Epitafium Ryśkowi z Klanu

22 lutego 2012 |  Kuba 
Kategoria: Telewizja

Hanka Mostowiak miała życie piękne, ale umarła głupio. Ryszard Lubicz żył głupio, ale umarł pięknie. Szanowni państwo, nie jest mi lekko o tym pisać, lecz oto dziś odszedł taksówkarz, brat, syn, mąż, ojciec rodziny, przede wszystkim jednak: bohater.

Podobnie jak w przypadku Hanki (przeczytaj koniecznie jej prawdziwą historię), Telewizja Polska nie mówi nam wszystkiego o serialowych bohaterach. Fakty niewygodne są przemilczane, zaś premier Tusk przed każdym odcinkiem czerwonym flamastrem wykreśla kontrowersje ze scenariusza. W ten oto sposób przez ostatnich 15 lat poznaliśmy tylko część historii Ryśka.

Ryszard Lubicz urodził się w 1960 roku w Warszawie. Był najzdolniejszym z dzieci państwa Lubiczów i już w 1971 roku udało mu się wyjechać z kraju przy pomocy esbeckich układów dobrze wszystkim znanego Wuja Stefana. Rysiek jako genialne dziecko rozpoczął studia na amerykańskim MIT na kierunku biochemia termojądrowa. Przyznajcie się szczerze: tego o nim nie wiedzieliście!

Wuj Stefan za współpracę z SB poniósł odpowiednią karę, został prawnikiem trzydziestoosobowego klanu Lubiczów, rozwiązuje ich problemy za darmo i klepie biedę, bo nie ma czasu na inne sprawy

W latach 1973-1975 amerykańska wojna w Wietnamie wkracza w decydującą fazę. Nastoletni Ryszard, świeżo po obronie swojego doktoratu, zostaje zewnętrznym konsultantem armii USA.  Światowe media milczą, ale w wyniku broni biologicznej giną setki tysięcy Azjatów. “Nie jestem dumny z tego co robiłem na wojnie. Nie chcę o tym rozmawiać” – po latach ucina temat Rysiek.

Targany wyrzutami sumienia Ryszard po powrocie do Stanów osiada w Miami i przyłącza się do ruchu hipisowskiego. Szybko jednak zdaje sobie sprawę, że spodnie-dzwony są trochę pedalskie i na dodatek fatalnie wygląda w długich włosach. Zaczyna chodzić w starannie dobranych kolorowych garniturach, a w całym mieście głośno jest o tym “eleganckim jegomościu z Polski”. Stany Zjednoczone powoli wchodzą w lata osiemdziesiąte, a Lubicz ma niemały wpływ na tamtejszą modę.

Pewnego razu Rysiek w jednym z klubów spotkał Dona Johnsona. Johnson jeszcze przez wiele lat wspominał tamto spotkanie i przyznał, że zainspirowało go do stworzenia serialu Miami Vice.

Nie wiadomo dokładnie czym Ryszard zajmował się podczas pobytu w Miami, zapewne nie było to więc nic legalnego, zwłaszcza, że miasto i Stany Zjednoczone opuszczał w popłochu.  Amerykańskie władze nie były pewne Ryśka oraz wiedzy jaką posiadał. W ślad za nim wysłano najlepszą agentkę w dziejach wywiadu USA, pseudonim “Czesia”.

W 1980 roku znajomi pomagają mu w nielegalnym przekroczeniu granicy Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej na pokładzie kontenerowca. Rysiek prosi znajomego robotnika z wąsami o “zrobienie dymu w stoczni” i odwrócenie uwagi tak, by mógł przemknąć niezauważony przez celników.

Trudno powiedzieć czy Ryszard miał świadomość konsekwencji, ale tego dnia dał Polsce Lecha Wałęsę

Po powrocie do kraju Rysiek osiadł wraz z rodzicami na Sadybie i prowadził spokojne życie chwytając się prac dorywczych, regularnie narzekając przy tym, że jego matka robi paskudne pierogi (nie wiedział jeszcze, że już niebawem los ześlę mu ciocię Stasię). W 1986 roku na potańcówce w remizie poznał Grażynkę, a w 1988 wzięli ślub i zamieszkali razem.

Lata spędzone w laboratoriach chemicznych sprawiły, że z płodnością u Ryśków nie było najlepiej, w dużej mierze jednak dlatego, że Ryśkowi sprzęt – jeśli wiecie co mam na myśli – odstrzelili już Wietnamczycy. Jedyną nadzieją pozostała adopcja. W 1998 adoptowali Maćka, a Rysiek był niezwykle dumny mówiąc “jesteśmy jak ojciec i syn, jak dwie krople wody!“, a dwa lata później adoptowali również Bożenkę. W 2006 roku w rodzinie Ryśków pojawiła się mała Kasia, którą Grażynka przywiozła po tym jak dwa lata spędziła “na wsi”, ale Ryszard bez zbędnych pytań uznał – i pokochał – swoją nową córkę.

Złośliwcy mawiali "W tym związku nie ma miłości, łączy ich tylko dziki seks". Dziś wiemy, że nie była to prawda.

Po pracy w armii i laboratoriach Ryśkowi został jedynie nawyk przesadnej higieny osobistej, do której zmuszał zresztą także swoje dzieci. Poza tym jednak był człowiekiem spokojnym, ułożonym, który zdawał się zapomnieć o swojej przeszłości. Życie po powrocie do kraju nie obchodziło się z nim lekko. W 2007 roku jakiś kretyn rozwalił śrubokrętem drzwi do jego łazienki, zaś od czasu związku z Panem Jeremiaszem Babcia Stasia przestała rozpieszczać go swoimi pierogami.

Rysiek zmarł 22 lutego, ale zmarł tak jak tego zawsze chciał i jak na to zasługiwał – walcząc z nieprawością i nieporządkiem, odkupując winy i błędy młodości. Tego dnia nie odszedł tylko ojciec rodziny, odszedł prawdziwy bohater. Żegnaj przyjacielu, idolu, autorytecie.

YouTube Preview Image

A sam Piotr Cyrwus? Plotkarskie portale ze Stanów donoszą, że policja przyłapała go, gdy wciągał koks z Whitney Houston (wtedy właśnie padły słynne słowa “Houston, mamy problem”). Uciekając przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości trafił do Polski i przez kilkanaście lat realizował zadania aktorskie na planie Klanu.

Wiadomo jednak, że jego zarzuty się już przedawniły, a drzwi do wielkiej kariery znów stoją otworem. Andrzej Wajda zaproponował Piotrowi rolę w sequelu “Człowieka z Żelaza”, co jest w pewnym sensie ironią losu, bo Cyrwus już od kilku tygodni przygotowuje się do zastąpienia Roberta Downya Jra w Iron Manie 3. J. K. Rowling obiecała napisać kolejną część Harry’ego Pottera, oczywiście jeśli tylko Cyrwus zagra w jej ekranizacji Chłopca, Który Przeżył. Piotr przebiera w ofertach, wybiera tylko te najlepsze, o czym niestety przekonał się Peter Jackson – nasz rodak wbrew początkowym ploteczkom nie zagra Gandalfa w Hobbicie.


Dziewczyny górą! cz.1

21 lutego 2012 |  Kokolina 
Kategoria: Wyszperane

Zdecydowaną większość dziewczyn odbieram mniej więcej tak:

Moją pasją i hobby są kosmetyki, ciuchy oraz zdobienie paznokci.

Z przerażeniem obserwuję jak niewiele dziewczyn ma zainteresowania jakieś inne poza chęcią osiągnięcia dobrej prezencji. Z masą moich znajomych po prostu nie da się porozmawiać na tematy inne niż: faceci/ związki/ kosmetyki/ ciuchy (niepotrzebne skreślić). Podobną tendencję obserwuję w muzyce. Włączając radio, czy telewizyjną stację muzyczną,  nie słyszę muzyki, a jedynie skowyt NIEROZUMIANYCH, ZDRADZANYCH, BIEDNYCH, BŁAGAJĄCYCH O MIŁOŚĆ, SŁABYCH SIEROT, których jestestwo sprowadza się do nieskazitelnego wyglądu, a przy okazji, do wypatrywania wybranka swego serca z okien swojej wieży.

Tak jakby nie można mieć własnego życia, własnego zdania, no ale przede wszystkim, bo to szczególnie mnie boli, życia w którym mężczyzna nie zajmuje pierwszego miejsca. Nie zastanawiało was nigdy dlaczego facet po zerwaniu idzie  z kolegami na piwo, a kobieta w tym samym czasie siedzi w domu płacząc w poduszkę i słuchając dołujących piosenek?

Na szczęście nie wszystkie takie jesteśmy. Są kobiety, które swoją pasją potrafią udowodnić, że także
MAJĄ JAJA!
I nie chodzi tutaj o to, aby rywalizować z facetami, być wulgarnym i krnąbrnym, nadmiernie pewnym siebie dziewuszyskiem. Ale osobą, która po każdej wypowiedzianej “kurwie” nie będzie odczuwała chęci odmówienia stu zdrowasiek. Będzie wiedziała, że ma do tego prawo, nie będzie mdła, no ale przede wszystkim będzie mieć swoje życie. Na szczęście CROPPowa ekipa udowadnia, że istnieją jeszcze dziewczyny, dla których świat nie kończy się na doborze właściwego podkładu do twarzy.

YouTube Preview Image

Nie ma, że boli, że zedrze się kolano, upadnie, czy dozna kontuzji. Dziewczyny również potrzebują adrenaliny i mocnych wrażeń (o takich już w następnym odcinku). Ale skoro wspomniałam o muzyce… Rihanna, Beyonce, Katy Perry, Lady Gaga: tych pań nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Jednak pomimo dużej popularności jaką się cieszą, nieustannie towarzyszy mi wrażenie, że muzyka w ich przypadku, stoi gdzieś na samym końcu. Bo oprócz niej liczy się przecież to jak gwiazda wygląda, jak się porusza, jak mocno szokujące ma teledyski, jakiego ma chłopaka i, czy ten ją bije. Wszystko to przypomina breję, w której zamysł pierwotny czyli “tworzenie (dobrej) muzyki” zginęło, zmieszało się z makijażem wokalistki, jej tipsami i makijażem.

Okej, czasy trochę się zmieniły, do wokalistów dodaje się całą otoczkę plastyku, który ma na celu bycie “jakimś”. I nie jest ważne to, czy taka Avril Lavigne brylująca na salonach jeszcze kilka lat temu, prywatnie była w gruncie rzeczy szarą myszką. Bo przecież publicznie była “jakaś”, cel został osiągnięty;  dusza buntownika, aroganckie zachowanie, kilka mocnych tekstów i szalone ciuchy. I z reguły tak to wygląda: ciemny lud to kupuje, sprzedaż wzrasta i wszyscy się cieszą. Jednak, czy aby na pewno o to w tym wszystkim chodzi?

Mam wrażenie, że po drodze, w całej tej masie komercyjnej papy, którą jesteśmy karmieni i której rzecz jasna nie sprzeciwiam się, bo pop i komercja też czemuś służą, straciło się wiarygodność. Kobiety ustrojone w kolorowe pióra straciły swą autentyczność, na ich twarzach, gdzie pierwotnie pojawiał się uśmiech, wstrzyknięto substancję wygładzającą zmarszczki. Myślę, że wspomniane przeze mnie panie, powinny już podziękować bowiem na arenę wkracza

ŚWIEŻOŚĆ I AUTENTYCZNOŚĆ

YouTube Preview Image

Ta młodziutka raperka udowadnia, że świat rapu nie jest zarezerwowany jedynie dla mężczyzn, podobnie jak jej starsza koleżanka, Natassia Gail Zolot lepiej znana jako Kreayshawn.

YouTube Preview Image

Obie panie nie są śmieszne (w przypadku rymujących kobiet o to nietrudno), są jakieś, mają wyraźną osobowość, a swoją muzyką udowadniają, że można ją robić bez ciągłego nawijania o tym, że tamten ją zostawił, ale ona się nie poddała, trochę se popłakała i teraz każe mu spadać. Szkoda tylko, że zdecydowana mniejszość naszych rodzimych wokalistek jest w stanie pochwalić się podobnym hartem ducha. Z odmętu bylejakości, wyłania się artystka, której twórczość spokojnie i bez wstydu, możnaby wyeksportować za granicę.

YouTube Preview Image

I jeszcze dla fanów rapu, kawałek który od pierwszych chwil zadziwił mnie. Przyznaję ze wstydem: kiedy usłyszałam kobiecy głos, byłam w szoku, że za tak dobrym bitem nie stoi mężczyzna. Proszę Państwa, Belona MC:

YouTube Preview Image

DZIEWCZYNY!

Nasza umiejętność posługiwania się słowem jest mocniej wykształcona niż u mężczyzn; w związku z tym dużo mówimy i czasem nawet z sensem;) Ale, czy naprawdę nie lepiej słuchałoby się nas, gdybyśmy miały COŚ do powiedzenia, a swoją umiejętność potrafiły odpowiednio wykorzystać? Jak chociażby ta pani:

YouTube Preview Image


Kto powinien dostać Oscary za 2011 rok? cz. 1

18 lutego 2012 |  Kuba 
Kategoria: Film

Starsi stażem czytelnicy pamiętają zapewne, że do tematu Oscarów podchodzę bardzo poważnie i już przed rokiem spisałem swoje przemyślenia. Rok temu poziom był niski (kazano nam wybierać między Łabędziem a Królem), a w tym… jest jeszcze niższy. Obejrzałem jednak kilkanaście filmów minionego roku, niektóre “na tempo” w ciągu ostatnich kilku dni (to się nazywa dziennikarska rzetelność) i zanim Akademia podejmie swoje decyzje (skądinąd wiem, że czytają tego bloga) oto moje typy.

(więcej…)


Poznajcie Cherry Coke

12 lutego 2012 |  Kuba 
Kategoria: Życiowe

Dziś chciałbym, abyście poznali kogoś bardzo dla mnie ważnego. Cherry Coke to nie tylko moja przyjaciółka, to także hobby, pasja, praca, styl życia i sposób spędzania wolnego czasu.

(więcej…)


F*** Fashion – początek

8 lutego 2012 |  Holz 
Kategoria: Szydera

Nowy cykl postów na tym blogu ma nosić wdzięczną nazwę “Fuck Fashion”. Cóż, wydaje mi się, że jestem idealną osobą to wypowiadania się w tej kwestii. Mówimy tu o świecie, w którym stare dziady z Paryża czy Mediolanu dyktują nam, jakie spodnie mamy nosić. W którym nastolatki, które nie prowadzą szafiarskiego bloga, nie mają szans na dołączenie do drużyny cheerleaderek. W którym rzekomo co 6 miesięcy powinniśmy wywalać zawartość całej szafy do kontenera PCK, po czym zapełniać ją od nowa, zgodnie z najnowszymi trendami (wymyślonymi przez starych dziadów wspomnianych powyżej).

Kontenery PCK co sezon pożerają niemodne ubrania

Przede wszystkim mamy tu do czynienia z jednym, wielkim FEJKIEM. To nie jest tak, że ważni panowie projektanci co pół roku robią narady odnośnie tego, czy teraz lepiej wylansować dzwony, czy rurki. Jak to więc możliwe, że po pokazach mody okazuje się, że w tajemniczy sposób na podobny pomysł odnośnie nogawek wpadł i Gucci, i Louis Vuitton? W bardzo poważnym i spiętym modowym środowisku takie właśnie podobieństwa nazywa się trendami, które potem krzyczą do nas z każdej okładki kolorowego magazynu. A to, że Gucci i Louis Vuitton (plus 20 innych domów mody) stosują ten sam patent w jednym sezonie, nie bierze się znikąd. Powiedzmy sobie szczerze, mówimy tu o biznesie i duuuuużym hajsie. Donatella Versace nie sfinansowała swoich operacji plastycznych, własnoręcznie zszywając kiecki i sprzedając je po kosztach. Wszyscy chcą zarobić – i to jak najwięcej. A jak najłatwiej zrobić kasę? Dać ludziom to, czego chcą.

Donatella potrzebuje kasy, bo jej samo-tuning nigdy nie będzie skończonym procesem

Duże domy mody i marki mają na to patent. Zatrudniają ludzi, zwanych cool-hunterami (najlepszy zawód na świecie). Ich zadaniem jest bujać z fajnym towarzystwem, chodzić do najlepszych klubów, latać z Nowego Jorku do Paryża, potem do Sydney i z powrotem, tylko po to, żeby żyć na 200%. Dodajmy, że dostają za to kasę. Ich jedynym zadaniem jest mieć szeroko otwarte oczy i dobrą intuicję. Po takim tripie dookoła świata dany coolhunter dzwoni do swojego szefa, dajmy na to do takiego Galliano, i mówi mu: “słuchaj, stary, trendsetterki w Helsinkach noszą flanele, a fajne dzieciaki z Sydney wygrzebują ubrania po babciach”. Kilka miesięcy później Galliano na modelkach-wieszakach prezentuje kolekcję łączącą styl lat ’50 i grunge (NIESPODZIANKA!). Fashionistki w Helsinkach i Sydney szaleją, bo  końcu ktoś zrobił coś dla nich. Szara masa z kolei myśli, że Galliano-wizjoner wpadł na kolejny rewolucyjny pomysł i że to właśnie ten niesamowity styl będzie najmodniejszy w nadchodzącym sezonie.

To Galliano. który, jak widać, jest sprytny

Myślicie, że Was to nie dotyczy, bo macie modę w dupie? B-Ł-Ą-D! Zastanówmy się nad taką sytuacją: idziecie do swojego ulubionego sklepu, który z Galliano nie ma nic wspólnego, i odkrywacie, że pojawiło się w nim zaskakująco dużo niebieskich bluz. Z braku wyboru bierzecie jedną (bo w sumie spoko ten niebieski). Nie podejrzewacie nawet, że ogromna ilość takiego, a nie innego koloru w sklepie ma bezpośredni związek z tym, że Galliano w swojej kolekcji miał niebieskie flanele. Przy okazji przypadkiem trafiło się tak, że 20 innych domów mody wpadło na pomysł wykorzystania dokładnie tego samego odcienia. Stylistki po długiej analizie setek zdjęć z wybiegów wykrzykują “Mamy trend!” (z przejęciem godnym lekarza po udanej resuscytacji pacjenta). Na okładkach gazet wielkimi wołami piszą “KOBALT HITEM SEZONU”. Przypomnę: idziecie do swojego ulubionego sklepu i widzicie dużo niebieskiego. Przypadek? Nie sądzę.

Zanim się obejrzycie, Wasze psy też będą nosić niebieski

Jak widzicie, cała ta moda to jedno wielkie błędne koło. Koło, które od wielu lat bez problemu samo się napędza, generując ogromne zyski. Nie wiem, czy warto na własne życzenie dokładać się do kolejnych zabiegów powiększania ust Donatelli. Dlatego powinniście, ekhm, użyję tu anglicyzmu: fuck fashion. Ubierajcie się w co chcecie i jak chcecie. A nóż któregoś razu zakumpluje się z Wami jakiś coolhunter, który potem sprzeda Galliano info, że dzieciaki w Polsce fajnie się noszą;) Dodam, że to nie jedyny absurd, jaki wytropiłem w modzie/show-businnesie. Stay tuned! Wkrótce więcej!


Engine