – mówię o sobie) ogranicza się do pora z marchewką. I nagle, mniej więcej 10 kilometrów za Warszawą, takie *****szcze wyjmuje z plecaka trzy pojemniki, w jednym ma bigos, w drugim szteki (SIŁA), a w trzecim pomidorową i nie ma to tamto, wpierdala aż się uszy trzęsą przez dobrą godzinę. Mlaskając, bo przecież skoro w całym autobusie jebie jak na szkolnej stołówce, to przecież nikomu nie będą przeszkadzały dodatkowe odgłosy. Można zrozumieć snickersa, kanapkę (choć i tak z bólem), ale kiedy przypomni się sobie, że delikwent godzinę czekał na przystanku na autobus i gapił się w niebo, to szlag człowieka trafia – zwłaszcza, że – przypominam – bohater dramatu jedzie na spotkanie biznesowe, ma na sobie garnitur z wiosennej kolekcji uszyty przez najlepszych projektantów Croppa i wysiadając z autobusu jebie Magdą Gessler.

3. UMC UMC UMC

Ponieważ wiosenna kolekcja Croppa sprzedaje się wyśmienicie nie tylko w Polsce, ale i w innych europejskich krajach, Cropp ma bardzo dużo pieniędzy. Efekt jest bardzo prosty – ja dzięki temu też mam bardzo dużo pieniędzy i z przyjemnością wydaję połowę wypłaty na najlepsze słuchawki jakie mieli w całej Warszawie z przestrzennym dźwiękiem, opcją masażu uszu i tłumieniem dźwięku tak, by nikt inny nie musiał użerać się z tym krążkiem Justice, co to wychodzi w kwietniu, ale co to ja go już mam, bo chłopaki z Justice uwielbiają ciuchy z naszej wiosennej kolekcji. I poszedł mały deal.

I NAGLE JAK NIE PIERDOLNIE UMC UMC UMC z słuchawek jakiegoś kolesia. Zresztą on i tak chyba w połowie piosenki zasnął i tak oto przez całą godzinę autobus musi słuchać zapętlonego ulubionego przeboju z ukochanej playlisty:

YouTube Preview Image

4. Szturchająca baba

To chyba cecha rasowa starych grubych bab, których dziwnym trafem we wszelkiej maści komunikacji publicznej jest cała masa. Dla nich pojęcie czasoprzestrzeni nie istnieje, ona za każdym razem zaginają przestrzeń do tego stopnia, że nawet nie miałeś pojęcia, że twoja wątroba może znaleźć się po drugiej stronie kręgosłupa. Całe szczęście, że ubrania z wiosenne kolekcji Croppa są superwytrzymałe, bo inaczej obijany, ocierany w dziesięciosekundowej częstotliwości na spotkanie biznesowe dojechałbym w stroju Adama (który, nawiasem mówiąc, był elementem pierwszej wiosennej kolekcji Croppa w historii). Wysiadając z busa, w których jechała przynajmniej jedna szturchająca baba wyglądasz mniej więcej jak Najman po walce z Pudzianem.

5. Rozmowy w toku

Kiedy przynajmniej dwóch pasażerów jest ze sobą zaznajomionych i to w stopniu większym niż “spotkanie po latach/miesiącach/tygodniach”. Najlepszym przykładem są studenci, którzy mieszkają razem w jednym akademiku, widzą się codziennie od bitego miesiąca, ale i tak nie przeszkadza im to w głośnym rozmawianiu na cały autobus. Ponieważ jednak znają się na wylot, rozmowy mają na celu bardziej zaimponowanie publice, dlatego daje się słyszeć ewidentnie za głośne “a ja mam średnią ocen 5.0 i stypendium naukowe”, “a ja potrafię wypić litra i wciąż jestem trzeźwy”, “byłem wczoraj w kasynie i wygrałem 5000 złotych”. Na szczęście ubrania w nowej kolekcji Croppa są na tyle grube, że naciągnięty na uszy t-shirt tłumi te dywagacje, a przy tym nie rozciągają się i przepuszczają powietrze na tyle dobrze, że jakimś cudem udało się nie zagotować.

we're sooo awesome

6. Ludzie gapiący się w ekran monitora

To jest najbardziej upierdliwe, ponieważ rodzi miliony niezręcznych sytuacji. Na przykład teraz – tak, tak, to między innymi o tobie piszę, wieśniaku! Lata doświadczeń sprawiły, że staram się nie wyciągać laptopa w miejscach publicznych po tym jak stado podróżujących busem gejów prosiło bym odpalił na laptopie “Masz wiadomość” z ich pendrive’a. Ludzie gapiący się w ekran monitora są szczególnie upierdliwi, gdy gadasz z kimś na przykład na Facebooku. Nawet nie wiesz, kiedy nagle zza pleców usłyszysz “no powiedz jej, że ją kochasz!” albo zacznie pukać cie po plecach i nalegać byś przyjął zaproszenie do znajomych.

Z tymi ostatnimi nauczyłem się już sobie radzić, uprawiam skuteczny product placement. Ups, muszę wysiadać!

Jeszcze tylko ostatni rzut oka na NIESAMOWITĄ WIOSENNĄ KOLEKCJĘ CROPPA


Kącik kulturalny: Pezet

17 marca 2011 |  Kuba 
Kategoria: Muzyka

Długo zastanawiałem się, która płyta doskonale opisuje ostatnich kilka lat mojego życia. Ponieważ jednak nikt nie nagrał nawet jednej piosenki o uczeniu się na pamięć wszystkich kodeksów po kolei, kiedy jedyną iskierką nadziei w tym szarym tunelu jest pisanie dla was bloga, jako płytę pocieszenia wybrałem “Muzykę Rozrywkową” Pezeta. Młody, wykształcony, z dużego miasta słucha i jara się blokersem – że niby nie wypada? Wypada, bo Pezet jest absolutnie najlepszym polskim raperem i co znamienne – został nim za życia. I tyle w temacie melancholijnego darcia szat nad Magikiem, który w moim prywatnym rankingu musi zadowolić się drugim miejscem. Tako rzecze głos marki Cropp.

13. Posterunek

Sam Pezet od najmłodszych lat nie miał w branży lekko. Powiedzcie mi, który szanujący się człowiek ulicy popierdzielał w połowie lat 90. mając na głowie tzw. bryle? W atmosferze towarzyszących mu na podwórku epickich porównań do niejakiego “Stępnia” z 13. Posterunku zawarł najlepszy mariaż w swojej karierze. Wraz ze szkolnym kolegą, Onarem, założył formację Płomień 81. Układ był prosty – inni blokersi przestali zaczepiać Pezeta bo miał w końcu prywatnego goryla, a Pezet pomógł się wylansować Onarowi.

Współpraca z Onarem była najlepszym mariażem w życiu Pezeta, ponieważ pomogła mu przeżyć w niebezpiecznej, betonowej dżungli (co ja mam z tą betonową dżunglą ostatnio?!). Na artystyczne salony wprowadził go jednak Noon, znany producent muzyczny. To znaczy – znany w hip-hopowej branży, czyli słyszało o nim może kilka tysięcy Polaków.

Płomień 81

Pezet-Noon

W 2002 i 2004 roku chłopaki wydali dwie znakomite płyty, które spokojnie mieszczą się do pierwszej dziesiątki najlepszych hip-hopowych krążków stworzonych w naszym kraju. Ponieważ Noon zajął się muzyką, a Pezet tekstem, wymiar artystyczny tych produkcji był zdecydowanie wyższy, zabrakło onarowskich przypowieści o ściganiu się beemką i prasowaniu dresu na ślub najlepszego przyjaciela. Niektóre wersy niosły za sobą nawet sporo fajnej treści, co zasługuje na tym większe uznanie, iż Pezet sam o sobie mówił wówczas jeszcze “zwykły chłystek, piskle wśród orłów”.

Po co ludzie są przy nas?

Wyżej jesteś to więcej trzymasz

Masz przewagę to pociąga ich siła

A odpycha ich upadek, musisz patrzeć im w oczy

Bo inaczej spadniesz, nie będziesz mógł spać w nocy

Czas pokazał, że okularnik z Ursynowa miał sporo racji, natomiast obok przytoczonych Re-fleksji z obydwu stworzonych z Noonem płyt do klasyki hip-hopu na długie lata przeniknęły Ukryty w mieście krzyk, Seniorita czy wreszcie Szósty Zmysł. Pezet piętnuje w nim nasz narodowy alkoholizm, by trzy lata później nagrać dokładnie 14 piosenek o tym jak najebał się tak, że nie jest w stanie wstać ze skrzyżowania na Marszałkowskiej, a właśnie nadjeżdża tramwaj.

YouTube Preview Image

Muzyka Rozrywkowa

Kiedy w 2007 roku na rynku debiutowała Muzyka Rozrywkowa fani rapu pytali się wzajemnie “co to kurwa jest?!”. A zaraz potem dodawali “Nie, poczekaj…”. I tak oto Pezet stworzył najlepszą płytę w swojej karierze, a tym samym – co rozumie się samo przez się – najlepszą płytę w historii polskiego rapu (i tak oto Kinematografia musiała zadowolić się drugim miejscem). Terapię szokową fundowało przede wszystkim rozstanie się z Noonem i dość niecodziennie bity. Do dziś nie wiem zresztą czy te bity były dobre, czy były słabe, ale genialne teksty Pezeta wyniosły płytę do miana kultowej (przynajmniej w warszawskich środowiskach studenckich).

To było całkowite odejście od konwencji, do której przyzwyczaił nas Pezet w swoich dwóch poprzednich płytach. Zamiast pseudofilozoficznych (ale fajnych) dysput blokersa skupił się na tym, co robi najlepiej – melanżu w każdej możliwej postaci. Płyta była genialna, a szampan lał się z odtwarzacza (dosłownie i w przenośni). Trochę jak w tych murzyńskich teledyskach z MTV.  Jedyną wadą Muzyki Rozrywkowej była ckliwa dedykacja na 3/4 okładki, w której Pezet dedykuje płytę ukochanej, opowiada o tym jak ją kocha i jak marzy o gromadce dzieci. Skończyło się jak zawsze i tak oto powstała…

YouTube Preview Image

Muzyka Emocjonalna

Czyli najgorsza płyta Pezeta. Statystyki, do których udało mi się dotrzeć dzięki moim opisywanym poprzednio wpływom podają: co trzeci słuchacz płakał, a co piąty ciął się kiedy tylko leciało Spadam. Kiedy ktoś wkładał kompakt z Muzyką Emocjonalną do odtwarzacza zachodziło słońce i zaczynał padać deszcz, na warszawskiej giełdzie WIG 20 leciał w dół na łeb na szyję, a Adam Małysz po tym jak dostał tę płytę od Simona Ammana na Święta 2010… sami wiecie jak się to skończyło.

Małolat

Pezet zaraz po tym jak wyszedł z depresji artystycznej zabrał się za pracę. Wśród całej masy projektów jako pierwszy udało mu się skończyć wspólny projekt ze swoim własnym bratem – Małolatem. Małolat podobnie jak Pezet postanowił wyjść na prostą, choć akurat w tym wypadku mowa o wychodzeniu z więzienia, a ja… cóż, ja stałem się już nie tylko słuchaczem blokersów, ale też postkryminału.

Choć Pezet udanie współpracował m.in. z Wdową, a nawet Tede, to jednak dłuższa kooperacja z kimkolwiek kto pisze teksty nie jest jego żywiołem. A raczej – dobiera sobie fatalnych partnerów. Po słabym Onarze czas na upartą promocję równie słabego Małolata. Rodziny się nie wybiera, ale Małolat jest niestety nie tylko mniej utalentowany od Pezeta, ale też od przeciętnego sześciolatka, który ułożył wiersz biały na Dzień Przedszkolaka niefortunnie próbując zrymować “nadepnęła pani na samochodzik” ze “w zlewie leży kupa”. Kiedy w ostatnim wywiadzie Artur Rawicz podstawiał mu mikrofon, przysięgam, zastanawiałem się czy zaraz tego mikrofonu nie ugryzie.

W międzyczasie jeszcze Pezet wszedł na rynek z własną marką ciuchów o nazwie Koka. Ale to są ubrania, które blakną na słońcu, kurczą się w praniu i wszystkie mają sraczkowaty odcień, nie to co w Croppie!!!

Pezet

Król jest jeden. Choć nie możemy podziwiać go zbyt często w mediach, a na dodatek planuje jeszcze trochę pożyć, w związku z czym wszystko może jeszcze spierdolić (drugiej Muzyki Emocjonalnej już chyba nie przeżyjemy) to jednak dziś Pezet rządzi na całego. Nie bardzo czaję te klimaty ludzi ulicy, Tede mnie męczy, OSTR po setnej piosence o swojej żonie i dziecku już mi się znudził, a wszystkie płyty Eldo z rozkazu samej Konstytucji powinno się zebrać w jednym magazynie i publicznie spalić. Został tylko Pezet, który jest tak dobry, że w ramach sympatii powyższą notkę powinienem napisać wierszem. Ale nie robię tego, bo nie potrafię. Co sugeruję też Onarowi z Małolatem. A na wszelki wypadek, gdyby chłopaki z Ursynowa wytropili mnie wraz ze swoimi maczetami po przeczytaniu tego wpisu – żegnam się piosenką. Fanom chyba nie muszę podpowiadać którą.

YouTube Preview Image

Engine